Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śledztwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śledztwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, lutego 04, 2021

Sajgonka z nadzieniem z człowieka w "Dywanie z wkładką" Marty Kisiel *Zuzanna*

Sajgonka z nadzieniem z człowieka w "Dywanie z wkładką" Marty Kisiel *Zuzanna*
Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Dywan z wkładką
Liczba stron: 332
Wydawnictwo: W.A.B.

Kiedy synowa i teściowa, do tej pory zupełnie niekompatybilne, nagle zaczynają się świetnie dogadywać, możecie być pewni, że coś jest na rzeczy. Wspólne bieganie, nocne spacery, tajemnicze rozmowy... Dzieci szybko to zauważą. Ale czy to możliwe, żeby mama z babunią planowały pozbyć się ich ojca?

Z lodówki w mieszkaniu Trawnych zaczynają dobiegać niedwuznaczne odgłosy wydawane przez jedną z sąsiadek. Nie chcąc, by słyszały je dzieci, Tereska i Andrzej postanawiają przeprowadzić remont kuchni, który niespodziewanie kończy się... zakupem domu na wsi. Wkrótce z wizytą przybywa również teściowa, wielbicielka wszelkiej aktywności fizycznej. Wydawać by się mogło, że wspólny jogging to nic strasznego. Ale kiedy Tereska przypadkiem znajduje w lesie trupa wrednego sąsiada, trudno oczekiwać, żeby bieganie dobrze się jej kojarzyło. Kobiety niezwłocznie rozpoczynają własne śledztwo. Kto z mieszkańców ulicy Leśnej miał motyw, sposobność i warunki, by pozbyć się denata? I dlaczego zrobił z niego sajgonkę, zawijając w ten okropny buraczkowy dywan z ich garażu?

Bohaterowie, a właściwie bohaterki, bo to one wiodą prym w tej powieści, całkowicie podbiły moje serce. Marta Kisiel jak zwykle stworzyła postaci barwne, wyraziste i... po prostu takie, przy których od razu lepiej się robi w człowieka. Wyjątkowe i niezapomniane. Wybuchowa Tereska, która uwielbia spać i rozliczać podatki, a do tego wręcz nałogowo zjada kasztanki. Mira - nad wyraz aktywna teściowa, miłośniczka biegania i wyginania się w precel (czyt. joga) oraz zarośniętych męskich klat. Jest jeszcze Zoja, nowoczesna feministka i wielbicielka ekologii, konsekwentnie pilnująca, by jej brat, Maciejka, przejawiał jeszcze jakieś funkcje życiowe oprócz spania i grania w Minecrafta. Dodajmy do tego Andrzeja o usposobieniu labradora i suczkę Piña Coladę, zwaną też Pindzią, i mamy rodzinkę Trawnych w komplecie.

Akcja rozwijała się bardzo dynamicznie. Już od pierwszych stron było intrygująco, a przeprowadzka Trawnych do nowego domu dała początek całemu zatrzęsieniu niespodziewanych, zabawnych, a nawet mrożących krew w żyłach wydarzeń. Czołganie się w zaroślach i infiltracja sąsiadów to w zaistniałych okolicznościach niezbędne minimum. A próby ustalenia tożsamości "zbrodzienia" przy uporczywym akompaniamencie szpakowatego najeźdźcy wypadły po prostu genialnie.
"Dywan z wkładką" to przezabawna komedia kryminalna, która zapewniła mi wiele godzin świetnej rozrywki. Było intrygująco, zaskakująco i z dreszczykiem emocji, a do tego w towarzystwie mistrzowsko wykreowanych bohaterów. Mój wewnętrzny miłośnik krwawych zbrodni i poczucia humoru Marty Kisiel czuje się w pełni usatysfakcjonowany. Polecam z całego serca!
Zuzanna


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


wtorek, czerwca 02, 2020

[PRZEDPREMIEROWO] - "Dom ziemi i krwi. Część II" Sarah J. Maas [KSIĘŻYCOWE MIASTO #2] *Natalia*

[PRZEDPREMIEROWO] - "Dom ziemi i krwi. Część II" Sarah J. Maas [KSIĘŻYCOWE MIASTO #2] *Natalia*

Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Dom ziemi i krwi. Część II
Cykl: Księżycowe Miasto, tom 1
Liczba stron: 622
Wydawnictwo: Uroboros
Premiera: 03.06.2020



Już po pierwszej części tej historii wiedziałam, że może się skończyć ponowną fazą na twórczość Maas. Zgaduję, że przez kilka następnych dni będę myśleć tylko o wydarzeniach z "Księżycowego Miasta". Być może pojawi się kac książkowy. Jednak powiem szczerze. Nie żałuję ani jednej chwili spędzonej przy tej opowieści. Za to kocham autorkę. Za tworzenie czegoś, czego nie zapomnę szybko i w czym zakocham się bez opamiętania.




Po wydarzeniach z pierwszej części śledztwo zaczyna się komplikować. Okazuje się, że zmarła przyjaciółka Bryce - Danika - miała z całą sprawą coś wspólnego. Los zdaje się nie sprzyjać Bryce ani Huntowi. Coraz więcej osób zaczyna interesować się Rogiem - pradawnym artefaktem o potężnej mocy. Dodatkowo na ulicach Księżycowego Miasta grasuje kolejny demon. Czas ucieka, Gubernator się niecierpliwi, a rozwiązanie wciąż znajduje się daleko od nich. Przeszłość nie zamierza odpuścić i tylko dodaje nowe niewiadome...

Muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Maas utrzymała poziom, choć z ręką na sercu mogę przyznać, że w pewnych momentach go nawet przebiła. Nawet nie wiem, kiedy książka pochłonęła mnie całkowicie. Na początku było ciężko, pojawiło się sporo nowych informacji. To jednak plus, udowadnia, że autorka nie poszła na łatwiznę i stworzyła porządne uniwersum od A do Z. Przez większość czasu akcja nie pędzi. Zdecydowanie przeważył tutaj wątek kryminalny. Każdy rozdział przynosi nowy element układanki. Śmiało mogę stwierdzić, że wytworzył się pewien schemat. Wskazówka - badanie poszlak - ślepy zaułek/strzał w dziesiątkę. Jednak końcówka, brakuje mi słów, aby ją opisać. Akcja pędziła, było mnóstwo zwrotów. Wywołała wiele emocji. Strach, smutek, złość, radość, istna wybuchowa mieszanka. Maas wydobyła z bohaterów to, co najlepsze, ale również odsłoniła ich drugą, mroczą stronę. Krew lała się strumieniami, autorka nie szczędziła brutalnych scen.

Jeśli chodzi o bohaterów, to tutaj również nie mam o co się czepiać. Bryce pozostała tak samo odważna, szalona, zadziorna, prostu pozostała sobą. Hunt się zmienił. Przebudziły się w nim uczucia, przestał być zimną i pustą skorupą. Nie mówię oczywiście, że chłód i obojętność nie zniknęły. Zostały, co widać szczególnie pod koniec. Szczerze? Nie wyobrażam sobie Hunta bez tego. Właśnie za stanowczość, bezwzględną lojalność, bezuczuciowość w pewnych sytuacjach go pokochałam. Na pierwszy plan wysuwa się również Ruhn. Względem niego mam mieszane uczucia. Z jednej strony go polubiłam, ale z drugiej często się na niego wkurzałam. Opiekował się Bryce, był przy niej, kiedy go potrzebowała, pomagał przy śledztwie. Jednak nie zrobił nic jeśli chodzi o stosunki rodzinne. To mnie denerwowało. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach coś z tym zrobi, zwłaszcza po pewnych tajemnicach, które ujrzały światło dzienne.

Na zakończenie dodam, że Maas nie oszczędziła jednego. Źle napisanych scen łóżkowych. Podobnie jak w "Dworach" ja po prostu nie potrafię określić ich inaczej. Poza tym jest jeszcze jedna podobna rzecz między tymi seriami i w tym temacie. Idealne wyczucie czasu. Wzywasz demona? To ja pomyślę o tym, jak dobrze byłoby nam razem w łóżku. Albo jeszcze lepszy przykład. Ledwo żywy Hunt, ale na seks zawsze gotowy. Czyż to nie brzmi znajomo? Feyra i Rhys w samym środku bitwy, w namiocie... 

Wciąż nie mogę otrząsnąć się po zakończeniu. Tyle emocji, zwrotów akcji. W pewnych momentach chciało mi się płakać. Tak, moje serce zostało złamane. Nie mogę doczekać się kolejnych tomów. Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się losy Bryce, Hunta, Ruhna i reszty bohaterów. Polecam wszystkim fanom twórczości autorki i wielbicielom fantastyki. Jestem pewna, że Lunathion, tak samo jak mnie, porwie Was w wir przygody i długo nie puści.

Natalia

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!


środa, maja 27, 2020

Powracający koszmar - "Dom ziemi i krwi. Część I" Sarah J. Maas [KSIĘŻYCOWE MIASTO #1] *Natalia*

Powracający koszmar - "Dom ziemi i krwi. Część I" Sarah J. Maas [KSIĘŻYCOWE MIASTO #1] *Natalia*

Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Dom ziemi i krwi. Część I
Cykl: Księżycowe Miasto, tom 1
Liczba stron: 556
Wydawnictwo: Uroboros

Witamy w Księżycowym Mieście! Dla każdego z Was znajdzie się miejsce. Spotkasz tutaj Fae, wampiry, archanioły, czarodziejki, wyrocznie, wilki i wielu innych ciekawych i niecodziennych towarzyszy. Innymi słowami, do wyboru, do koloru! A może odwiedzimy klub, gdzie będziemy się bawić do białego rana? Tylko uważaj! W drodze powrotnej nie wpadnij na jakiegoś trupa. Inaczej czeka Cię zabawa w detektywa.


Bryce Quinlan to mieszaniec, pół człowiek, pół Fae. Za dnia pracuje w galerii, gdzie sprzedaje magiczne przedmioty, a nocą zamienia się w szaloną imprezowiczkę. Picie, palenie, ćpanie, każda przyjemność, jaką ma do zaoferowania Księżycowe Miasto. Dodatkowo uwielbia spędzać czas ze swoją przyjaciółką - Daniką oraz jej watahą. Ich przyszłość zapowiada się wspaniale. Dokonają razem Skoku, zamieszkają ze sobą, Bryce znajdzie sobie porządnego faceta.
Pewnego wieczoru wszystko się zmienia. Po całonocnej imprezie Bryce wraca do mieszkania, a zamiast paczki przyjaciół czeka na nią obraz niczym z koszmarów. Pełno krwi i poszarpane ciała. Od tego momentu jej świat się rozpada. Złapanie winnego nie pomaga, ponieważ po pewnym czasie morderstwa zaczynają się na nowo. Bryce przysięga sobie, że nie odpuści. Pomści przyjaciół za wszelką cenę. Los zdaje się być dla niej łaskawy, ponieważ dziewczyna trafia w sam środek śledztwa, które przyniesie jeszcze więcej niewiadomych, niż mogłoby się wydawać.
Mam wrażenie, że Mass uwielbia powielać schematy w swoich książkach. Dlaczego do jej bohaterek zawsze dobiera niebezpiecznych mężczyzn? Przystojnych, z mroczną przeszłością, dla których każda jest do zdobycia. Obawiałam się, że wyniknie z tego dosyć pikantny romans, ale moje obawy na szczęście się nie spełniły. Za co jestem niezmiernie wdzięczna autorce. W życiu Bryce pojawia się Hunt Athalar - ma pomóc jej w dochodzeniu, choć po pewnym czasie schodzi to na drugi plan. Kobieta kreuje się na twardą, niebojącą się nikogo ani niczego, potrafiącą wydobyć każdą informację. Tak naprawdę jest wrażliwa, wciąż nie pogodziła się ze śmiercią przyjaciół. Każde kolejne morderstwo utwierdza zarówno Hunta, jak i czytelnika w tym przekonaniu. A co z Athalarem? Bijący od niego chłód to również maska. Zastanawiam się, czy przeznaczeniem tej dwójki nie jest przypadkiem poskładanie siebie na nowo...
Nowy świat wykreowany przez Maas mnie oczarował. Trzeba jednak cierpliwości oraz skupienia, aby wczuć się w ten klimat. Z początku wydaje się to przytłaczające. Ilość informacji jest naprawdę ogromna. Cztery domy, do których są przydzielone różne rasy, wewnętrzna hierarchia, religie, języki. Sama historia Lunathionu jest bardzo rozbudowana. Nie wolno odpuścić początku, choć jest on trudny, ponieważ czytelnik zostaje wręcz zasypany informacjami. Później w trakcie rozkręcania się akcji wszystko zaczyna łączyć się w logiczną całość i uczucie przytłoczenia znika. Autorka nie pomija żadnych szczegółów. Opisuje wszystko, od polityki po życie codzienne, a także stosunki międzyrasowe.

"Dom ziemi i krwi. Część I" to idealna pozycja dla fanów autorki oraz miłośników fantastyki. Ja znalazłam tutaj wszystko, za co pokochałam "Dwory". Czarny humor, intrygi, tajemnice, oryginalni bohaterowie oraz solidna dawka przekleństw i trunków. Nie zabrakło tutaj seksu, choć Maas oszczędziła fatalnie napisanych scen łóżkowych (chwała jej za to!). Wątek kryminalny został dobrze poprowadzony, śledztwo nie zdaje się trwać w nieskończoność. Zakończenie to otwarta furtka na dobre rozpoczęcie drugiej części. Mam nadzieję, że kolejny tom utrzyma poziom, ba, może nawet go przebije.

Natalia


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!




czwartek, sierpnia 08, 2019

Strzyga, inkub i dziad borowy - dream team w "Vice versa" Mileny Wójtowicz [POST SCRIPTUM #2] *Zuzanna*

Strzyga, inkub i dziad borowy - dream team w "Vice versa" Mileny Wójtowicz [POST SCRIPTUM #2] *Zuzanna*
Autor: Milena Wójtowicz
Tytuł: Vice versa
Cykl: Post scriptum, tom 2
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Jaguar


Szkolenie BHP u strzygi pochłaniającej tony słodyczy? Terapia u półinkuba uwielbiającego lawendowe świeczki? Dla Mileny Wójtowicz to żaden problem. Gratis dorzuci jeszcze stalking w wykonaniu dziergającej na drutach babci w passacie, gadanie z mrówkami i wyławianie z jeziora złotego cusia w rytm piosenek Dawida Podsiadły. Jeśli więc cykl Post Scriptum nie jest Wam jeszcze znany, to... mówię Wam, czytajcie koniecznie, bo to dobre jest! I to jak!


Firma Sabiny i Piotra zyskuje dość niespodziewanie nowego pracownika. Praktykantka Żaneta (zwana też przez Binkę swoim chomikiem) ma się zajmować kwestiami ochrony środowiska, w czym niewątpliwym atutem okazuje się fakt, że ona także nie jest zwyczajnym człowiekiem, lecz... dziadem borowym. I choć nie brzmi to może zbyt atrakcyjnie, jej specyficzne zdolności przydają się w najmniej spodziewanych okolicznościach. Tym razem bowiem naszym bohaterom przyjdzie się zmierzyć nie tylko z kryzysem rodzinnym Strzeleckich i krwiożerczymi zapędami Sabiny, ale także z rezultatami nietypowego skażenia środowiska.
Początek serii Post Scriptum bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Sięgając po "Vice versa", liczyłam na kolejną dawkę świetnej rozrywki i moje oczekiwania zostały w 100% spełnione. Genialny humor - jest. Oryginalna historia, od której nie można się oderwać - jest. Nietuzinkowi i nieprzewidywalni bohaterowie - są! Pozostaje tylko siadać i upajać się tą wyjątkową opowieścią niczym Piotr zapachem lawendowych świeczek.
Ponowne spotkanie z bohaterami serii dało mi naprawdę wiele radości. Sabina nadal pozostawała tak przerażająco fascynująca jak przedtem. Tym razem sprawiała wrażenie jeszcze bardziej niebezpiecznej i nieprzewidywalnej, głównie za sprawą uwag odnośnie rzeczonego "chomika". Piotr, wciąż trochę nieporadny, starał się ze wszystkich sił rozwiązywać problemy w sposób profesjonalny, co niekoniecznie mu wychodziło tak, jakby tego chciał. W obliczu piętrzących się trudnych spraw ulubione świeczki zapachowe i bieganie wokół jeziora mogły się przecież okazać niewystarczające. Wraz z rozwojem wydarzeń coraz większą sympatią darzyłam również Żanetę. Mimo że początkowo trudno jej było dostosować się do nowej sytuacji, wkrótce pokazała, że wprost idealnie wpasowuje się w całe to nienormatywne towarzystwo.
"Vice versa" Mileny Wójtowicz to powieść lekka, pełna przezabawnych scen i dialogów. Dodajmy do tego jeszcze genialnie wykreowanych bohaterów nie z tego świata oraz oryginalną fabułę i proszę - oto książka, od której nie sposób się oderwać. Polecam ją szczerze fanom polskiej fantastyki oraz wszystkim tym, którzy potrzebują potężnego zastrzyku humoru. Uśmiech gwarantowany ;)
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

Recenzję pierwszego tomu serii - "Post Scriptum" - znajdziecie tutaj.

Wyzwania:

poniedziałek, listopada 19, 2018

Specjalistka ds. BHP i doradca post mortem na tropie zbrodni - "Post Scriptum" Mileny Wójtowicz [POST SCRIPTUM #1] *Zuzanna*

Specjalistka ds. BHP i doradca post mortem na tropie zbrodni - "Post Scriptum" Mileny Wójtowicz [POST SCRIPTUM #1] *Zuzanna*
Autor: Milena Wójtowicz
Tytuł: Post Scriptum
Cykl: Post Scriptum, tom 1
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Jaguar


Nienormatywni są wśród nas! Strzygi, wilkołaki, wampiry, wiły, wietrzyce, duchy i inne istoty nadprzyrodzone żyją sobie spokojnie w Brzegu, niemal całkowicie przystosowane do współczesnego świata. Radzą sobie świetnie, realizując się w przeróżnych dziedzinach, od pracy w fabryce po... doradztwo psychologiczno-coachingowe czy BHP. Nie afiszują się ze swoimi zdolnościami, łykają leki przeciwalergiczne lub pochłaniają tony słodyczy, by móc wieść normalne życie wśród zwyczajnych ludzi. Co mają jednak zrobić w sytuacji, gdy ktoś zaczyna na nich polować?
Sabina Piechota i Piotr Strzelecki prowadzą razem firmę doradczo-konsultingową. Ich klienci to dość specyficzna grupa, świadczą bowiem usługi przede wszystkim istotom nienormatywnym, czyli inaczej... nieludziom. On prowadzi sesje terapeutyczne, ona - szkolenia z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy. W zasadzie nie mają na co narzekać, gdyż interes rozwija się świetnie. Niespodziewanie w ich biurze zjawia się policja. Okazuje się, że grób pewnego ducha (męża klientki Piotra), który uporczywie nawiedzał swoją rodzinę i znajomych, ktoś zasypał pokaźną ilością soli himalajskiej. To jednak nie wszystko. W pobliskiej fabryce ciężki kosz spada na półwiła Stefana, nieomal go przygniatając. Czyżby w okolicy zaczął grasować jakiś łowca? Kogo zaatakuje następnym razem?
Tym, co wywarło na mnie największe wrażenie w czasie lektury, było poczucie humoru autorki. Choć poszukiwania niedoszłego zabójcy to z zasady temat raczej poważny, Milena Wójtowicz wykorzystała go do stworzenia przezabawnej historii, która rozśmieszała mnie na każdym kroku. Potrzeba nie lada wyobraźni, by skonstruować intrygę pod pewnym względem tak prostą, a jednocześnie tak zaskakującą. Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, a motywy planowanej zbrodni mocno mnie zszokowały. Sam pomysł prowadzenia śledztwa przez osoby nieposiadające w tym względzie żadnych kwalifikacji okazał się niezwykle trafiony. Prowadziło to do sytuacji nie tylko wyjątkowo humorystycznych, ale przede wszystkim trudnych do przewidzenia.

Bohaterów również uważam za bardzo udanych. Szczególnie spodobała mi się postać Sabiny. Z jednej strony profesjonalistka, poważnie traktująca swoją pracę, z drugiej niebezpieczna strzyga, która zapycha się ogromnymi ilościami słodyczy, by jakoś utrzymać w ryzach swoją prawdziwą naturę. Ma słabość do muzyki i do pewnego pracownika urzędu skarbowego, a w zasadzie do brzmienia jego głosu. Nigdy jednak nie przepuści okazji do nastraszenia kogoś lub wyprucia mu flaków. Zwłaszcza że ma przecież pod ręką swoją najlepszą przyjaciółkę, Ewę. Ona z kolei mistrzowsko opanowała umiejętność organizowania imprez i... ukrywania zwłok. Młodsza siostra Ewy, policjantka Agnieszka ma dla odmiany obsesję na punkcie ćwiczeń fizycznych i mnóstwo czasu spędza na treningach. Mimo że wcale nie jest już małą, bezbronną dziewczynką, chcą trzymać ją z dala od spraw nadnaturalnych, co oczywiście wcale im się nie udaje. Najbardziej tajemniczym bohaterem okazał się Piotr. Przez większość czasu zastanawiałam się, czym on tak naprawdę jest. Zamiłowanie do chłodni i palenia lawendowych świeczek dla ukojenia nerwów nie podpowiedziały mi zbyt wiele, ale za to nieustannie potęgowały moją ciekawość.
"Post Scriptum" było moim pierwszym spotkaniem z twórczością Mileny Wójtowicz i z pewnością nie będzie ostatnim. Poczucie humoru autorki bardzo przypadło mi do gustu. Czytając historię Sabiny i Piotra, śmiałam się niemal do łez. Było bardzo ciekawie i tajemniczo, a oryginalni bohaterowie nie pozwolili mi się nudzić ani przez chwilę. Lekki styl i obrazowy język sprawiły, że powieść czytało mi się niezwykle przyjemnie, a kolejne rozdziały pochłaniałam jednym tchem. Polecam miłośnikom fantastyki oraz wszystkim tym, którzy cenią sobie kreatywne podejście autora i odejście od schematów.
Zuzanna 

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

Wyzwania:

czwartek, lipca 05, 2018

"Sześć Cztery" Hideo Yokoyamy

"Sześć Cztery" Hideo Yokoyamy
Autor: Hideo Yokoyama
Tytuł: Sześć Cztery
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 752
Premiera: 23 maja 2018

Dzieła kultury japońskiej fascynowały mnie od dzieciństwa. Zaczęło się od Bakuganów i Pokemonów. Z upływem czasu zaczęłam oglądać anime i czytać mangi. Kiedy zobaczyłam Sześć Cztery, pomyślałam, że warto zapoznać się także z japońską literaturą.
W 1989 roku dochodzi do porwania siedmioletniej dziewczynki. Rodzice spełniają wszystkie żądania porywacza, jednak nawet to nie ratuje życia ich dziecka. Sprawa Sześć Cztery ląduje w katalogu spraw niewyjaśnionych. Mija czternaście lat. Główny bohater, Yoshinobu Mikami, od trzech miesięcy szuka córki. Jakby tego było mało, niedługo ma przyjechać komisarz generalny w związku z porwaniem z 1989. W tej sytuacji Mikami zostaje zmuszony, by zajrzeć do dawnych akt. Jednak to, co odkrywa, zmienia całe jego życie.
Tak naprawdę ciężko mi stwierdzić, czy mi się podobało, czy też nie. Przez 500 stron totalnie się nudziłam. Często chciałam porzucić tę powieść, ale byłam ciekawa, jak potoczy się ta historia. Później akcja powoli nabierała tempa, dzięki czemu nie chciało mi się już tak spać. Od tego momentu aż do końca czytało mi się ją przyjemnie.
Wiele rzeczy zniechęciło mnie do tej książki. Głównie to, że autor opisywał wszystko z najmniejszymi detalami. Dlatego ta powieść ma 749 stron. Nie podobało mi się, że autor poświęcił sprawie Sześć Cztery bardzo mało miejsca. Głównie skupił się na polityce wewnętrznej w policji i walce z prasą. Czytanie utrudniała mi także ilość imion i nazwisk. Jest ich bardzo dużo, przez co łatwo się pogubić, kto jest kim. Oczekiwałam dynamicznej akcji, niebezpiecznych sytuacji, tajemniczości. Niestety dostałam tego bardzo mało.
Jestem trochę rozczarowana lekturą. Nie polecam jej tym, którzy tak jak ja kochają niebezpieczne sytuacje, pędzącą akcję i jej nagłe zwroty. Jest ona raczej dla tych, którzy chcą poznać kulisy pracy w policji i jej wewnętrzną politykę. Doceniam jednak wysiłek autora, mimo że książka nie spodobała mi się.
LostGirl


poniedziałek, lutego 06, 2017

Mrożący krew w żyłach thriller - "Czarna samica kruka" Dariusza Pawłowskiego

Mrożący krew w żyłach thriller - "Czarna samica kruka" Dariusza Pawłowskiego
Autor: Dariusz Pawłowski
Tytuł: Czarna samica kruka.
Lot nad krawędzią świadomości...
Liczba stron: 274
Wydawnictwo: Oficynka

Macie ochotę na coś mrocznego, niepokojącego i trzymającego w napięciu? Na spotkanie z bohaterem, który zmrozi Wam krew w żyłach? Chcecie zajrzeć do umysłu psychopaty dokonującego makabrycznych zbrodni? Jeśli nie boicie się bać... zapraszam.
Pod osłoną mroku spotykają się nad Wisłą dwaj mężczyźni. Starszy wręcza swojemu towarzyszowi kopertę z pieniędzmi. Na wieść, że ma zapłacić szantażyście o wiele więcej, wpada w szał. Jednym ciosem powala przeciwnika na ziemię, pozbawiając go świadomości. Czuje jednak tak potężną wściekłość, że posuwa się jeszcze dalej i pozbywa wszelkich hamulców... W małej miejscowości nieopodal Warszawy w wyjątkowo brutalny sposób zostaje zamordowany ksiądz. Przydział do sprawy dostają funkcjonariusze Komendy Stołecznej - Eryk Osowski i Kazimierz Lewandowski. Muszą odnaleźć i schwytać zabójcę, o którym tak naprawdę nic nie wiadomo. Rozpoczyna się walka z czasem, coraz bardziej rozpaczliwa... Czy zdążą zanim dopadnie kolejną ofiarę? Jedno jest pewne, mają do czynienia z seryjnym mordercą, który będzie zabijał dalej. I nie przestanie, dopóki ktoś go nie powstrzyma. Martwy ksiądz to nie koniec, to nawet nie początek...
Tytułowa czarna samica kruka towarzyszy nam cały czas. Nawet wtedy, gdy narrator o niej nie wspomina, wciąż czuć jej obecność. Każde pojawienie się tego tajemniczego ptaka wzmaga nastrój grozy. Makabryczne opisy zbrodni to jedno, ale bezkres zła tej przedwiecznej istoty naprawdę przyprawia o dreszcze. Jej nienawiść do ludzi jest tak wielka, że niemal namacalna. Próby wejrzenia w głąb umysłu mordercy potęgują jeszcze niepokój sączący się z każdej kolejnej strony powieści.
Wszechobecna groza i napięcie towarzyszące nam od pierwszych zdań aż po ostatnie słowa to niewątpliwy atut "Czarnej samicy kruka". Wartko prowadzona akcja sprawia, że od opowieści Dariusza Pawłowskiego trudno się oderwać. Nie jest to prosta historia, gdzie zło zostaje pokonane w momencie ujęcia zbrodniarza, a bohaterowie mogą odetchnąć z ulgą i spokojnie świętować odniesiony sukces. To znacznie bardziej skomplikowane. Ono wciąż czai się gdzieś za rogiem, pozostawiając nas z uczuciem niepokoju jeszcze na długo po odłożeniu książki. Jeśli więc nie będziecie się po takiej lekturze obawiać wyjść samotnie z domu, to gorąco Wam ją polecam.

Wy również macie ochotę zapoznać się z tą książką? Zgłoście się - zapisy na Book Tour trwają! ;)


Książka bierze udział w wyzwaniach:


Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger