niedziela, października 15, 2017

"...Nie wystarczy mi nic mniej od wieczności" - "Dziesięć tysięcy słońc nad tobą" Claudia Gray [FIREBIRD #2]

"...Nie wystarczy mi nic mniej od wieczności" - "Dziesięć tysięcy słońc nad tobą" Claudia Gray [FIREBIRD #2]
Autor: Claudia Gray
Tytuł: Dziesięć tysięcy słońc nad tobą
Cykl: Firebird, tom 2
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Jaguar
Premiera: 27 września 2017

Po lekturze pierwszej części trylogii Firebird Claudii Gray byłam bardzo ciekawa jej kontynuacji. Chociaż "Tysiąc odłamków ciebie" nie było dokładnie tym, czego się spodziewałam, powieść zrobiła na mnie dobre wrażenie i chciałam poznać dalsze losy bohaterów. Miałam też nadzieję na więcej akcji i odwrócenie proporcji - mniej skupiania się na wątku miłosnym, a w zamian bardziej szczegółowe rozwinięcie motywu podróży międzywymiarowych. Czy tym razem autorce udało się tego dokonać?
Marguerite już wie, że Wyatt Conley jest gotów na wszystko, by zgodziła się pracować dla Triadu. Tak drastycznego posunięcia się jednak nie spodziewała. Świadomość Paula została rozszczepiona na cztery części, a każda z nich umieszczona w innym wymiarze. Dziewczyna wciąż może je jeszcze odnaleźć i połączyć w całość. W ten sposób odzyska ukochanego i będzie mogła zabrać go do domu. Współrzędne, którymi musi podążać, mają jednak wysoką cenę. Tymczasem pomocy potrzebuje nie tylko Paul. Nagle ujawniają się efekty uboczne stosowania włamywacza, a stan Theo gwałtownie się pogarsza. Córka wynalazców nie ma wyboru - musi współpracować ze znienawidzoną korporacją albo straci ich obu na zawsze.
Nauczona doświadczeniem z pierwszym tomem trylogii, nastawiałam się na kolejną dawkę wzruszeń i skupienie na historii miłosnej, chociaż wciąż miałam nadzieję, że tym razem fantastyka przeważy nad romansem. Wprawdzie razem z Marguerite poznajemy nowe wymiary - odwiedza np. Uniwersum Wojenne, Uniwersum Triadu czy Centralę - jednak mam wrażenie, że proporcje pozostały zbliżone do tych z poprzedniej części. Mimo że w centrum pozostaje uczucie młodych bohaterów, nie mogę powiedzieć, żebym się nudziła. Owszem, straciło już dla mnie trochę na świeżości i Marguerite zaczęła mnie irytować (niby każda osoba w danym wymiarze stanowi odrębną jednostkę, ale upiera się, że wszystkie wersje jednego człowieka dzielą tę samą duszę - a to powoduje jeden wielki bajzel w jej głowie i niepotrzebne dramaty), ale trochę się jednak działo. Oprócz samej misji ratunkowej był też sabotaż, porwanie, rosyjska mafia, strzelanina, wojna i bombardowanie, przedziwny świat rządzony przez korporacje. Ujawniono także kilka odpowiedzi, które dosłownie wbiły mnie w fotel. Wszystko to napisane, tak jak poprzednio, lekkim stylem i okraszone humorem.
"Dziesięć tysięcy słońc nad tobą" znów rzuciło mnie w wir historii miłosnej napotykającej na swojej drodze przedziwne przeszkody. Chociaż nie powiem, żeby działo się mało, to jednak miałam wielką nadzieję na dużo więcej. Chętnie zostałabym w każdym z wymiarów na dłużej, by bliżej im się przyjrzeć, poznać je trochę lepiej. Wiem, że bohaterka krucho stała z czasem i chciała jak najszybciej uratować chłopaków, ale mimo to pozostał pewien niedosyt. Sytuację zdecydowanie poprawiło tych kilka rewelacji, przez które musiałam zbierać szczękę z podłogi. Czy mogłoby być lepiej? Na pewno tak, chociaż w moim przypadku wystarczyło na tyle, żebym miło spędziła czas i zdecydowała się zaryzykować przeczytanie także trzeciej, ostatnie części - "Milion światów z tobą".

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar :)

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

poniedziałek, października 09, 2017

[PRZEDPREMIEROWO] "Lab girl" Hope Jahren

[PRZEDPREMIEROWO] "Lab girl" Hope Jahren
Autor: Hope Jahren
Tytuł: Lab girl
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 20 października 2017

Jak to jest być rośliną? Czy drzewa pamiętają swoje dzieciństwo? Czy potrafią porozumiewać się między sobą i ostrzegać nawzajem przed niebezpieczeństwem? Czy wiedzieliście, że czasem drzewo może znajdować się w dwóch miejscach jednocześnie i ma mniej więcej tyle samo liści, co my, ludzie, włosów na głowie? Zielona część naszej planety została wymyślona ponad czterysta milionów lat temu, ale aby zostać naukowcem i ją badać, wcale nie potrzebujemy tytułu naukowego czy wybitnych umiejętności. Wystarczy dostrzec to, co nas otacza. I zacząć zadawać pytania.
Hope Jahren jako mała dziewczynka uwielbiała towarzyszyć swojemu ojcu w laboratorium, bawiąc się różnymi przyrządami. Już wtedy wiedziała, że pewnego dnia pragnie zbudować swoją własną pracownię. Droga do celu była długa i kręta, ale - tak jak nasionko - Hope umiała cierpliwie czekać. W ciągu 4 lat studiów (najpierw literaturoznawstwo, potem nauki przyrodnicze) pracowała w 40 różnych miejscach, m. in. jako korektorka, sekretarka, kamerzystka czy nauczycielka pływania. Najbardziej zapadła jej jednak w pamięć praca w szpitalnej aptece. Po uzyskaniu stopnia magistra przeniosła się z Minnesoty na Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley, gdzie poznała Billa i okazało się, że ciężką pracą mogą osiągnąć wspólnymi siłami niemal wszystko, co tylko sobie wymarzą.
W swojej autobiografii Hope zabiera czytelnika w wyjątkową podróż, mającą początek we wspomnieniach z dzieciństwa spędzonego w Norwegii. Przeprowadza go następnie przez szereg momentów z jej życia - tych ważnych, tych trudnych, tych niespodziewanych i tych zabawnych. Tę ciekawą opowieść przeplata fragmentami na temat nauki, natury (a w szczególności drzew), dzieląc się informacjami na temat eksperymentów, ciekawostkami oraz luźnymi przemyśleniami towarzyszącymi jej w różnych sytuacjach. Styl i sposób narracji czynią z "Lab girl" przyjazną czytelnikowi lekturę, pełną interesujących faktów na temat otaczającej nas rzeczywistości. Autorka, choć jest przecież wybitnym naukowcem i za swoją pracę była wielokrotnie nagradzana, nie traktuje go wcale z góry, nie stawia się na pozycji nieomylnego autorytetu, ale prowadzi dialog jak z równym sobie.
"Lab girl" to zdecydowanie pozycja, po którą warto sięgnąć, nawet jeśli nie zaliczamy się do grona badaczy, a drzewa nie stanowią przedmiotu naszej pasji. Oczywiście wiele się z niej dowiemy i poznamy życiorys niezwykłej kobiety, jednak to nie wszystko. Zaskakująco lekki styl i objawiające się raz po raz na kartach książki poczucie humoru autorki sprawiają, że pochłania się ją jak dobrą powieść (naprawdę dobrą!). Szczerze polecam tę wartościową lekturę wszystkim ciekawym świata i otwartym na wiedzę czytelnikom.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

piątek, października 06, 2017

[PRZEDPREMIEROWO] "Pasażerka" Alexandry Bracken [PASAŻERKA #1]

[PRZEDPREMIEROWO] "Pasażerka" Alexandry Bracken [PASAŻERKA #1]
Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Pasażerka
Cykl: Pasażerka, tom 1
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: SQN Imaginatio
Premiera: 11 października 2017

Podróże w czasie i uczucie, które nie ma prawa istnieć, z góry skazane na porażkę - czy to brzmi jak recepta na sukces? Ona - nastolatka z dwudziestego pierwszego wieku, obiecująca skrzypaczka. On - ciemnoskóry osiemnastowieczny pirat na usługach znienawidzonego manipulatora. Nigdy nie powinni byli się spotkać, a gdy ich misja dobiegnie końca, każde wróci do swojego czasu naturalnego i więcej się nie zobaczą. Czy ta świadomość cokolwiek zmieni, gdy przewrotny los mimo wszystko skrzyżuje ich drogi?
Etta Spencer dla gry na skrzypcach poświęciła wszystko. Nie ma przyjaciół, rozstała się też z chłopakiem, by mieć więcej czasu na ćwiczenia. Wielkimi krokami zbliża się jej debiut - wydarzenie, któremu podporządkowała całe dotychczasowe życie. Przedtem ma jeszcze wystąpić na prywatnym koncercie w Metropolitan Museum of Art. Zdarzenia przybierają jednak niespodziewany obrót i... dziewczyna jakimś cudem przenosi się w czasie, do roku 1776. Odzyskuje świadomość na pokładzie statku przejmowanego właśnie przez piratów. Ale to dopiero początek. Aby móc wrócić do domu, Etta musi wypełnić pewną misję. Czy uda jej się na czas odnaleźć zagadkowy artefakt i uratować swoją matkę?
Możliwość podróżowania przez epoki i kontynenty to interesujący motyw sam w sobie. Gdy bohaterowie muszą się przy tym sporo natrudzić, szukając właściwych przejść, a na każdym kroku czyha na nich niebezpieczeństwo, robi się jeszcze ciekawiej. Oś czasu kontroluje bezwzględny Cyrus Ironwood, trzymając żelazną ręką wszystkie rodziny podróżników (a raczej to, co z nich zostało). Ettę czeka naprawdę trudne zadanie, lecz jest gotowa zaryzykować własne życie w obronie tych, których kocha. Dysponuje tak wielką odwagą i wolą walki, że praktycznie nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Dobra, troskliwa, pełna wiary w ludzi, ale przy tym zadziorna i nieustraszona - z miejsca zdobyła moją sympatię. Polubiłam również Nicholasa, choć nie od razu przypadł mi do gustu. Ale kto oprze się urokowi takiego czarującego i przystojnego pirata? Z pozoru obojętny, skupiony na swoim kontrakcie i obiecanej zapłacie, nosi w sobie ogromne pokłady bólu. Nie chce pozwolić sobie uwierzyć, że to czego pragnie, może być na wyciągnięcie ręki. Najbardziej nieprzewidywalną postacią jest jednak Sophia. W tej ambitnej i gotowej na wszystko dziewczynie tkwi duży potencjał i mam wielką nadzieję, że w kolejnych tomach serii zostanie w pełni rozwinięty.
"Pasażerkę" przeczytałam niemal jednym tchem. Nie mogłam się od niej oderwać i to pomimo bardzo niewygodnego i irytującego formatu - 3/4 książki przebrnęłam w wersji elektronicznej, po czym przerzuciłam się na papierową i mogłam wreszcie odetchnąć z ulgą. Co dziwne w moim przypadku, w lekturze nie przeszkadzały mi zbytnio nawet literówki, a było ich niestety całkiem sporo. Historia opowiedziana przez Alexandrę Bracken przywodzi mi na myśl "Poszukiwaczkę" Arwen Elys Dayton, lecz choć łączy je parę podobieństw, "Pasażerka" zdecydowanie mocniej mnie wciągnęła. Poza tym wątek miłosny wydał mi się bardziej przekonujący, naturalny i przyprawiał o szybsze bicie serca. Wyjątkowe, zapadające w pamięć postaci oraz porywająca i pełna niespodziewanych zwrotów akcji fabuła sprawiły, że czas spędzony z powieścią Bracken minął mi naprawdę szybko. Zafascynowana śledziłam losy bohaterów, a zakończenie mną wstrząsnęło i pozostawiło z silną potrzebą poznania dalszego ciągu historii. Nie zamierzam jeszcze żegnać się z Ettą i Nicholasem, przeciwnie - bardzo się cieszę, że to dopiero początek. Czekam na kolejne tomy, a jeśli lubicie dobre fantasy z ciekawym wątkiem miłosnym (i nie będziecie walić głową w ścianę przy każdej napotkanej literówce), polecam "Pasażerkę" i Wam :)

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

czwartek, października 05, 2017

Wrześniowy zakupoholizm książkowy & podsumowanie miesiąca

Wrześniowy zakupoholizm książkowy & podsumowanie miesiąca
Wam też wrzesień minął tak błyskawicznie? Ledwo się zaczął, a tu już październik mamy... Od paru dni zbierałam się do tego podsumowania i już miałam pisać, że nie kupiłam żadnej książki. No ale jak to możliwe, myślę sobie, calutki miesiąc i ani jednej? Pilnowałam się bardzo, ale chyba nie aż tak... No i przypomniałam sobie w końcu, że przecież kupiłam! Jedną jedyną, ale jest :) 
"Przedpiekle" Very Eikon

Dostałam też kolejny Bokinabox - książka jest, więc w sumie też się liczy :)
No i jeszcze chciałam się Wam pochwalić dwoma cudnymi notesami, które nabyłam w księgarni Zaklęty Papier:

Od wydawnictw otrzymałam 4 książki: "Brzydką królową" Victorii Gische (wyd. Książnica), "Dziesięć tysięcy słońc nad tobą" Claudii Gray (wyd. Jaguar) oraz "List z przeszłości" Mairi Wilson i "Lab girl" Hope Jahren (wyd. Kobiece).

A co udało mi się przeczytać?


  • "Brzydką królową" Victorii Gische (recenzja),
  • "Noc Kupały" Katarzyny Bereniki Miszczuk (recenzja),
  • "Goodbye Days" Jeffa Zentnera (recenzja),
  • "List z przeszłości" Mairi Wilson (recenzja),
  • "Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Inwazja królików" (recenzja),
  • "Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Banda do bani" (recenzja),
  • "Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Zaklęte robale" Alice Pantermüller (recenzja).
Jak Wam minął wrzesień? Zaczęliście już sezon książkowo-kocykowy? ;)

niedziela, października 01, 2017

[DLA DZIECI, 8+] "Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Szpanerskie hobby" Alice Pantermüller [PAMIĘTNIK ZUZY-ŁOBUZY #4]

[DLA DZIECI, 8+] "Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Szpanerskie hobby" Alice Pantermüller [PAMIĘTNIK ZUZY-ŁOBUZY #4]
Autor: Alice Pantermüller
Tytuł: Pamiętnik Zuzy-Łobuzy.
Szpanerskie hobby
Cykl: Pamiętnik Zuzy-Łobuzy, tom 4
Liczba stron: 160
Wydawnictwo: Jaguar

Znacie jakieś skuteczne sposoby na nudę? Bo Zuza siedzi chora w domu i nudzi się przeraźliwie... Dochodzi do wniosku, że najlepszym lekarstwem byłoby znalezienie sobie hobby. Ale nie takiego byle jakiego, to musi być coś naprawdę ekstra!
Zuza i Zośka szukają w internecie pomysłów, czym mogłyby się zainteresować. Niestety takie zajęcia, jak nurkowanie z rekinami, skoki ze spadochronem czy jazda na monocyklu odpadają... Czym w takim razie mogą się zająć? Dziewczyny zapisują się na kurs jazdy figurowej na lodzie, nie będą przecież gorsze od Bereniki i tego jej gangu Lamerek. Mama Zuzy szuka dla niej kolejnych nauczycielek gry na flecie, ale pewnie domyślacie się już, z jakim skutkiem. Przyjaciółki wpadają na jeszcze jeden genialny pomysł - spróbują swoich sił na planie filmowym. A gdy już zostaną zauważone i dostaną główne role, będą sławne i bogate!
W tej pełnej humoru i szalonych przygód książeczce znajdziecie sporo nietypowych pomysłów na spędzanie wolnego czasu. Jeśli jednak, podobnie jak nasza bohaterka, nie dysponujecie spadochronem, monocyklem ani rekinem do wspólnego nurkowania, zawsze możecie spróbować wyczarować królika z kapelusza lub poćwiczyć zaklinanie węży. Zuza i Zośka przekonają się jednak tym razem, że najlepszą zabawę można odkryć zupełnie przypadkiem. I wcale nie musi być wymyślna czy skomplikowana, by dawać wiele frajdy. Polecam :)

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

sobota, września 30, 2017

[DLA DZIECI, 8+] "Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Zaklęte robale" Alice Pantermüller [PAMIĘTNIK ZUZY-ŁOBUZY #3]

[DLA DZIECI, 8+] "Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Zaklęte robale" Alice Pantermüller [PAMIĘTNIK ZUZY-ŁOBUZY #3]
Autor: Alice Pantermüller
Tytuł: Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Zaklęte robale
Cykl: Pamiętnik Zuzy-Łobuzy, tom 3
Liczba stron: 160
Wydawnictwo: Jaguar

Zaklinanie węży to trudna sztuka, choć można się jej nauczyć. Co jednak począć, gdy nie mamy pod ręką żadnego węża do zaklinania? Na czym wtedy ćwiczyć swoje umiejętności? Może nada się do tego jaszczurka? Albo królik czy koza? A może... robaki? Tak, robaki będą wprost idealne!
Bliźniaki, Szymek i Kuba, obchodzą właśnie swoje urodziny. Z tej okazji mama piecze im dziwny i niezbyt smaczny tort (chociaż nie jest jeszcze taki tragiczny, zdarzało jej się robić gorsze). W prezencie dostają instrumenty - perkusję i trąbkę. Oczywiście od razu zaczynają intensywnie ćwiczyć, przez co pozostali domownicy nagle uzmysławiają sobie, że pokochali rzadkie chwile ciszy. Zuza dowiaduje się, że jej flet służy do zaklinania węży i przy pomocy płyty z odpowiednią muzyką postanawia się tego nauczyć. Tymczasem zbliża się Wielkanoc i cała rodzinka wybiera się w góry, do gospodarstwa agroturystycznego.
Alice Pantermüller serwuje czytelnikom kolejną porcję zabawnych przygód Zuzy. Tym razem możecie spodziewać się strasznej, hałaśliwej muzyki, całego stada drewnianych kóz i jednej prawdziwej (choć ciut agresywnej) eko-kozy. Przygotujcie się też na męczące spacery po górach, naukę jazdy na nartach (niezbyt udaną), dziwne zakupy, dzielną Lenkę (pogromczynię konia i wspomnianej eko-kozy) oraz gwóźdź programu: zaklinanie robali (może nawet zdążycie polubić robaka Robcia)! Jeśli macie ochotę poznać więcej przygód 9-letniej Zuzy, a przy tym dobrze się bawić, polecam ;)

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

piątek, września 29, 2017

[PRZEDPREMIEROWO] "List z przeszłości" Mairi Wilson

[PRZEDPREMIEROWO] "List z przeszłości" Mairi Wilson
Autor: Mairi Wilson
Tytuł: List z przeszłości
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 06.10.2017


Człowiek, który nie zna swoich korzeni, czuje się niekompletny, zagubiony. Utrata najbliższej rodziny jeszcze potęguje to wrażenie, zwłaszcza gdy to jedyna rodzina, jaką miał. Sądząc, że został na świecie zupełnie sam, zaczyna się zastanawiać - czy na pewno nie ma już nikogo więcej? A kiedy pojawi się nadzieja, czy można winić tę samotną istotę, że chwyta się jej kurczowo, pragnąc odkryć swoją historię, poznać odpowiedzi, dowiedzieć się prawdy?
Lexy Shaw dotknęła wielka tragedia - straciła dwie najbliższe osoby, jedyną rodzinę, jaką przez całe życie znała. W wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę zginęła jej matka, Isobel. W wyniku upadku ze schodów zmarła również Ursula, kobieta, która ją wychowała, a dla Lexy była jak babcia, choć od lat nie miały ze sobą kontaktu. Do tego dziewczyna niedawno rozstała się z narzeczonym. Gdy otrzymuje po staruszce spadek, sprawy zaczynają komplikować się coraz bardziej. W jej mieszkaniu znajduje przypadkiem tajemniczą teczkę, a u prawnika okazuje się, że Ursula miała syna! Lexy pragnie poznać "wuja", lecz z jakiegoś niewyjaśnionego powodu jego tożsamość utrzymywana jest w sekrecie. Nie zraża jej to jednak i - wyposażona w stare listy, wpisy z dzienników oraz albumy pełne fotografii - wyrusza na poszukiwania. Trop prowadzi ją do Malawi, gdzie Ursula niegdyś mieszkała i pracowała jako pielęgniarka. Co odkryje podczas pobytu w Afryce? Czy zdecyduje się kontynuować swoje śledztwo mimo czyhającego niebezpieczeństwa? A może próby zastraszenia się powiodą i ostatecznie pozwoli przeszłości odejść w zapomnienie?
"List z przeszłości" zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Spodziewałam się paru podróży, rozwikłania rodzinnej tajemnicy i typowego happy-endu. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że tak naprawdę to dopiero początek! Jeden wyjaśniony sekret wywołał lawinę kolejnych pytań i wątpliwości. Tam, gdzie dopatrywałam się końca przygody, ona dopiero się zaczynała, nabierając rozpędu z każdym kolejnym rozdziałem. Dzięki temu książkę czytało mi się bardzo szybko, pomimo jej całkiem sporej objętości. Wplatanie do narracji wspomnień, treści listów i wpisów z dzienników sprzed lat zdecydowanie wzbogaciło opowieść, nie spowalniając przy tym tempa akcji. Ogromnie polubiłam także główną bohaterkę - odważną, silną, zdeterminowaną, by dowiedzieć się prawdy i odnaleźć swoje korzenie. Z wielkim uporem dążyła do celu, pragnąc poznać i zrozumieć przy tym także samą siebie.
Powieść Mairi Wilson oczarowała mnie, ale też przyprawiła o dreszcze. To nie jest ckliwa historia, w której zagubieni krewni odnajdują się i rzucają sobie z radością w objęcia, o nie! To pełna dramatycznych, czasem wręcz drastycznych wydarzeń opowieść o sekretach, trudnych wyborach podejmowanych w imię przyjaźni oraz o szantażach, manipulacjach i aktach przemocy, do których owe wybory doprowadziły. O cenie, jaką przyszło zapłacić bohaterom za skrywane przez lata tajemnice. O porzuconych dzieciach i zrozpaczonych matkach. O lojalności i poszukiwaniu tożsamości. O zemście i wybaczeniu. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Z całego serca polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

poniedziałek, września 25, 2017

[PRZEDPREMIEROWO] "Brzydka królowa" Victoria Gische

[PRZEDPREMIEROWO] "Brzydka królowa" Victoria Gische
Autor: Victoria Gische
Tytuł: Brzydka królowa. Elżbieta Rakuszanka żona Kazimierza Jagiellończyka
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Książnica
Premiera: 27.09.2017

"Brzydka królowa" to czwarta z kolei powieść Victorii Gische. Posługująca się tym pseudonimem autorka pochodzi z Siemianowic Śląskich, jest historykiem z wykształcenia, interesuje się w szczególności Starożytnym Egiptem oraz Średniowieczem. Do tej pory spod jej pióra wyszły także: "Lucyfer. Moja historia", "Kochanka królewskiego rzeźbiarza" oraz "Tajemnice królów. W służbie faraona. Na tropie zaginionej księżniczki".
Elżbieta Rakuszanka zdecydowanie nie miała łatwego życia. Księżniczka w młodym wieku straciła oboje rodziców i wraz z rodzeństwem - starszą siostrą, Anną, i młodszym bratem, Władysławem - trafiła do surowego i nieczułego stryja. Opiekun traktował ich z zimną obojętnością, a ponieważ był nad wyraz skąpy, oszczędzał na jedzeniu i ubiorach, przez co dzieci chodziły wiecznie głodne i zmarznięte. Jedyną osobą, która szczerze się o nie troszczyła, była niania, Helena Kottanner. Trudne warunki niekorzystnie odbiły się na wyglądzie młodej Elżbiety, czyniąc z niej osobę niską, zgarbioną, o zaokrąglonych plecach. Mijały lata, a księżniczka coraz silniej odczuwała, jak wielką wagę przykłada się w otaczającym ją świecie do kobiecej urody. Jej brak mógł całkowicie zniweczyć jej plany na przyszłość. A pragnęła jedynie mądrego, kochającego męża, który będzie jej wierny.
Victoria Gische zaopatrzyła swoją powieść w godne skrupulatnego kronikarza detale przeróżnej natury. Dzięki nim czytelnik może się poczuć, jakby i on odwiedzał kolejne miejsca i współuczestniczył w przedstawionych wydarzeniach. Piękne, poetyckie opisy sprawiają, że z łatwością wyobrazimy sobie majestatyczne budowle czy zapierające dech w piersi krajobrazy. Nie przypadło mi do gustu tylko jedno, a były to sceny erotyczne. Nie spodziewałam się, że zostaną zrelacjonowane w tak drobiazgowy i... odważny sposób. Fragmenty te mocno się wyróżniały i, w moim odczuciu, niezbyt dobrze komponowały się z resztą książki.
Chociaż powieści historyczne nie należą do moich ulubieńców, zapowiedź "Brzydkiej królowej" sprawiła, że zapragnęłam ją przeczytać. Zaczęłam lekturę ostrożnie, z pewnym dystansem i zanim się spostrzegłam, opowieść wciągnęła mnie bez reszty. Bogactwo wykorzystanych faktów historycznych znacznie wzbogaciło moją wiedzę. Co ważne, z noty od autorki dowiemy się, co zostało przez nią na potrzeby powieści zmienione. Mimo nagromadzenia dat i innych informacji, jej styl pozostał lekki i przyjazny w odbiorze, co uważam za ogromną zaletę. Powieść Victorii Gische pozwoliła mi miło spędzić czas, a przy tym wiele się nauczyć. Z pewnością sięgnę jeszcze kiedyś po inne książki tej autorki, a "Brzydką królową" z czystym sumieniem Wam polecam.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Książnica!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger