Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

środa, lutego 16, 2022

W bezdusznych szponach współczesnego świata – „Samotności” Kamila Zinczuka

W bezdusznych szponach współczesnego świata – „Samotności” Kamila Zinczuka

 Autor: Kamil Zinczuk
Tytuł: Samotności
Liczba stron: 246
Wydawnictwo: Narracje

Powiedzieć, że samotność ma wiele twarzy, to jak stwierdzić, że dużo jest kropel wody w oceanie lub ziaren piasku na pustyni. Jedno wielkie niedopowiedzenie. Według mnie samotność ma twarz każdego z nas, bo nie urodził się jeszcze taki człowiek, który by jej nigdy w życiu nie doświadczył. Może pojawić się niepostrzeżenie i po chwili zniknąć lub zagościć w naszym życiu na dłużej, stając się wierną towarzyszką codzienności. Z każdym dniem coraz bardziej znajomą i łatwiejszą do zaakceptowania.
W książce Kamila Zinczuka znajdziemy sześć tekstów ukazujących prawdziwe oblicze współczesnego świata. Takie do bólu autentyczne, odarte z wszelkich iluzji. Podczas gdy zewsząd zalewają nas obrazy sztucznie upiększone tysiącami filtrów, kreujące fałszywe wizje szczęścia i dobrobytu, autor odziera je skutecznie z kolejnych warstw. Dobitnie uświadamia czytelnikowi, że to wszystko jest tylko na pokaz, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Niektórzy z bohaterów tych opowieści mogą nawet uchodzić za ludzi sukcesu, przynajmniej w takim sensie, jak postrzega to dzisiejszy świat. Tak naprawdę jednak wszyscy bez wyjątku są straszliwie zagubieni. Nie potrafią odnaleźć własnego miejsca w otaczającej ich rzeczywistości. Goniąc za tym wszystkim, co promuje współczesna kultura, gubią sens życia. Kolejne osiągnięcia dają im złudne poczucie chwilowego triumfu, popychając wciąż dalej, ścieżką, która nie ma końca. Nigdy nie znajdą tam spełnienia ani szczęścia, zawsze czegoś będzie im brakować. W pogoni za iluzją mogą nawet nie zauważyć, że stali się niewolnikami technologii, więźniami systemu i zakładnikami starającymi się ze wszystkich sił sprostać irracjonalnym oczekiwaniom własnym i innych ludzi.
Egzystencjalną pustkę próbują zapełnić przypadkowymi znajomościami, pracą, imprezami i używkami. Alkohol stanowi dla nich remedium na wszelkie problemy. Regularnie znieczulają się, by wymazać z pamięci bolesne wspomnienia, uciszyć niechciane myśli, przestać odczuwać jakiekolwiek emocje. Ale taki stan trudno nazwać życiem, to raczej desperacka próba ucieczki przed nim, smutna wegetacja w oczekiwaniu na nieuchronny koniec. Nie wszyscy jednak ostatecznie godzą się na taki los. Docierają do momentu nazywanego tutaj punktem węzłowym i postanawiają wziąć sprawy we własne ręce. Uwolnić się. W taki czy inny sposób.
Kamil Zinczuk wyjątkowo zręcznie operuje słowem, otwierając nam szeroko oczy na świat, który niby jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki, ale jednak staramy się go nie dostrzegać. Być może ukazuje gorzki obraz naszej własnej codzienności, a może życie, które toczy się tuż obok. W tej bezrefleksyjnej, egocentrycznej rzeczywistości staliśmy się mistrzami funkcjonowania z zamkniętymi oczami, by nie dostrzegać innych ludzi. Zresztą jak moglibyśmy zauważyć, że potrzebują pomocy, kiedy tak bardzo skupiamy się na wypieraniu ze świadomości swoich własnych problemów? Udajemy, często sami przed sobą, że ich nie ma, zajęci mozolnym nakładaniem kolejnych warstw filtrów, tworząc iluzję udanego życia. Kamuflaż, który pozwoli wtopić się w tłum i dopasować do reszty społeczeństwa. Tak samo nieszczęśliwego, samotnego i zagubionego. I starającego się ze wszystkich sił, by tego nie okazać.
Samotności to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Objętościowo dość niepozorna, choć przekaz, jaki za sobą niesie, do lekkich już nie należy. Uderza mocno i celnie, obnażając to wszystko, co kryje iluzorycznie idealna fasada dzisiejszego świata. Samotności i lęki towarzyszące nam na każdym kroku, choć tak starannie próbujemy ukryć ich obecność. Autor roztacza przed nami obraz przygnębiający, lecz jak najbardziej autentyczny. Zmusza do głębokiej refleksji nie tylko nad własnym życiem, ale także nad tym wszystkim, co nas otacza, dotyka, ogranicza i zniewala. Co ważne, ukazuje jednocześnie, że nawet na gruzach rozpadającego się świata można dostrzec światełko nadziei. Choć niektóre fragmenty wydawały mi się zbyt rozwlekłe i niepotrzebnie zagmatwane, a kolejne retrospekcje sprawiały, że momentami gubiłam główny wątek, całość wywarła na mnie wielkie wrażenie. Szczerze polecam!
Zuzanna

środa, lipca 07, 2021

"Czy istnieje na świecie jakieś przeklęte ziele, po którym poczułabym się jak należy, chociaż przez pięć minut?" - "Mała zielarnia w Paryżu" Donatelli Rizzati *Natalia*

"Czy istnieje na świecie jakieś przeklęte ziele, po którym poczułabym się jak należy, chociaż przez pięć minut?" - "Mała zielarnia w Paryżu" Donatelli Rizzati *Natalia*

Autor: Donatella Rizzati
Tytuł: Mała zielarnia w Paryżu
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: W.A.B.

Przekraczam próg sklepu ukrytego między innymi lokalami. Miejsce zupełnie nie pasuje do tej okolicy, ale moja ciekawość nie daje mi przejść obok niego obojętnie. Wchodzę. Już po przekroczeniu progu uderza mnie cała gama zapachów. Czuję woń kwiatów, przypraw, skórek owoców i łupin.  Otaczają mnie półki uginające się pod ciężarem różnych słoiczków. To wszystko... czuję taki błogi spokój... jakby cała burza uczuć drzemiąca we mnie zniknęła.


Po śmierci męża Viola wraca do Paryża. To miejsce jest jej wyjątkowo bliskie, ponieważ to właśnie tam wbrew woli rodziców studiowała naturopatię oraz odnalazła miejsce, które zastąpiło jej rodzinny dom. Wśród wielu uliczek na jej drodze pojawiła się zielarnia prowadzona przez dwie siostry. To właśnie tutaj Viola uczyła się robienie kwiatowych mikstur, maseczek, olejków i wielu innych rzeczy. Powrót traktuje jak znak od losu. Kobieta wierzy, że dawna przyjaciółka pomoże jej ułożyć życie na nowo, a demony przeszłości znikną na zawsze.


Przyznam szczerze, że rzadko sięgam po książki obyczajowe. Obawiam się, że będą zbyt nudne, choć np. pan Jakub Małecki nigdy mnie nie rozczarował. Jednak ta powieść ma coś w sobie przyciągającego. Wydaje się inna, niepowtarzalna, wyjątkowa, co tylko potwierdza jej wnętrze. Podczas czytania czułam się trochę jak na sesji terapeutycznej, czasem ilość mądrości życiowych, jakie oferuje nam autorka, mnie przytłoczyła. Sama bohaterka w pewnych momentach wygląda na osobę niedojrzałą emocjonalnie, przewrażliwioną i nieco egoistyczną, niepozwalającą sobie niczego wytłumaczyć. Jednak myślę, że można to usprawiedliwić jej przeżyciami. Co więcej, poznałam wiele ciekawych pojęć, dziedzin, o których nigdy wcześniej nie wiedziałam -  naturopatia, irydologia, chromoterapia. Dodatkowo umieszczone przepisy, wskazujące jak wykonać wybrane kosmetyki to genialny pomysł.


"Mała zielarnia w Paryżu" to powieść idealna na długie letnie wieczory przy filiżance dobrej herbaty. Jej klimat jest niesamowity - te wszystkie zioła, zapachy, olejki eteryczne aż w głowie może się zakręcić. Dodatkowo Paryż pokazany w tej książce z innej strony. To nie tylko wieża Eiffla czy Katedra Notre-Dame, to małe uliczki z cudownymi sklepami czy lokalami czekającymi na ich odkrycie. To opowieść o wszystkim, między innymi o podróży w głąb siebie,  Polecam gorąco, tylko nie zapomnijcie zaparzyć sobie przy niej ziółek.

Natalia

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B.




poniedziałek, stycznia 25, 2021

Niedokończona przedwojenna powieść i rodzinne tajemnice - "Czwarta powieść" Agnieszki Janiszewskiej, tom I i II *Zuzanna*

Niedokończona przedwojenna powieść i rodzinne tajemnice - "Czwarta powieść" Agnieszki Janiszewskiej, tom I i II *Zuzanna*
Autor: Agnieszka Janiszewska
Tytuł: Czwarta powieść
Liczba stron: 224 (tom I) i 240 (tom II)
Wydawnictwo: Novae Res

Rodzinne tajemnice, od lat ukryte za zasłoną czasu, potrafią ujawnić się w najmniej spodziewanym momencie. Jak się okazuje, zapomniane już wydarzenia i ludzie, którzy dawno odeszli, wciąż mogą odciskać swe piętno w teraźniejszości, a nawet wpływać na przyszłe zdarzenia.
Regina Nałęcz, absolwentka bibliotekoznawstwa i polonistyki, marzy o karierze pisarskiej. Wydała już trzy książki i zyskała grono wiernych czytelniczek, lecz nie odniosła żadnego spektakularnego sukcesu w tej dziedzinie. Na jednym z jej spotkań autorskich pojawia się tajemniczy mężczyzna i składa kobiecie nietypową propozycję. Regina ma dokończyć powieść napisaną przed laty przez jego babkę. Gdy jednak odkrywa kolejne fakty na temat autorki przedwojennego dzieła, coraz trudniej jest jej uwierzyć, że została wybrana do tego zadania przez przypadek.
Muszę przyznać, że główny wątek bardzo przypadł mi do gustu, tajemnice rodzinne zawsze skutecznie przyciągają moją uwagę. W miarę jak Regina odkrywała kolejne elementy układanki, sytuacja stawała się coraz bardziej interesująca. Wprawdzie w pierwszym tomie działo się niewiele, ale w drugim akcja porządnie się już rozkręciła, wynagradzając te - dość leniwe - początki. Za to druga część powieści tak mnie wciągnęła, że przeczytałam ją w jeden dzień, a w ostatnim czasie rzadko mi się to zdarza.
Z postacią Reginy Nałęcz natomiast niezbyt się polubiłam. Na początku strasznie mnie irytowała swoim zachowaniem. Trudno mi było przekonać się do kogoś, kto ciągle ma pretensje praktycznie do całej rodziny. Za co? Bo ośmielili się lubić jej dziadka, podczas gdy jej zdaniem wyłącznie babcia zasługiwała na całą miłość i szacunek. No i oczywiście musiała wyrażać to głośno i wyraźnie przy każdej możliwej okazji. Była święcie przekonana, że to ona zna babkę najlepiej. Nie przyszło jej nawet do głowy, że niechęć ciotki do własnej matki wcale nie była bezpodstawna.
Co do stylu powieści... mam mieszane odczucia. Z jednej strony sporo tu fragmentów napisanych naprawdę pięknie. Widać w nich wyraźnie, że autorka wie, jak operować słowem, by stworzyć odpowiedni klimat i oczarować czytelnika. Z drugiej jednak są też takie, które można by było jeszcze doszlifować. Część z dialogów wypada w moim odczuciu zbyt sztucznie, zwłaszcza te pomiędzy Reginą a jej babką są zbyt oficjalne, a przez to brzmią nienaturalnie.
Lektura pierwszego tomu "Czwartej powieści" szła mi dość opornie, przede wszystkim dlatego, że niewiele się tam działo. Jednak w tomie drugim wszystko się zmieniło. Akcja ruszyła mocno do przodu, porywając mnie ze sobą. Dałam się wciągnąć w wir wydarzeń, towarzysząc głównej bohaterce w odkrywaniu kolejnych, coraz bardziej intrygujących elementów układanki. Jeśli lubicie pięknie opowiedziane historie o rodzinnych tajemnicach, polecam.
Zuzanna

Za egzemplarz serdecznie dziękuję księgarni Zaczytani.pl!

sobota, października 17, 2020

"To wszystko powinno potoczyć się inaczej" - "Saturnin" Jakuba Małeckiego *Natalia*

"To wszystko powinno potoczyć się inaczej" - "Saturnin" Jakuba Małeckiego *Natalia*

Autor: Jakub Małecki
Tytuł: Saturnin
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: SQN

Umarłem, prawda? Powinni mnie pochować, zakopać głęboko do jednej mogiły. A jednak budzę się. Światło słoneczne mnie oślepia. Coś pali od środka. Przyciskam dłonie do brzucha. Widzę, jak między palcami zbiera się szkarłatna ciecz. Żyję, a jednak umarłem. To nie tak miało wyglądać.

Kilkuletni Saturnin mieszka z mamą i dziadkiem na wsi. Mężczyzna nie jest typowym miłym starszym panem, który chętnie opiekuje się wnukiem, opowiada zabawne historie, odpoczywa w zaciszu domu. Wręcz przeciwnie, codziennie rano pije czarną kawę, pali papierosa i znika na całe dnie. Chłopiec wierzy, że dziadek przebywa w tajemniczej krainie, którą mija codziennie, jadąc do szkoły autobusem przez dwa dodatkowe kilometry. Dwadzieścia lat później Saturnin musi wrócić w rodzinne strony. Zostawia Warszawę i swoje nudne życie, aby znaleźć dziadka. Wspólnie z matką zagłębiają się w przeszłość, w rodzinną historię. To, czego się dowiedzą, nie tylko zmieni ich tok myślenia o pewnych sprawach, ale również o nich samych.

Mogłabym się rozpisywać o wspaniałości tej książki, ale zanudziłabym Was na śmierć. Dlatego daruję sobie i przejdę do konkretów. Mało powiedziane, że mi się podobało. To było coś naprawdę dobrego. Czułam, jakbym przeniosła się do czasów małego Saturnina, do przeszłości jego dziadka, matki. Żyłam razem z nimi, uczestniczyłam w każdej chwili. Małecki mnie nie zawiódł. To, co mnie urzekło za pierwszym razem - czyli umiejętność kreacji bohaterów, opisywanie uczuć, postrzeganie rzeczywistości - to wszystko zagrało idealnie. Króluje prostota, a jednak między wierszami można odczytać, że chodzi o coś więcej.

Nie ma jednego bohatera, choć na początku myślałam, że jest nim tytułowy Saturnin. To jego poznajemy najpierw. Wydaje mi się podobny do wielu ludzi żyjących w obecnych czasach. Zagubiony, nieszczęśliwy, znudzony życiem. Praca sprzedawcy, mieszkanie w bloku w Warszawie, dziewczyna, do której nigdy nie zagada. A tu, nie wiadomo skąd, wiadomość o zniknięciu dziadka. I wtedy właśnie się zaczyna - powraca do niego przeszłość, uderza ze zdwojoną siłą, a jedyne, co może z nią zrobić, to ją rozpamiętywać. Kolejnym bohaterem jest Hania - matka mężczyzny. Ją poznajemy jako nastolatkę. Jej historia też nie ma kolorowych barw. Co najciekawsze, została opisana w listach. Bardzo oryginalna, od razu przypadła mi do gustu. I na końcu dziadek, najbardziej tajemnicza postać. Mam wrażenie, że jakby nie poznać przeszłości tych trzech postaci, książka nie miałaby sensu. Dopiero złożenie jej w całość daje zamierzony efekt.

"Saturnin" to kolejna wspaniała powieść Małeckiego. To historia o poszukiwaniu siebie, radzeniu sobie z bólem, problemami a także samym sobą. Pokazuje, ile człowiek jest w stanie poświęcić, aby osiągnąć cel. To kolejna opowieść o zwyczajnych ludziach, ale o niezwykłych losach. Nie można się od niej oderwać, a po zakończeniu czuje się niedosyt. Jako początkująca pisarka, dodam, że chciałabym pisać tak cudowanie jak Małecki.

Natalia


poniedziałek, września 28, 2020

Nigdy nie jest za późno na życie - "Królowa pszczół" Niny Nirali *Zuzanna*

Nigdy nie jest za późno na życie - "Królowa pszczół" Niny Nirali *Zuzanna*

Autor: Nina Nirali
Tytuł: Królowa pszczół
Liczba stron: 436
Wydawnictwo: Novae Res

Podobno każdy, kto przyjeżdża do Indii, robi to w poszukiwaniu czegoś. Pragnie odnaleźć siebie, uzyskać odpowiedzi na nurtujące go pytania bądź liczy na jakiś poważny zwrot w swoim życiu. Jakie pobudki kierują Skylar Bassani, odnoszącą wielkie sukcesy pisarką, gdy zostawia wszystko za sobą i przenosi się do Mumbaju?
Ośmioletnia Anu na wieść o tym, że rodzice planują wydać ją wkrótce za mąż, decyduje się na ucieczkę. Opuszcza nocą swoją małą wioskę, zabierając ze sobą jedynie latarkę i dwa kawałki chleba. Ravish Joshi, niegdyś właściciel dobrze prosperującej firmy architektonicznej, jako taksówkarz z trudem wiąże koniec z końcem, marząc o powrocie do normalnego życia. Co się stanie, gdy na drodze tych dwojga stanie Skylar? Choć zjawia się w Mumbaju z zaledwie jedną płócienną torbą, bagaż, z jakim przybywa do Indii, w rzeczywistości okazuje się o wiele większy.
Nie da się ukryć, że Nina Nirali stworzyła historię pełną emocji. Od początku dało się też wyczuć, że główna bohaterka skrywała jakąś bolesną tajemnicę. Choć twierdziła, że powodem jej wyjazdu była chęć napisania książki właśnie w Indiach, cały czas było wiadomo, że kryje się za tym coś więcej. Motywy jej działania można było szybko odgadnąć, ale sama opowieść nic na tym nie traciła, wręcz przeciwnie. Zrozumienie sytuacji Skylar sprawiło, że każda jej decyzja nabierała głębszego sensu i budziła większy podziw, a każde wypowiedziane przez nią zdanie mocniej wzruszało.
Główna bohaterka z miejsca zyskała moją sympatię. Nie mogło zresztą być inaczej, skoro autorka stworzyła postać tak odważną, nieugiętą i wrażliwą na cudzą krzywdę, a przy tym obdarzoną niezwykle wojowniczą naturą i ciętym językiem. Ogromnie polubiłam także Anu oraz Raviego, choć on akurat wydał mi się zbyt wyidealizowany. Młody, przystojny, czuły, troskliwy, pragnący bronić swojej wybranki przed całym światem i nosić ją na rękach. Do tego sam gotował, sprzątał, robił zakupy, w zasadzie nic mu nigdy nie przeszkadzało, a w razie potrzeby nawet w zęby potrafił dać. Pozbawiony wad książę z bajki, ewentualnie dzielny rycerz, tylko białego rumaka mu jeszcze brakowało...
Sam wątek romantyczny jak dla mnie również okazał się mocno uproszczony. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że gdyby bohaterowie od razu na początku wszystko sobie szczerze wyznali, pewnie pobraliby się już na pierwszej randce. Niestety nie obyło się również bez wpadek, jeśli chodzi o kwestie techniczne. Tekst nie jest pozbawiony literówek, błędów składniowych czy leksykalnych. Skylar czasem występuje jako Skaylar, trafiają się też takie "kwiatki", jak: "niemal prawie", "(...) przeciw temu zaradzić" czy "ty nie chcesz zrozumiesz".
Historia opowiedziana przez Ninę Nirali nie jest może wybitna, jeśli chodzi o warsztat pisarski, ale swoim przesłaniem trafia prosto w serce. To powieść, która mocno porusza i skłania do refleksji nad tym, co tak naprawdę się liczy. Każe zadać sobie pytanie, czy na pewno dobrze wykorzystujemy dany nam czas. A może wciąż odkładamy swoje życie na później? Jeśli szukacie opowieści pełnej emocji i wzruszeń, polecam. 
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję księgarni Zaczytani.pl!

piątek, września 11, 2020

[PRZEDPREMIEROWO] - "Gorsza siostra" Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej *Natalia*

[PRZEDPREMIEROWO] - "Gorsza siostra" Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej *Natalia*

                                            


Autorzy: Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
Tytuł: Gorsza siostra
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: W.A.B.
Premiera: 16.09.2020

Nowotwór. Dla jednych brzmi jak wyrok. Wszystkie plany, marzenia zostają przekreślone. Cały świat wywraca się do góry nogami. A innym właśnie wtedy przybywa motywacji i odwagi, aby pokonywać lęki, spełniać pragnienia. Co jednak zrobić, kiedy okazuje się, że być może nie ma ratunku?



Ida to dwudziestopięcioletnia kobieta. Ma męża i trzyletnią córkę. Od zawsze los jej sprzyjał, aż do czasu, kiedy wykryto u niej białaczkę. Początkowo udało się zatrzymać chorobę, jednak teraz powróciła ze zdwojoną siłą. Matka Idy jest zrozpaczona, nie potrafi dopuścić do siebie myśli o śmierci jedynej córki. Los zdaje się być przeciwko niej - żaden członek rodziny ani znajomy nie może być dawcą szpiku. Zdruzgotana Urszula nie potrafi dłużej ukrywać swoich uczuć. Zwierza się wujowi, benedyktynowi z Tyńca. Ten obiecuje pomóc, ale ostrzega kobietę. Na jaw wyjdą sekrety rodzinne, a sam zakonnik będzie musiał złamać tajemnicę spowiedzi.


Autorki wzięły się za trudny temat. Pisanie o chorobie, a w szczególności o nowotworze, wymaga porządnego przygotowania. W tej kwestii nie mam nic do zarzucenia, panie poradziły sobie z tym świetnie. Jednak mam wrażenie, że sytuacja Idy stanowiła jedynie pretekst, nie miała być głównym wątkiem. Tak naprawdę książka opowiada losy rodziny bohaterki. Autorki umieściły akcję w różnych ramach czasowych: czasy przedwojenne, II wojna światowa, komunizm. To dodatkowo wzbogaca fabułę o elementy, takie jak: walka w ruchu oporu, Holokaust, walka z komunizmem. Kobiety nie tylko zostają zmuszone do życia z wychodzącymi na jaw tajemnicami, ale także muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości. 


Najbardziej polubiłam Krystynę i Wandę - matkę oraz córkę. Teraz, po lekturze, zaczynam dostrzegać między nimi podobieństwo. Obydwie odrzucone przez bliskich, postawione przed trudnymi wyborami. Choć Wandy bardziej jest mi żal, przez to, co przeszła. Matka nigdy jej nie lubiła, żyła w cieniu przyszywanej siostry. To odbiło się na relacji z Urszulą, jej córką. Kobieta nie potrafiła okazać ciepła, bo sama nigdy go nie zaznała. 



"Gorsza siostra" to trudna powieść. Opowiada o zdradach, braku zaufania, o życiu z konsekwencjami swoich i nieswoich decyzji. To również historia o odrzuceniu, o tym jak brak ciepła, miłości, akceptacji odbija się na człowieku i jakie ma skutki w przyszłości. Jednak to nie najważniejsze przesłanie. To ogromny apel, aby zarejestrować się w bazie dawców szpiku. Być może to właśnie ja albo Ty możemy kogoś uratować.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!




Natalia 

niedziela, sierpnia 23, 2020

Uciekając od przeszłości - "Zapomnij, że istniałem" Beaty Majewskiej [ZAPOMNIJ, ŻE ISTNIAŁEM #1] *Zuzanna*

Uciekając od przeszłości - "Zapomnij, że istniałem" Beaty Majewskiej [ZAPOMNIJ, ŻE ISTNIAŁEM #1] *Zuzanna*
Autor: Beata Majewska
Tytuł: Zapomnij, że istniałem
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Jaguar


Od czasu, gdy w moje ręce wpadł "Konkurs na żonę" Beaty Majewskiej, darzę jej książki szczerym uwielbieniem. Dlatego też, widząc informację o nowej premierze, nie zastanawiałam się ani chwili. Wątpliwości pojawiły się dopiero później...

Rafał Snarski to człowiek ciężko doświadczony przez życie. Odkąd w wypadku samochodowym stracił żonę i 3-letniego synka, czuł się tak, jakby i on sam umarł wraz z nimi. Kupując stary dom w małej miejscowości, nawet się nie spodziewa, co jeszcze go czeka. Wbrew pozorom o świętym spokoju będzie musiał zapomnieć, głównie za sprawą młodej pani sołtys.
Chociaż wiedziałam mniej więcej, czego się spodziewać, przez większą część powieści zastanawiałam się, w co ja się wpakowałam. O ile Luiza okazała się całkiem interesującą bohaterką i z czasem udało mi się ją polubić, o tyle Snarski zupełnie nie przypadł mi do gustu. Owszem, współczułam mu, ale własne nieszczęścia nie dają nikomu prawa do unieszczęśliwiania innych i traktowania ich w taki sposób. Był przystojny i umięśniony, ale na tym kończyła się lista jego zalet. Bo chamstwo, grubiaństwo i brak wychowania z całą pewnością do nich nie należały.
A zaczęło się tak dobrze. To właśnie prolog wywarł na mnie największe wrażenie. Autorka wlała w tę część tyle emocji, że dosłownie wyciskały łzy z oczu. Po tak mocnym początku spodziewałam się kontynuacji w podobnym tonie. I chociaż tak się nie stało, na brak wrażeń też nie mogę narzekać. Postać Luizy ciekawie się rozwijała i z każdym kolejnym rozdziałem moja sympatia do niej rosła. A zakończenie... Przeżyłam taki szok, że praktycznie musiałam zbierać szczękę z podłogi, co ostatecznie przechyliło szalę na korzyść tej powieści.
"Zapomnij, że istniałem" czytałam z mieszanymi odczuciami. Świetny początek mocno mnie poruszył, ale też ustawił poprzeczkę naprawdę wysoko. I choć działo się całkiem sporo, a Luizę szczerze polubiłam, nie mogę niestety tego samego powiedzieć o Snarskim. Czekałam cierpliwie, aż zmieni się jego sposób bycia lub pojawi się ktoś nowy na horyzoncie, bo ten typ faceta sama omijałabym szerokim łukiem. Przyznam, że trochę się zawiodłam. Niemniej zakończenie okazało się tak intrygujące, że przekonało mnie do sięgnięcia po dalszy ciąg tej historii.
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

sobota, listopada 02, 2019

Everly i Nolan w kolejnej odsłonie serii Again Mony Kasten - "Hope Again" [AGAIN #4] *Zuzanna*

Everly i Nolan w kolejnej odsłonie serii Again Mony Kasten - "Hope Again" [AGAIN #4] *Zuzanna*

Autor: Mona Kasten
Tytuł: Hope Again
Cykl: Again, tom 4
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Jaguar

W "Hope Again", podobnie jak w poprzednich tomach serii Mony Kasten, trudnej historii miłosnej zabraknąć nie mogło. Ale studentka i jej wykładowca? Choć mają wiele wspólnego, rozumieją się jak nikt i uwielbiają prowadzić nocne rozmowy, taka relacja może oznaczać tylko poważne kłopoty...


Everly Penn studiuje literaturę na Uniwersytecie Woodshill i przyjaźni się z Dawn, znaną nam już z poprzednich części serii. Mama Everly i ojciec Dawn już od pewnego czasu są razem, ale mimo że sprawiają wrażenie szczęśliwych, dziewczyna podchodzi do ich związku bardzo sceptycznie. Zbyt wiele razy widziała swoją rodzicielkę ze złamanym sercem, by uwierzyć, że tym razem może być inaczej. Ona sama stara się nie angażować, choć nie może przestać myśleć o pewnym wykładowcy...

Główna bohaterka ma za sobą niezwykle trudne dzieciństwo. Choć zdawałoby się, że trwający od lat koszmar wreszcie się skończył, demony przeszłości nadal nie dają o sobie zapomnieć. Dziewczyna trzyma wszystkich na dystans, pilnując się, by nie zdradzić zbyt wiele na swój temat. W rezultacie nawet najbliżsi przyjaciele mało o niej wiedzą. Jest tylko jedna osoba, której Everly mogłaby zwierzyć się ze wszystkiego - prowadzący warsztaty kreatywnego pisania Nolan Gates. Ponieważ oboje mają problemy ze snem, często prowadzą nocne rozmowy. Ale gdy granica pomiędzy wykładowcą a studentką zaczyna się zacierać, kłopoty są nieuniknione.
Mona Kasten po raz kolejny ujęła mnie swoim stylem i łatwością, z jaką odmalowuje wszelkie targające bohaterami emocje. A tych znajdziecie w jej powieściach naprawdę dużo. To właśnie za ich sprawą dałam się wciągnąć kolejnej historii, choć w gruncie rzeczy nie zdarzyło się w niej nic, czego bym się nie spodziewała. Kiedy jednak tak umiejętnie ukazane przeżycia poszczególnych postaci wysuwają się na pierwszy plan, schematyczność fabuły już tak bardzo nie razi.
Sięgając po "Hope Again", liczyłam na kolejną dawkę tego, co spodobało mi się już w poprzednich tomach serii, a więc przede wszystkim mnóstwo silnych emocji i bohaterów z problemami, których życie dotąd nie rozpieszczało. I tym razem się nie zawiodłam, choć przyznam, że zakończenie wydało mi się mało realistyczne. Miłośnikom pełnych emocji powieści i fanom twórczości autorki historia Everly i Nolana z pewnością przypadnie do gustu. Polecam. Zwłaszcza że w przyszłym roku ma się ukazać kolejna część serii, "Dream Again".
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

Wyzwania:


Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger