Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Znak Emotikon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Znak Emotikon. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, marca 23, 2020

Lukrecji mówię nie! - "Lukrecja stawia na swoim" Anne Goscinny *Zuzanna*

Lukrecji mówię nie! - "Lukrecja stawia na swoim" Anne Goscinny *Zuzanna*

Autor: Anne Goscinny
Tytuł: Lukrecja stawia na swoim
Liczba stron: 204
Wydawnictwo: Znak Emotikon

W ostatnim czasie chętnie sięgam po literaturę dla dzieci, ale nie wszystko decyduję się później przeczytać swojemu synkowi. Wolę wcześniej sprawdzić, co nas w danej lekturze czeka, jak jest napisana, czy niesie jakieś wartościowe treści i czy w ogóle ma szansę mu się spodobać, a nie zanudzić. Ostatnio zaryzykowałam z "Bobem" Wendy Mass i Rebekki Stead i nie żałuję, ale "Lukrecji..." mu nie czytałam i myślę, że tak już zostanie.
Lulu wchodzi powoli w wiek dojrzewania. Wszyscy ją denerwują, a najbardziej to chyba mama. Razem z przyjaciółkami ma przygotować referat do szkoły, ale jak tu się skupić na nauce, kiedy mają tyle innych tematów do obgadania? Lukrecję czeka poza tym ślub wujka, udział w koncercie, wizyta kuzyna oraz... zaręczyny babci. Dziewczyna ma także pewne marzenie, ale jak je zrealizować, gdy mama zgłasza zdecydowany sprzeciw?
Książkę Anne Goscinny czytało mi się... dziwnie. Oczywiście wiem, że to nie do mojej grupy wiekowej jest skierowana, ale mimo wszystko mogło być lepiej. Zdecydowanie lepiej. Zwykle udaje mi się prawie w każdej lekturze znaleźć coś wartościowego, ale przyznam, że w tym przypadku okazało się to sporym wyzwaniem.
Po pierwsze, w moim odczuciu tej historii brak spójności. Każdy rozdział czyta się jak odrębne opowiadanie i to byłoby ok, ale bez płynnych przejść pomiędzy nimi sprawiały raczej wrażenie zbioru wyrwanych z kontekstu fragmentów, w dodatku niedoprowadzonych do końca. W każdym z nich czegoś mi brakowało. Niby pojawiają się tu ważne, trudne zagadnienia, ale autorka tylko je sygnalizuje, w ogóle się w nie nie zagłębia. Rzuca tylko hasło i za moment zmienia temat, jakby przed nim uciekała. Przedstawia je tak bardzo po łebkach, że nie wiem, co dziecko miałoby wynieść z takiej lektury.

Przeszkadzał mi też brak konsekwencji w przypadku niektórych zachowań dorosłych. Matka mówi córce, że ta musi się odpowiednio ubrać na ślub, po czym zgadza się kupić dla niej na tę okazję krótką czerwoną spódniczkę i t-shirt. Autorka zwraca uwagę na kwestie równości (np. ślub jednopłciowy), ale dzieci już nie są równo traktowane - córka może sobie iść na ślub w tym nieszczęsnym t-shircie (z napisem "wszyscy równi"), a syna ubierają w eleganckie spodnie i marynarkę, choć ten strój jest niewygodny i zupełnie mu się nie podoba. 

Bohaterowie są w większości bladzi i nijacy. Dawno nie spotkałam się nigdzie z tak płytkimi postaciami. W zasadzie polubiłam tylko Wiktora (młodszego brata Lulu) i Scarlett, bo oni zdecydowanie wyróżniali się w tym gronie. Niby to rodzina i dużo czasu spędzają razem, w miarę dobrze się dogadują, ale jakichś specjalnych więzi rodzinnych tam nie czuć, przynajmniej przez większość czasu. Lulu cieszy się, że spędza czas z jedną babcią, ale w innym miejscu sama mówi wprost, że historia jej rodziny zupełnie jej nie interesuje. Wizyty drugiej babci cały czas przedstawiane są jak męczący ciężar i wszyscy oddychają z ulgą, gdy Scarlett do nich nie przychodzi. 

Historię Lukrecji cechuje również  bardzo uproszczony język. Jak dla mnie aż za bardzo. Mamy tu dużo jednozdaniowych akapitów i powtórzeń. Rozumiem prostotę i przejrzystość, ale nawet książki skierowane do młodszych czytelników mają zwykle bogatszy język niż ta. Serio. Mojemu czterolatkowi czytam bardziej skomplikowane opowieści.
Podsumowując, "Lukrecja stawia na swoim" to pozycja, która kompletnie nie przypadła mi do gustu. Owszem, znalazły się w niej ze dwa zabawne momenty i ma całkiem ładne ilustracje, ale dla mnie na tym kończą się jej ewentualne zalety. Płytkie postaci i mocno uproszczony styl zdecydowanie nie przemawiają na jej korzyść. Mam wrażenie, że autorka chciała stworzyć pozycję dla dzieci, która bawi i jednocześnie przemyca pewne istotne treści, ale moim zdaniem to jej po prostu nie wyszło.
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Emotikon!

Wyzwania:

niedziela, lutego 02, 2020

Windą w kosmos - "Charlie i Wielka Szklana Winda" Roalda Dahla [CHARLIE #2] *Zuzanna*

Windą w kosmos - "Charlie i Wielka Szklana Winda" Roalda Dahla [CHARLIE #2] *Zuzanna*
Autor: Roald Dahl
Tytuł: Charlie i Wielka Szklana Winda
Cykl: Charlie, tom 2
Liczba stron: 242
Wydawnictwo: Znak Emotikon

Książka "Charlie i fabryka czekolady" zupełnie nie przypadła mi do gustu. Miałam do niej sporo zastrzeżeń. Mając jednak pod ręką "Charliego i Wielką Szklaną Windę", byłam mimo wszystko ciekawa, czy dalszy ciąg tej historii będzie się w ogóle nadawał dla dzieci czy też okaże się równie wielką pomyłką.

Charlie i reszta jego rodziny zmierzają razem z panem Wonką z powrotem do fabryki. Jako że udają się tam Wielką Szklaną Windą, a więc dość nietypowym środkiem lokomocji, możecie się spodziewać wielu atrakcji. Sama podróż urośnie do rangi wyprawy kosmicznej, a nasi bohaterowie zostaną zaatakowani przez śmiertelnie niebezpieczne zgnicioły plaźmiaki. Czy wyjdą z tego cało?
Początek drugiej części przygód Charliego nie nastrajał mnie zbyt optymistycznie. Willy Wonka jak zwykle unikał niewygodnych pytań, ale tym razem nie tylko on był nieuprzejmy dla swoich rozmówców. Gdy przeczytałam jak Dziadek Joe zwraca się do Babci Josephine, mówiąc, by siedziała cicho i nie robiła problemów, ręce mi opadły. Takich dziwnych momentów było niestety więcej. Chociażby piosenka Umpa-Lumpasów o babci, która zostawia wnuczkę samą i idzie do speluny napić się wódki. Z kolei ośmieszający polityków tekst, śpiewany przez nianię prezydenta USA, uważam za bardzo udany, choć również nieodpowiedni dla młodszych odbiorców.
Na szczęście tym razem takich fragmentów było w książce o wiele mniej. Autor nadal próbował uczyć czytelników, że lekkomyślność nie popłaca, a niestosowanie się do instrukcji i zaleceń producenta może mieć przykre konsekwencje. Przestrzegał także dzieci przed braniem leków na własną rękę. Tekst, w którym nie roi się już tak od złośliwości, stał się o wiele zabawniejszy, przynajmniej w moim odczuciu. Kilka scen szczerze mnie rozbawiło, zwłaszcza tych z udziałem prezydenta USA czy plaźmiaków. Przyznaję, że czytało mi się je naprawdę przyjemnie.
Drugi tom przygód Charliego spodobał mi się o wiele bardziej niż pierwszy. Choć i tutaj znalazły się fragmenty moim zdaniem nieodpowiednie dla dzieci, to jednak było ich zdecydowanie mniej. Książka "Charlie i Wielka Szklana Winda" okazała się całkiem zabawną i przyjemną lekturą. Zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie niż poprzednia część. Jeśli którąś z tych dwóch miałabym polecić, to właśnie ją. 
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon!


Wyzwania:

sobota, lutego 01, 2020

Co spotyka niegrzeczne dzieci? - "Charlie i fabryka czekolady" Roalda Dahla [CHARLIE #1] *Zuzanna*

Co spotyka niegrzeczne dzieci? - "Charlie i fabryka czekolady" Roalda Dahla [CHARLIE #1] *Zuzanna*

Autor: Roald Dahl
Tytuł: Charlie i fabryka czekolady
Cykl: Charlie, tom 1
Liczba stron: 226
Wydawnictwo: Znak Emotikon

Roald Dahl jako autor literatury dziecięcej był mi znany od dawna. Tak się jednak złożyło, że "Charliego i fabryki czekolady" nie miałam do tej pory okazji przeczytać, filmu zresztą też nie widziałam. Ale wiecie co? W tej chwili, już po lekturze, wcale nie uważam, że coś ważnego mnie ominęło.
Charlie Bucket to młody chłopiec, który mieszka w małym drewnianym domku na obrzeżach miasta razem ze swoimi rodzicami i dziadkami. Jego tato pracuje w fabryce pasty do zębów jako zakręcacz tubek i jest to jedyne źródło utrzymania ich całej, siedmioosobowej rodziny. Żyją bardzo biednie, brakuje im nawet na jedzenie. Pewnego dnia w gazecie ukazuje się sensacyjne ogłoszenie: Willy Wonka, właściciel miejscowej fabryki czekolady (znanej na całym świecie), pragnie zaprosić w jej progi pięcioro dzieci, które znajdą Złote Kupony. Nagrodą będzie nie tylko możliwość zwiedzenia tajemniczego zakładu, ale także zapas darmowych słodyczy do końca życia.

Sam pomysł na fabułę wydał mi się całkiem interesujący. Opis fabryki ze wszystkimi przedziwnymi pomieszczeniami i jeszcze dziwniejszymi wynalazkami czytałam z przyjemnością, podziwiając ogromną wyobraźnię autora. Wodospad ubijający czekoladę, trawa z miętowego cukru, guma do żucia zastępująca trzydaniowy obiad, megalandryna, która nigdy się nie zmniejsza czy plemię Umpa-Lumpasów - przyznaję, że to wszystko naprawdę mnie ciekawiło. Roald Dahl opisał fabrykę i jej tajemnice tak barwnie, że można sobie wyobrazić to miejsce bez najmniejszego trudu. Podobało mi się także to, jak autor pokazał więź pomiędzy Charliem i jego dziadkami. W tak prosty, a zarazem wzruszający sposób.

Życie nie jest sprawiedliwe, cztery Złote Kupony trafiają do bogatych, rozpieszczonych i niegrzecznych dzieci, lecz szczęśliwym trafem do grona szczęśliwców w ostatniej chwili dołącza również Charlie. Podczas zwiedzania on jako jedyny stosuje się do uwag Wonki i niczego nie dotyka bez pozwolenia. Pozostałe dzieci nie słuchają ani właściciela fabryki, ani swoich rodziców i każde z nich kolejno ponosi tego konsekwencje.  Z jednej strony ich niewłaściwe zachowanie zostaje ukarane, ale z drugiej... pan Wonka nawet nie próbuje im pomóc. Mało tego, jest kompletnie obojętny na to, co się dzieje, a są to dość drastyczne sceny. 

Można by powiedzieć, że niegrzeczne dzieci same są sobie winne, ale czy właśnie takiej postawy powinniśmy uczyć najmłodszych? Ktoś sobie zasłużył na karę, więc nic nas nie obchodzi, że dzieje mu się krzywda? Chyba nie. Za każdym razem właściciel fabryki powtarza, że nic się tym dzieciom nie stanie, co ostatecznie okazuje się... nie do końca zgodne z prawdą. Zupełnie nie polubiłam tej postaci. Spodziewałam się kogoś ekscentrycznego, ale mimo wszystko sympatycznego, a Willy Wonka zrobił na mnie wrażenie złośliwego i niewrażliwego na krzywdę innych. Nawet ten jego hojny gest wcale nie wynika z chęci pomocy ubogiemu chłopcu, on to robi z czysto egoistycznych pobudek. Potrzebuje następcy, ale takiego, który nie będzie działał po swojemu, lecz tylko tak, jak Wonka to sobie zaplanował.
Sięgając po "Charliego i fabrykę czekolady" miałam ciągle w pamięci "Matyldę", która kiedyś mnie zachwyciła i liczyłam na opowieść w podobnym stylu. Chociaż pomysł autora mi się spodobał, a czekoladę i inne słodycze opisał tak genialnie, że niemal da się poczuć ich wyjątkowy smak i zapach, to ostatecznie ta książka mocno mnie zawiodła. Straszliwie moralizatorska, niegrzeczne dzieci są niedobre i spotykają je srogie kary, a grzeczny chłopiec zostaje nagrodzony. Ale czy na pewno? Wszak Wonka zyskuje pracownika idealnego, a jego rodzinę chce uszczęśliwić na siłę, nie zważając na żadne protesty. Mojemu czterolatkowi jednak tej książki nie przeczytam, choć starszym dzieciom ten specyficzny humor może się spodobać.


Zuzanna


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon!




Wyzwania:

piątek, stycznia 31, 2020

Robaczywe spaghetti i mnóstwo żółwi - "Państwo Burakowie i inne historie" Roalda Dahla *Natalia*

Robaczywe spaghetti i mnóstwo żółwi - "Państwo Burakowie i inne historie" Roalda Dahla *Natalia*


Autor: Roald Dahl
Tytuł: Państwo Burakowie i inne historie
Liczba stron: 178
Wydawnictwo: Znak Emotikon

Nie znam osoby, która nie zrobiłaby w życiu ani jednego żartu. Nieważne, czy udanego czy nie. Słyszałam już wiele pomysłów na dowcip, ale takich jeszcze nigdy! Muszę szczerze przyznać, że nie chciałabym paść ich ofiarą i myślę, że Wy też nie. Bo kto chciałby skosztować spaghetti z robakami albo obudzić się w środku nocy z żabą w łóżku?
Tytułowi bohaterowie to naprawdę nieprzyjemni ludzie. Pan Burak jest przeraźliwie zarośniętym facetem. Tylko oczu, czoła i nosa nie pokrywa gęsta szczecina. Jakby tego było mało, w jego buszu można odkryć resztki jajecznicy, szpinaku, paluszków rybnych i innych dziwnych rzeczy, które zjadał. Jego małżonka wcale nie jest od niego lepsza. Szpetna twarz, szklane zezujące oko, a na dodatek laska, która rzekomo służy do podpierania się. Ich specjalność to robienie sobie złośliwych żartów. Uwielbiają również zapiekankę z ptaków, które łapią w dosyć nietypowy sposób. Jednak zwierzęta zaczynają mieć dość i postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Nie tylko uwolnić się, ale też i zemścić.
Kolejna opowieść to historyjka o Panu Żwawiku. To starszy samotny i nieśmiały pan, który wzdycha do sąsiadki z wyższego piętra - Pani Sreberko. Niestety jego bojaźliwość nie pozwala mu na okazanie uczuć. Do tego dochodzi zazdrość i pragnienie, by traktowała go jak swojego żółwia, Alfika. Właśnie on staje się kluczem do serca kobiety. Martwi się ona, że jej zwierzątko nie rośnie odpowiednio szybko. Na ratunek przybywa nasz bohater z długim i wieloetapowym planem wzrostu żółwia i zdobycia wybranki.
Obie historie czyta się bardzo szybko, nie tylko ze względu na dużą czcionkę czy sporą liczbę ilustracji. Mają w sobie coś wywołującego uśmiech i śmiech, mimo że jest to książka przeznaczona dla dzieci. Jak to zwykle bywa w przypadku opowieści przeznaczonych dla najmłodszych, wypływa z nich pewien morał. Bycie miłym popłaca - wtedy w Waszym życiu wszystko ułoży się samo. I pamiętajcie, miejcie dobre myśli. Od nich się pięknieje.
"Państwo Burakowie i inne historie" to krótka podróż w czasie, pozwalająca przenieść się do czasów dzieciństwa. Pomaga zrelaksować się i zapomnieć o wszelkich troskach. Nieraz wywoła uśmiech na Waszych twarzach, podobnie jak na mojej. Polecam fanom autora, a także osobom kochającym "Charliego i fabrykę czekolady".



Natalia


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon!



Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger