Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zanim się pojawiłeś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zanim się pojawiłeś. Pokaż wszystkie posty

wtorek, października 25, 2016

"Will, coś ty nam wszystkim zrobił?" - "Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes

"Will, coś ty nam wszystkim zrobił?" - "Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes









Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Kiedy odszedłeś
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Między Słowami














"Zanim się pojawiłeś" zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Przez kilka dni nie mogłam się otrząsnąć po lekturze tej książki. Dlatego mając pod ręką kontynuację, od razu po nią sięgnęłam, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co było dalej... Jeśli przygoda z Willem i Lou jeszcze przed Wami, a nie lubicie spoilerów - odradzam dalsze czytanie!
18 miesięcy po wydarzeniach z pierwszej części znów spotykamy Louisę. Pracuje na londyńskim lotnisku, w pubie Pod Koniczynką. Po scenie w Paryżu spodziewałam się raczej, że faktycznie stosuje się do rad Willa i żyje pełnią życia. Tymczasem wydaje się, że stoi w miejscu. Utknęła w pracy bez perspektyw, z dala od rodziny, a choć ma własne mieszkanie - wcale nie czuje się tam jak w domu. Pogrążona w głębokiej żałobie, żyje właściwie z dnia na dzień i nie znajduje w sobie siły, by cokolwiek zmienić. Jakby mało jej było nieszczęść, któregoś razu spada z dachu - i chociaż ma ogromne szczęście, wychodząc z tego cało - wszyscy myślą, że zrobiła to specjalnie. Rodzice wymuszają na niej udział w spotkaniach grupy wsparcia dla osób w żałobie. Czy wysłuchiwanie zwierzeń obcych ludzi przy kiepskich ciasteczkach może jej w czymkolwiek pomóc? Albo chociaż randka z "Kompulsywnym Bzykaczem"? No cóż, najlepiej przekonajcie się sami, bo czeka Was niejedna niespodzianka.
Lou bardzo się zmieniła, to już nie jest ta sama osoba, którą poznaliśmy w "Zanim się pojawiłeś". I trudno się temu dziwić. Zupełnie nie rozumiem narzekań i krytykowania książki za to, że niby jest zbyt dołująca (jakby pierwsza część wcale nie była...). Odejście Willa odcisnęło piętno na wszystkich... Ale Lou... straciła przecież człowieka, którego pokochała ponad wszystko. W dodatku wcale nie musiało się tak stać. Wciąż dręczą ją wyrzuty sumienia, że mogła zrobić więcej, by zmienić jego zdanie. Czego można się spodziewać w takiej sytuacji? Że popłacze sobie kilka dni i dziarsko ruszy na podbój świata, bo dostała w testamencie trochę kasy? Dziewczyna utraciła MIŁOŚĆ SWOJEGO ŻYCIA i to jeszcze w TAKI sposób. To oczywiste i naturalne, że coś takiego ją złamało, kompletnie rozbiło, zmieniło. Że czuje pustkę, której nic nigdy nie wypełni i nie potrafi sama sobie z tym poradzić. 
Towarzyszenie Lou w jej bólu jeszcze bardziej spotęgowało żal, jaki czułam do Willa po lekturze pierwszej części... Ona ofiarowała mu bezwarunkową miłość, a w zamian on zafundował jej traumę, jakiej nie zapomni do końca swoich dni. Co gorsza, najpierw utwierdzał ją w przekonaniu, że jest wyjątkowa, aby później stwierdzić, że ona i jej uczucie mu nie wystarczy. Owszem, ewidentnie polubił ją i podobała mu się, ale nie znaczyła dla niego aż tyle, by dać jej - im - choć cień szansy. By odsunąć swoją decyzję w czasie, by przynajmniej spróbować. Zachował się jak człowiek, który wszystko już wie, wszystko przeżył i wszystkiego doświadczył. A tymczasem wiedział tak niewiele... Myślę, że on Lou nie kochał. Może nawet nie wierzył w taką miłość, jaką ona go obdarzyła. Ale swoim wyborem wyrządził krzywdę wszystkim, którym na nim zależało. Może i miał do tego prawo, ale szkoda, że nie wziął pod uwagę tych, którzy mieli żyć dalej... (wybaczcie, ale musiałam się z kimś podzielić swoimi przemyśleniami, a nie chciałam spoilerować przy poprzedniej recenzji).

"Kiedy odszedłeś" to przede wszystkim opowieść o przeżywaniu żałoby i próbach uporządkowania sobie życia na nowo po utracie ukochanej osoby. Nie jest to jednak książka całkowicie przesiąknięta smutkiem i rezygnacją, nie brak w niej również momentów humorystycznych. Szczerze się uśmiałam, czytając o zabawie Thomasa po obejrzeniu "Avatara" czy scenę, gdy ojciec Louisy przychodzi na przyjęcie ze swoim "przesłaniem". Podczas gdy pierwsza część była zdominowana przez Willa i wszystko skupiało się wokół niego, tutaj o wiele więcej się dzieje. Pokazując konsekwencje jego decyzji, zwłaszcza te, których w żaden sposób nie był w stanie przewidzieć, kontynuacja książki Jojo Moyes prowokuje jeszcze więcej głębokich przemyśleń o życiu. Gdybym miała wybierać, to większe wrażenie wywarło na mnie "Kiedy odszedłeś" - jako powieść głębsza, pełniejsza, ukazująca wszystko w szerszej perspektywie... Po prostu świetne uzupełnienie "Zanim się pojawiłeś".
Polecam!

niedziela, października 16, 2016

Jak mogłeś, Will?! - "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes

Jak mogłeś, Will?! - "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes

Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Liczba stron: 382
Wydawnictwo: Świat Książki


Sięgnęłam wreszcie po książkę, którą wiele osób się zachwyca. Ale nie dla każdego to miłość od pierwszego przeczytania. Jak to wygląda w moim przypadku? Cóż... mam trochę mieszane uczucia.


Główna bohaterka, Louisa Clark, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Z kimś takim mogłabym się przyjaźnić przez całe życie i o jeden dzień dłużej. Ciepła, optymistyczna, z poczuciem humoru i własnym, oryginalnym stylem, do tego bardzo wrażliwa, opiekuńcza, zrobiłaby wszystko dla swoich bliskich. Ma 26 lat i mieszka w małym angielskim miasteczku. Pracuje w miejscowej kawiarni i od lat ma tego samego chłopaka, Patricka. Kawiarnia zostaje jednak zamknięta, a Lou musi pilnie znaleźć inne zajęcie, zwłaszcza że jej pensja to znacząca część domowego budżetu. Po kilku nieudanych próbach trafia do Granta House, gdzie ma opiekować się niepełnosprawnym Williamem.


To właśnie Will Traynor stanowi źródło moich rozterek. Młody, bogaty biznesmen, żyjący wcześniej pełnią życia, w wyniku wypadku doznał urazu rdzenia kręgowego. Paraliż czterokończynowy zniweczył wszystkie jego plany. Skazany na wózek inwalidzki i uzależniony od pomocy innych, zamyka się w sobie i izoluje nawet od najbliższych. 2 lata po wypadku w jego życie wkracza Lou, zdeterminowana, by przywrócić mu chęć do życia. Z czasem, obserwując jego przemianę, polubiłam tego bohatera. Ale nie potrafię zaakceptować tego, co zrobił. Czytając, miałam ochotę zwymyślać go porządnie od egoistów, hipokrytów i nieczułych drani. Chociaż sam twierdził, że kiedyś był dupkiem i że się zmienił, jak dla mnie dupkiem pozostał... Nie umiem mu wybaczyć. Nie tylko podjętej decyzji, ale przede wszystkim tego, co powiedział Lou na Mauritiusie... I to o najlepszym okresie jego życia...? No jak tak można?!


Jak sami widzicie, jeszcze przeżywam, co z pewnością dobrze o książce świadczy. To jej trzeba przyznać, że wywołuje silne emocje. I naprawdę czytało mi się ją z wielką przyjemnością. Mimo że porusza tak trudne tematy - nie tylko życia osoby z tetraplegią czy kwestii samobójstwa wspomaganego, ale również samotnego macierzyństwa czy bezrobocia - potrafi też rozbawić. Jest świetnym przykładem tego, jak zmieniamy się i rozwijamy pod wpływem osób, które spotykamy na swojej drodze. Do tego ciekawie wykreowani bohaterowie sprawiają, że po "Zanim się pojawiłeś" zdecydowanie warto sięgnąć. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to zachęcam i polecam. Ale... no JAK MOGŁEŚ, WILL?!


Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger