Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

czwartek, lutego 04, 2021

Sajgonka z nadzieniem z człowieka w "Dywanie z wkładką" Marty Kisiel *Zuzanna*

Sajgonka z nadzieniem z człowieka w "Dywanie z wkładką" Marty Kisiel *Zuzanna*
Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Dywan z wkładką
Liczba stron: 332
Wydawnictwo: W.A.B.

Kiedy synowa i teściowa, do tej pory zupełnie niekompatybilne, nagle zaczynają się świetnie dogadywać, możecie być pewni, że coś jest na rzeczy. Wspólne bieganie, nocne spacery, tajemnicze rozmowy... Dzieci szybko to zauważą. Ale czy to możliwe, żeby mama z babunią planowały pozbyć się ich ojca?

Z lodówki w mieszkaniu Trawnych zaczynają dobiegać niedwuznaczne odgłosy wydawane przez jedną z sąsiadek. Nie chcąc, by słyszały je dzieci, Tereska i Andrzej postanawiają przeprowadzić remont kuchni, który niespodziewanie kończy się... zakupem domu na wsi. Wkrótce z wizytą przybywa również teściowa, wielbicielka wszelkiej aktywności fizycznej. Wydawać by się mogło, że wspólny jogging to nic strasznego. Ale kiedy Tereska przypadkiem znajduje w lesie trupa wrednego sąsiada, trudno oczekiwać, żeby bieganie dobrze się jej kojarzyło. Kobiety niezwłocznie rozpoczynają własne śledztwo. Kto z mieszkańców ulicy Leśnej miał motyw, sposobność i warunki, by pozbyć się denata? I dlaczego zrobił z niego sajgonkę, zawijając w ten okropny buraczkowy dywan z ich garażu?

Bohaterowie, a właściwie bohaterki, bo to one wiodą prym w tej powieści, całkowicie podbiły moje serce. Marta Kisiel jak zwykle stworzyła postaci barwne, wyraziste i... po prostu takie, przy których od razu lepiej się robi w człowieka. Wyjątkowe i niezapomniane. Wybuchowa Tereska, która uwielbia spać i rozliczać podatki, a do tego wręcz nałogowo zjada kasztanki. Mira - nad wyraz aktywna teściowa, miłośniczka biegania i wyginania się w precel (czyt. joga) oraz zarośniętych męskich klat. Jest jeszcze Zoja, nowoczesna feministka i wielbicielka ekologii, konsekwentnie pilnująca, by jej brat, Maciejka, przejawiał jeszcze jakieś funkcje życiowe oprócz spania i grania w Minecrafta. Dodajmy do tego Andrzeja o usposobieniu labradora i suczkę Piña Coladę, zwaną też Pindzią, i mamy rodzinkę Trawnych w komplecie.

Akcja rozwijała się bardzo dynamicznie. Już od pierwszych stron było intrygująco, a przeprowadzka Trawnych do nowego domu dała początek całemu zatrzęsieniu niespodziewanych, zabawnych, a nawet mrożących krew w żyłach wydarzeń. Czołganie się w zaroślach i infiltracja sąsiadów to w zaistniałych okolicznościach niezbędne minimum. A próby ustalenia tożsamości "zbrodzienia" przy uporczywym akompaniamencie szpakowatego najeźdźcy wypadły po prostu genialnie.
"Dywan z wkładką" to przezabawna komedia kryminalna, która zapewniła mi wiele godzin świetnej rozrywki. Było intrygująco, zaskakująco i z dreszczykiem emocji, a do tego w towarzystwie mistrzowsko wykreowanych bohaterów. Mój wewnętrzny miłośnik krwawych zbrodni i poczucia humoru Marty Kisiel czuje się w pełni usatysfakcjonowany. Polecam z całego serca!
Zuzanna


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


środa, kwietnia 29, 2020

Seryjny morderca i eksperyment sprzed lat - "Poza granicą szaleństwa" Wojciecha Kulawskiego *Zuzanna*

Seryjny morderca i eksperyment sprzed lat - "Poza granicą szaleństwa" Wojciecha Kulawskiego *Zuzanna*
Autor: Wojciech Kulawski
Tytuł: Poza granicą szaleństwa
Liczba stron: 300
Wydawnictwo: CM


Kryminały uwielbiam właściwie od zawsze, więc gdy dostałam propozycję zrecenzowania czegoś nowego z tego gatunku, chętnie się tego podjęłam. Wprawdzie czas epidemii jakoś w moim przypadku nie sprzyja czytaniu, ale naprawdę dobra książka broni się sama. Niezależnie od warunków.

Warszawska policja znajduje ciało porażonego przez prąd mężczyzny. Wiele wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, lecz sekcja zwłok ujawnia pewien niepokojący szczegół. Wkrótce pod kołami tramwaju ginie tancerka walcząca o odzyskanie opieki nad córką. Odnaleziona przy niej figurka boga Min kieruje dochodzenie na zupełnie nowe tory. To jednak dopiero początek serii tajemniczych zabójstw, których z pozoru nic nie łączy. Czy to możliwe, by miały coś wspólnego z eksperymentem przeprowadzanym w szpitalu psychiatrycznym i morderstwem sprzed 30 lat?
Początkowo imiona i nazwiska bohaterów trochę mi się mieszały, ale z czasem udało mi się ogarnąć sytuację. Wprawdzie wciąż pojawiał się ktoś nowy i nawet autorowi zdarzały się pomyłki, ale ostatecznie mnogość postaci wyszła tej powieści na dobre. Dzięki nim wątków było tutaj na tyle dużo, by móc wciąż czymś zaskakiwać czytelnika i skutecznie przyciągać jego uwagę, nie powodując jednocześnie poczucia przytłoczenia nadmiarem informacji. 

Cały czas coś się działo, więc nie nudziłam się ani przez chwilę. Chociaż funkcjonariusze odkrywali nowe tropy, niewiadomych stale przybywało, a niemal wszystkie pytania pozostawały bez odpowiedzi. Autor do samego końca utrzymywał mnie w niepewności, podsycając ciekawość każdym, nawet najmniejszym strzępkiem informacji. Do ostatnich stron nie wiedziałam, kto za tym wszystkim stał i co nim kierowało. Takiego obrotu sytuacji zupełnie się nie spodziewałam, a to dla mnie olbrzymi plus. Kiedy udaje mi się domyślić wszystkiego już w połowie tekstu, odbiera mi to całą przyjemność z czytania kryminału.

Bohaterowie zostali wykreowani bardzo realistycznie. Funkcjonariuszom policji daleko do ideału, mają swoje wady, a błędy i życiowe upadki również nie są im obce. Dzięki nim bez problemu wczułam się w tę opowieść, a Tymon Foltyński, Rafał Trygar i Marzena Gibała szybko zyskali sobie moją sympatię. Było mi wręcz szkoda kończyć czytanie i chętnie sięgnęłabym po kolejną historię z ich udziałem.
"Poza granicą szaleństwa" to bardzo dobry polski kryminał, w którym nie brak silnych emocji, a trup ściele się gęsto. Wojciech Kulawski umiejętnie buduje akcję, trzymając czytelnika w napięciu i niepewności od początku powieści aż do jej ostatnich stron. Prowadzi go pewnie przez skomplikowaną, wielowątkową fabułę, by wreszcie zaskoczyć emocjonującym finałem. Mimo drobnych potknięć (imiona i interpunkcja), książka zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Miłośnikom kryminalnych historii szczerze polecam! 
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Autorowi!

środa, listopada 27, 2019

Nadciąga fala zła - "Powódź" Pawła Fleszara *Zuzanna*

Nadciąga fala zła - "Powódź" Pawła Fleszara *Zuzanna*
Autor: Paweł Fleszar
Tytuł: Powódź
Liczba stron: 216
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Księży Młyn



Wojskowy pragnący wyjaśnić okoliczności śmierci przyjaciela, choć ich drogi rozeszły się wiele lat temu. Kryminalna zagadka, która z każdym nowym elementem komplikuje się coraz bardziej. I fala zła przetaczająca się przez Kraków wraz z prawdziwą powodzią.

Kris przyjeżdża do Krakowa na wieść o samobójstwie dawnego przyjaciela. Choć od wielu lat nie utrzymywali ze sobą kontaktu, mężczyzna pragnie dowiedzieć się, co pchnęło go do tej decyzji. Nietypowy list pożegnalny ze zdjęciem nieznajomej dziewczyny o imieniu Zuza jeszcze wzmaga jego ciekawość. Tym bardziej, że wszystkie próby jej odnalezienia kończą się fiaskiem. Na horyzoncie pojawiają się kolejne wskazówki, a Kris zyskuje niespodziewanych sprzymierzeńców - zbuntowaną nastolatkę i jej znajomego hakera.
W "Powodzi" Pawła Fleszara nic nie jest oczywiste i chyba właśnie to najbardziej mnie w niej urzekło. Wydawałoby się, że im więcej wiemy, tym bliżej rozwiązania zagadki jesteśmy. Tymczasem tutaj kolejne elementy z początku w ogóle do siebie nie pasują i zamiast rozjaśniać sytuację, jeszcze bardziej ją komplikują. Pojawiają się coraz to nowe wątpliwości, główny bohater zaczyna się poważnie zastanawiać, kim tak właściwie był jego przyjaciel i czy kiedykolwiek naprawdę go znał. Znajduje dowody, które każą mu wątpić we wszystko, a jednocześnie utwierdzają w przekonaniu, że tylko on jest w stanie dotrzeć do sedna tej pokręconej i śmiertelnie niebezpiecznej historii.
Prosty, lekki styl pomaga skupić całą uwagę czytelnika na fabule i jej licznych zawiłościach. Każdy dzień stanowi odrębną, wydzieloną część. Rozpoczyna się kartką z kalendarza i wyborem kilku artykułów, głównie tych związanych z powodzią, ale nie tylko. Znajdziemy tam również teksty dotyczące m.in. samobójstw, darknetu czy handlu ludźmi. Autor prowadzi narrację sprawnie, bez zbędnych opisów czy przydługich przemyśleń bohaterów, które spowalniałyby akcję. Trzyma w napięciu aż do końca i chociaż pozwala domyślić się paru rzeczy, skrzętnie pilnuje, by rozwiązanie zagadki było jedną wielką niespodzianką.
Jeśli lubicie dobrze napisane kryminały, w których nie domyślicie się wszystkiego w połowie książki, "Powódź" Pawła Fleszara przypadnie do gustu i Wam. Z początku sądziłam, że jestem w stanie przewidzieć, co się wydarzy, ale z każdym kolejnym rozdziałem byłam coraz mniej pewna, co tak naprawdę zaszło i czego się jeszcze spodziewać. Dałam się bardzo pozytywnie zaskoczyć już po raz drugi (najpierw była "Wyśniona jedenastka") i z pewnością nie ostatni. Szczerze polecam!
Zuzanna


Wyzwania:

czytam bo polskie wyzwanie czytelnicze

sobota, czerwca 15, 2019

Każdy ma coś na sumieniu - "Kredziarz" C.J. Tudor *Natalia*

Każdy ma coś na sumieniu - "Kredziarz" C.J. Tudor *Natalia*

Autor: C.J. Tudor
Tytuł: Kredziarz
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Czarna Owca

W dzieciństwie prawdopodobnie każdy bawił się kredą. Ja na przykład malowałam z koleżankami różne obrazki na szkolnym boisku. Niewinna zabawa, prawda? Nigdy bym nie pomyślała, że coś takiego mogłoby prowadzić do złego. 

W 1986 roku dochodzi do tragedii. W lesie dwunastoletni chłopcy znajdują poćwiartowane ciało dziewczynki. Na miejsce zaprowadziły ich rysunki narysowane za pomocą kredy. Takich samych używali do komunikowania się. Trzydzieści lat później Ed dostaje kopertę, a w niej kredę i rysunek wisielca. Zaczyna się niewinnie, tak samo jak w 1986, jednak czy skończy się podobnie?

Akcja na przemian dzieje się w 1986 i 2016 roku. Dzięki temu możemy poznać historię zarówno z punktu widzenia wchodzącego w wiek dojrzewania dziecka, jak i doświadczonego mężczyzny. Podobnie jest w przypadku całej paczki Eda. Pojawia się coraz więcej pytań, czytelnik musi zastanowić się nie tylko nad tym, kto zabił, ale także dlaczego. Całość jest jeszcze bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Każdy bohater ma coś na sumieniu, bagaż emocjonalny, wnosi coś do fabuły, nikt nie został pominięty, każdego dopada przeszłość. "Kredziarz" już od pierwszych stron wciąga. A zakończenie? Totalnie wgniotło mnie w fotel. Jednak po pewnym czasie odniosłam wrażenie, że autorka nie wiedziała, jak rozwinąć pewne wątki, więc po prostu przemilczała je. Konkretnie chodzi mi o rysunki kredą. Są one wskazówkami prowadzącymi do ciał. Kto je narysował? Po co chciałby, by ktoś odkrył zbrodnię? Nic nie zostaje wyjaśnione. I to jest sporym minusem, który został pominięty w samym rozwiązaniu zagadki. 

Widać też mocną inspirację Kingiem. Małe zamknięte miasteczko, nic się nie dzieje, dopóki nie pojawia się obcy. Paczka przyjaciół mająca tajemnice, akcja dziejąca się wśród lokalnej społeczności. Nigdy nie czytałam żadnej z książek Kinga, więc nie przeszkadza mi ten schemat. Okładka to coś cudownego. Szczególnie grzbiet. Napisy, ludziki wydają się naprawdę być z kredy. Gdy przyniosłam książkę do szkoły, to moje koleżanki zaczęły się właśnie w pierwszej kolejności nim zachwycać. Nawet moja pani od rosyjskiego powiedziała, że jest fajny :D

Każdy czyn ma swoje konsekwencje, również błahostka może doprowadzić do nieszczęśliwego zdarzenia. Nawet jeśli działamy w dobrej wierze. Dlatego najpierw warto przemyśleć to, co się zamierza zrobić. Tego nauczyła mnie ta książka. Polecam ją przede wszystkim fanom Kinga i mrocznych historii.

                                   
                                                                                                                    Natalia

sobota, kwietnia 13, 2019

Masz osiem wcieleń, by znaleźć mordercę - "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" Stuarta Turtona *Zuzanna*

Masz osiem wcieleń, by znaleźć mordercę - "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" Stuarta Turtona *Zuzanna*
Autor: Stuart Turton
Tytuł: Siedem śmierci Evelyn Hardcastle
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Albatros
Premiera: 27 lutego 2019

Goście przybywają do zaniedbanego, oddzielonego od reszty świata gęstym lasem Blackheath. W 19. rocznicę makabrycznej zbrodni trwają przygotowania do organizowanego przez Lorda i Lady Hardcastle balu maskowego. Udział w nim mają wziąć te same osoby, które w owym czasie również przebywały na terenie posiadłości. Skomplikowana zagadka kryminalna i jeden dzień rozgrywający się wciąż na nowo. Jak wiele razy trzeba będzie go przeżyć, by odkryć tajemnicę śmierci Evelyn?
Przez ciemny las biegnie mężczyzna. Nie wie, kim jest ani jak się tam znalazł. Pamięta tylko imię. Anna. Gdy słyszy huk wystrzału, jest przekonany, że nie zdoła jej już pomóc. W końcu udaje mu się dotrzeć do posiadłości, gdzie zostaje rozpoznany jako jeden z gości zaproszonych na przyjęcie. Szybko okazuje się, że utrata pamięci to jego najmniejsze zmartwienie. Po spotkaniu z tajemniczą zamaskowaną postacią, sytuacja komplikuje się coraz bardziej. Doktor Dżuma uświadamia mu, że znalazł się tu w konkretnym celu. O 11 wieczorem Evelyn zginie. Jego zadaniem jest odkrycie, kim jest morderca. Ma na to osiem dni i osiem różnych wcieleń. Każdego ranka będzie się budził w ciele innej osoby, dopóki nie wskaże winnego. Jeśli nie uda mu się tego dokonać przed wyznaczonym terminem, jego wspomnienia zostaną wymazane, a cały cykl rozpocznie się od nowa.
Jeśli chodzi o kryminały, niewiele potrafi mnie jeszcze zaskoczyć, ale powieść Stuarta Turtona zdołała tego dokonać i to kilkakrotnie! Bohater uwięziony w jednym miejscu i zmuszony do przeżywania w kółko tego samego dnia, to dla mnie ogromnie intrygujący motyw. Dodajmy do tego jeszcze morderstwo, świetnie skonstruowaną intrygę, niewyjaśnione tajemnice sprzed lat, żądnego krwi Lokaja oraz dwoje konkurentów, którzy również starają się rozwiązać zagadkę i opuścić Blackheath. Niespodziewanych zwrotów akcji nie brakuje, niewiadome mnożą się jak grzyby po deszczu. Nim się spostrzegłam, całkowicie wsiąkłam w tę historię, a ostatnie rozdziały okazały się tak ekscytujące, że nie mogłam się od nich oderwać. Choć jedna z moich teorii częściowo się sprawdziła, koniec końców autor i tak zaserwował zakończenie, jakiego zupełnie się nie spodziewałam.
Już sama kreacja głównego bohatera zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Nie wiemy o nim niemal nic. Pozbawiony własnych wspomnień i osobowości, kształtuje siebie na nowo, choć z każdym następnym wcieleniem przychodzi mu to trudniej. Budzi się w ciałach kolejnych osób, ale ma nad nimi coraz mniejszą kontrolę. Silne charaktery nie pozostają bez wpływu na jego zachowania i decyzje. Mimo że niekiedy pozwalają mu dostrzec coś więcej, musi pilnować się na każdym kroku. Z czasem bowiem nawet odróżnienie ich myśli i wspomnień od jego własnych zaczyna być problematyczne. Równie intrygujące były dla mnie postaci Anny i Doktora Dżumy, choć wśród osób goszczących w Blackheath nie znalazła się chyba ani jedna, która nie skrywałaby jakiegoś mrocznego sekretu.
"Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" to nie tylko powieść fascynująca, trzymająca w napięciu i zgrabnie napisana, ale również bardzo starannie wydana. Minimalistyczna okładka prezentuje się stylowo i elegancko, a szczegółowo rozrysowany plan posiadłości, jaki znajdziemy wewnątrz, jeszcze dodaje tej książce uroku. Do korekty nie mam niemal żadnych zastrzeżeń, co ostatnimi czasy rzadko mi się zdarza, choć do tej pory zachodzę w głowę, czy sformułowanie "coraz to ciekawiejsze i ciekawiejsze" było tutaj zabiegiem celowym czy zwykłym błędem.
Powieść Stuarta Turtona zachwyciła mnie nie tylko zręcznie skonstruowaną intrygą czy interesującą koncepcją głównego bohatera, ale również osadzeniem całej akcji w tak idealnie mrocznej, tajemniczej i pełnej niebezpieczeństw scenerii, gdzie każdy ciemny kąt może kryć uzbrojonego w nóż szaleńca. Ceną wolności jest rozwiązanie jednej zagadki, ale na tę jedną składa się tysiąc innych. Mimo że każda uzyskana odpowiedź w jakiś sposób przybliża nas do celu, wyzwala jednocześnie lawinę kolejnych pytań, które domagają się natychmiastowej odpowiedzi. Trup ściele się gęsto, tajemnice mnożą, a czasu wciąż ubywa. Dla takich emocji warto rzucić wszystko inne. Po "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" powinien sięgnąć każdy wielbiciel kryminałów. Szczerze polecam!
Zuzanna

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję portalowi JakKupować.pl!


Wyzwania:

piątek, lutego 22, 2019

Agatha Christie w wersji light - "Zagadka trzech czwartych" Sophie Hannah *Zuzanna*

Agatha Christie w wersji light - "Zagadka trzech czwartych" Sophie Hannah *Zuzanna*
Autor: Sophie Hannah
Tytuł: Zagadka trzech czwartych
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Agatha Christie to od lat moja ulubiona autorka kryminałów, swego czasu przeczytałam ich całe mnóstwo. Rozwiązania jej zagadek niezmiennie mnie zaskakiwały, właściwie tylko raz udało mi się trafnie odgadnąć, kim był morderca. Kiedy otrzymałam książkę Sophie Hannah, której powierzono kontynuowanie przygód słynnego Herkulesa Poirot, musiałam się przekonać, czy okaże się równie dobra.
Do belgijskiego detektywa przychodzi zdenerwowana kobieta. Twierdzi, że otrzymała od niego list oskarżający ją o zamordowanie niejakiego Barnaby Pandy'ego. Problem w tym, że Poirot niczego takiego nie wysłał, a o tajemniczym mężczyźnie nigdy wcześniej nie słyszał. Oburzona dama nie daje mu jednak dojść do słowa. Sytuacja powtarza się jeszcze trzykrotnie. Cztery osoby - wnuczka Pandy'ego oraz troje ludzi z pozoru niemających z nim żadnych powiązań - zostają oskarżone o morderstwo przez kogoś, kto podaje się za Herkulesa Poirot. Chociaż śmierć mężczyzny została oficjalnie uznana przez policję za tragiczny wypadek, zaintrygowany detektyw postanawia przyjrzeć się tej dziwnej sprawie.

Początek powieści zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Dostajemy czworo podejrzanych. Wydaje się, że nic ich nie łączy, a trzy osoby utrzymują nawet, że w ogóle nie znają ofiary. Co więcej, nikt oprócz tajemniczego autora listów zdaje się nie wierzyć w inną wersję wydarzeń niż nieszczęśliwy wypadek. Sprawa 94-latka, który zasnął w wannie i utonął, raczej nie wzbudza podejrzeń. Z czasem jednak sytuacja coraz bardziej się komplikuje. Pytań i niejasności wciąż przybywa, a każde alibi da się podważyć. Gdy w grę wchodzą tak silne emocje, jak miłość i nienawiść, każdy scenariusz staje się możliwy. Poirot rozpoczyna nierówny wyścig z czasem. Rozwiąże zagadkę na czas czy może tym razem trafi na godnego siebie przeciwnika?
Samą postać Poirota odebrałam jako w miarę zgodną z oryginałem stworzonym przez Agathę Christie, choć w kilku przypadkach miałam wątpliwości, czy rzeczywiście zachowałby się on w sposób opisany przez Sophie Hannah. Wydaje mi się, że jako postać żywiąca tak głębokie przekonanie o swojej wyjątkowości i nieomylności, nie zastanawiałby się ani chwili nad zaangażowaniem się w tę sprawę. Fakt, iż ktokolwiek ośmielił się podszywać pod niego i przypisywać mu treść listu tak niestarannie i nieumiejętnie sformułowanego, odebrałby raczej jako osobisty afront. Od samego początku dołożyłby wszelkich starań, by odnaleźć człowieka, ze strony którego spotkała go tak wielka zniewaga. Nie sądzę również, żeby dał się przekonać do spróbowania ciasta przyniesionego w czyjejkolwiek kieszeni. Choć to drobny, niewiele znaczący szczegół, niezbyt pasuje do słynnego belgijskiego detektywa.

Wyznacznikiem dobrze skonstruowanej powieści kryminalnej jest dla mnie przede wszystkim poprowadzenie fabuły w taki sposób, żeby rozwiązanie zagadki było nie tylko przekonujące i logicznie umotywowane, ale także zaskakujące. W przypadku książek Agathy Christie winna okazywała się zawsze osoba, którą podejrzewałam najmniej, a mimo to motywy jej działania za każdym razem wyjaśniane były tak drobiazgowo, że rozwiewały wszelkie wątpliwości. Ogromnie mi się to w jej powieściach podobało. Czy Sophie Hannah również udało się osiągnąć taki spektakularny efekt? Niestety nie. Gdy najwięcej podejrzeń kieruje się w stronę dwóch osób, a wina jednej z nich wydaje się tak oczywista, że aż razi w oczy, dość łatwo trafnie wytypować przestępcę.

"Zagadka trzech czwartych" to ciekawie napisana powieść kryminalna w stylu Agathy Christie, z wykorzystaniem stworzonej przez nią postaci słynnego belgijskiego detektywa. Jest intrygująco, tajemniczo, a akcja płynnie posuwa się do przodu. W miarę jak na światło dzienne wychodzą kolejne rewelacje dotyczące zamieszanych w sprawę osób, pytania się mnożą, a odpowiedzi wciąż brakuje. Chociaż przez większość czasu nie odczuwałam zbytnio, że czytam coś, co nie wyszło spod pióra królowej kryminału, Poirota w Poirocie było jakby trochę mniej, a i zakończenie nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Powieść Sophie Hannah okazała się całkiem dobra, ale moim zdaniem do pierwowzoru jeszcze sporo jej brakuje.
Zuzanna


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!
Wyzwania:

środa, lutego 13, 2019

[PRZEDPREMIEROWO] "Cienie Nowego Orleanu" Macieja Lewandowskiego *Natalia*

[PRZEDPREMIEROWO] "Cienie Nowego Orleanu" Macieja Lewandowskiego *Natalia*

Autor: Maciej Lewandowski
Tytuł: Cienie Nowego Orleanu
Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Uroboros

Zwykle nie czytam książek polskich autorów, nigdy nie przypadły mi do gustu. Ale są wyjątki, np. Aneta Jadowska, której twórczość bardzo mi się podoba. "Cienie Nowego Orleanu" zaciekawiły mnie opisem i pomyślałam, że to może być kolejna dobra powieść. Niestety, trochę się zawiodłam.

John Legrasse to stary nowoorleański policjant. Dostaje sprawę, która wywraca jego życie o 180 stopni. W kryjówce przemytników znajduje okaleczone, zmaltretowane kobiece ciało. To przypomina mu o dawnym śledztwie dotyczącym pewnej sekty. Nie mogąc o tym zapomnieć, postanawia sam rozwiązać obydwie zagadki. W Nowym Orleanie, gdzie magia jest na wyciągnięcie ręki, nawet największy niedowiarek w nią uwierzy.

Sama nie wiem, co mam o niej napisać. Z jednej strony podobała mi się, a z drugiej zabrakło mi w niej czegoś, nie tego się spodziewałam. Ale zacznijmy od początku. Rozpoczęcie było mocne, trzymające w napięciu i zachęcające do dalszego czytania. Potem, gdzieś przed środkiem, akcja zaczęła zwalniać. Bohater chodził od baru do podziemi i rozmawiał ze znajomymi odnośnie śledztwa. Były tam niespodziewane wydarzenia, ale jak dla mnie mogłoby być ich więcej. Pod koniec akcja nabrała tempa, dlatego też czytałam z ogromną ochotą. Kolejna sprawa to opisy. Kiedy autor relacjonował walkę, czułam się jakbym brała w niej udział. Czasem dłużyły mi się fragmenty dotyczące różnych miejsc, ale generalnie były w porządku. Nie zabrakło też opisów zwłok, nie dla osób mocno wrażliwych.

Co do bohaterów. Legrasse według mnie ma problemy z agresją i alkoholem. Gdy tylko gdzieś się pojawił, musiał z kimś się bić. Raz nawet nie patrzył na to, że gość może mu się przydać, tylko zatłukł go na śmierć. To też człowiek wyniszczony przez pracę. Trudne doświadczenia nie pozwalają mu normalnie funkcjonować. Nawet po wszystkim nie wygląda na to, by odzyskał spokój ducha. Przez powieść przewinęło się mnóstwo postaci: gangsterzy, agenci specjalni, wiedźmy, byli policjanci - oni wszyscy mają swoje zadania, nadają charakteru i sprawiają, że całość jest bardziej wciągająca.

Myślałam, że bohater będzie czytał jakieś stare księgi, pisma dotyczące bóstwa. Niestety nie było tu tego. Zakończenie mnie nie powaliło, spodziewałam się czegoś zaskakującego, co zwali z nóg. Wkurzyłam się, ponieważ autor zapomniał skończyć pewnego wątku. Wymyślił postać, która została ranna, a potem porzucił ją, nawet w finale nie wspomniał o niej choć słowem.

Czasu spędzonego z tą książką nie uważam za stracony. Podobała mi się, ale mogła być lepsza. Wiele elementów wymaga poprawy. Nadal jestem rozczarowana zakończeniem. I zła za zapomnienie o jednym z bohaterów. Być może fani poprzednich książek autora odnajdą się w niej. 
Natalia

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!


sobota, sierpnia 18, 2018

"Czarna Samica Kruka. Po Tamtej Stronie Świadomości" Dariusza Pawłowskiego [CZARNA SAMICA KRUKA #2] *LostGirl*

"Czarna Samica Kruka. Po Tamtej Stronie Świadomości" Dariusza Pawłowskiego [CZARNA SAMICA KRUKA #2] *LostGirl*
Autor: Dariusz Pawłowski
Tytuł: Czarna Samica Kruka.
Po Tamtej Stronie Świadomości
Cykl: Czarna Samica Kruka, tom 2
Liczba stron: 115


O cyklu Czarna Samica Kruka słyszałam bardzo dawno. Niestety nie miałam okazji się z nią zapoznać. Pewnego dnia otrzymałam wiadomość od autora z zachętą, by sięgnąć po drugi tom, a dodatkowo zapewnił mnie, że nie muszę znać poprzedniego, by zrozumieć fabułę. Pomyślałam: czemu nie i tak oto przedstawiam Wam "Czarną Samicę Kruka. Po Tamtej Stronie Świadomości". 
Komisarz Eryk Osowki prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa. Doszło do niego w starej kamienicy, w dzielnicy Praga. To dopiero początek. Wkrótce dowiadujemy się o kolejnych morderstwach, które w jakiś sposób są ze sobą powiązane. 
Od razu ostrzegam, że nie jest to książka dla wrażliwych osób. Znajdziecie w niej bardzo dokładnie opisane ofiary, sekcje zwłok, sposób zabicia, wulgarny język, a jakby tego było mało, wątki gwałtu. Co do plusów i minusów, to zacznę od tych pierwszych. Ciekawa fabuła, rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach. Dzięki temu książka nie była monotonna. Druga rzecz, która mi się podobała, to bohaterowie. Są realistyczni i nie denerwują. Jedyne, co mi w nich przeszkadzało, to to, że tyle przeklinają. I ostatni plus, czyli zakończenie. Zostawiło mnie z wieloma pytaniami i z cichym głosem w głowie, by w przyszłości sięgnąć po kolejny tom. Język autora, nie wiem gdzie umieścić. Chwilami bardzo prosty, a innym razem bogaty w metafory. Nie podobał mi się właśnie ich przesyt. Opisy były ciekawe, ale zdecydowanie za długie i zbyt szczegółowe. Większość drastyczna, przez co po przeczytaniu nie zaczynałam kolejnego rozdziału, a przestawałam, by wszystko przyjąć na spokojnie. 
Mam mieszane odczucia co do tej książki. Podobało mi się, ale coś czuję, że to jednak nie dla mnie. Zbyt brutalne i drastyczne. Polecam osobom o mocnych nerwach i niewrażliwym. A także zalecam, by nie czytać tego wieczorem, bo potem w nocy Wasza wyobraźnia może płatać figle.
LostGirl




O pierwszym tomie przeczytacie tutaj :)


Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger