sobota, maja 29, 2021
Świat na skraju wojny z demonami – „Siostra gwiazd” Marah Woolf [TRZY CZAROWNICE #1] *Zuzanna*
wtorek, maja 18, 2021
"Umiesz liczyć? Licz na siebie" – "Cień utraconego świata" Jamesa Islingtona [Trylogia Licaniusa#1] *Natalia*
To świat, w którym magia jest znienawidzona. To świat, który chyli się ku upadkowi. Z północy nadciąga zagrożenie, o jakim nikomu się nie śniło. Wizje zagłady zostały już dawno zapomniane, a nowe wydają się stekiem bzdur. Jedyny ratunek to właśnie wzgardzona przez wszystkich moc. Czy uda się pokonać panującą od lat nienawiść i zjednoczyć w obliczu apokalipsy?
Davian to młody chłopak, uczeń jednej ze szkół, w której Obdarzeni uczą się panować nad swoimi zdolnościami. Na dzień przed Próbami – egzaminami, które mają udowodnić, że podołali trudowi okiełznania magii – zostaje zmuszony do opuszczenia jedynego domu i wyruszenia na północ kraju. Nie otrzymuje jasnych wytycznych, co ma zrobić. Wie jedynie, że coś pokieruje go w odpowiednie miejsce w wyznaczonym czasie. Niewiele myśląc, chłopak opuszcza mury placówki i wyrusza w świat z misją.
Mogłoby się wydawać, że ponad 800 stron przeraża, ale od początku czyta się tę książkę z zapałem. Autor już w pierwszym rozdziale rzuca czytelnika w wir wydarzeń. Nie ma żmudnego wstępu, przez który, jak ja to mówię, trzeba się po prostu przebić. Ciągle coś się dzieje, nie ma nudy. Pojawiają się nowe postacie, kolejne tajemnice, a także zwroty akcji. Wyjaśnienia dotyczące systemu magii otrzymujemy w trakcie, a nie podane na tacy. I wystarczy tylko czytać uważnie, a wszystko się rozjaśni. Podczas czytania doszłam do wniosku, że inspiracją do napisania tej powieści były książki Sandersona – trudna sytuacja polityczna, zagrożenie, system magiczny. Przy ostatnim punkcie muszę przyznać, że ten opisany w "Cieniu utraconego świata" jest zdecydowanie prostszy niż w np. cyklu "Ostatnie Imperium".
Jeśli chodzi o bohaterów, to autor również się postarał. Nie są bezbarwni, bez historii i nie grają roli tła. Nie tylko Davian zasługuje na uwagę czytelnika i to nie on zawsze gra pierwsze skrzypce. Jego przyjaciele – Wirr i Asha – również mają swoje przeżycia oraz zadania do wykonania. Podoba mi się to, że przebieg wydarzeń i to, jaki one będą miały wpływ na przyszłość, nie zależy tylko od głównego bohatera. Całe trio jest tak samo ważne. Co do reszty – bardzo chciałabym Wam poopowiadać więcej, ale nie chcę za bardzo spojlerować. Dodam jedynie, że mam nadzieję, iż pojawi się więcej czarnych charakterów. Bo przecież nie wszyscy są dobrzy, prawda?
"Cień utraconego świata" to naprawdę świetny debiut. Po samej objętości książki można się domyślić, ile pracy włożył autor w jej stworzenie. I mimo tak ogromniej ilości stron, powieść czyta się jednym tchem, a z każdym rozdziałem chce się więcej. Samo wydanie, mapka, rysunki w środku dodają uroku. Polecam fanom fantastyki oraz osobom, które szukają czegoś naprawdę dobrego. Nie mogę się doczekać, kiedy kolejny tom trafi w moje łapki.
Natalia
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów!
czwartek, maja 06, 2021
Zapowiedzi wydawnicze – maj 2021
James Islington
wyd. Fabryka Słów
Premiera: 5 maja 2021
Ottessa Moshfegh
wyd. Pauza
Premiera: 5 maja 2021
Tamim Ansary
wyd. Dolnośląskie
Premiera: 5 maja 2021
Córy ziemi
Alaitz Leceaga
wyd. Albatros
Premiera: 5 maja 2021
Przeklęta ziemia
Hiszpański region La Rioja, 1889 rok. Plotka głosi, że winnice Las Urracas zostały obłożone klątwą, bo od lat dręczy je susza. Kiedy sąsiednie posiadłości rosną w siłę, Gloria może tylko bezradnie patrzeć, jak mija kolejny rok bez zbiorów w winnicy jej ojca.
Kobieta, która chce walczyć o władzę
Nadchodzi czas, kiedy Gloria będzie musiała stanąć na czele rodzinnego interesu. I zdecyduje się wypowiedzieć wojnę innym właścicielom winnic, którzy nie wyobrażają sobie, że mogliby konkurować z kobietą. Tym bardziej taką, która śmie kwestionować ich władzę.
Tajemnica, która musi zostać wydobyta z cienia
Z pomocą swoich sióstr Gloria podejmie walkę o przywrócenie dawnego blasku rodzinnemu majątkowi. Aby to zrobić, będzie musiała poznać sekrety od lat ukryte w zamkniętych sypialniach domostwa i na martwych polach winnic.
To powieść o kobietach, które w cieniu przekleństwa walczą o należne im miejsce.
Wiła. Czarny stawRobert Ziębiński
wyd. Słowne
Premiera: 5 maja 2021
Alessio Puleo
wyd. MUZA
Premiera: 12 maja 2021
Alice Basso
wyd. Kobiece
Premiera: 12 maja 2021
Siri Pettersen
wyd. Rebis
Premiera: 18 maja 2021
Magdalena Zimniak
wyd. Prozami
Premiera: 18 maja 2021
Mateusz Baczyński, Janusz Schwertner
wyd. Znak
Premiera: 19 maja 2021
A.C. Gaughen
wyd. Uroboros
Premiera: 19 maja 2021
Magda Stachula
wyd. Edipresse
Premiera: 19 maja 2021
Santa Montefiore
wyd. Świat Książki
Premiera: 19 maja 2021
Michał Paweł Urbaniak
wyd. Mova
Premiera: 19 maja 2021
Remigiusz Mróz
wyd. Filia
Premiera: 19 maja 2021
P.C. Cast, Kristin Cast
wyd. Jaguar
Premiera: 19 maja 2021
Tamora Pierce
wyd. Poradnia K.
Premiera: 19 maja 2021
Małgorzata Nowodworska
wyd. Novae Res
Premiera: 24 maja 2021
Karina Sainz-Borgo
wyd. Zysk i S-ka
Premiera: 25 maja 2021
Laura Imai Messina
wyd. Sonia Draga
Premiera: 26 maja 2021
Grzegorz Bobin
wyd. Novae Res
Premiera: 27 maja 2021
niedziela, kwietnia 25, 2021
Diabelskie ciastko cynamonowe? A może migdałowa laseczka wspomnień? – "Piekarnia czarodzieja" Gu Byeong-Mo *Natalia*
Magia to niebezpieczna rzecz. Każdy o tym wie, a jednak wciąż nas do niej ciągnie. Bo ciągle wierzymy, że można zrzucić z siebie odpowiedzialność i uniknąć konsekwencji. Chcemy dowieść, że nie musimy brudzić sobie rąk, męczyć się, szukać rozwiązań. Przecież można uciekać i uciekać, tylko co z tego, skoro znikniemy tylko na chwilę?
Nasz bohater to młody chłopak. W wieku sześciu lat został porzucony przez matkę na stacji kolejowej, a przez kilkanaście następnych musiał znosić macochę i jej córkę. Czara goryczy przelewa się, kiedy oskarża się go o przestępstwo, co skutkuje ucieczką z domu. Nie wiedząc, gdzie może się udać, biegnie do pobliskiej piekarni. Znajduje tam schronienie, a także poznaje sekrety tego miejsca. Czy pobyt właśnie tam pomoże mu uporać się z przeszłością i znaleźć siłę, aby ruszyć do przodu?
Muszę przyznać, że jest to moje pierwsze spotkanie z literaturą koreańską, a już czuję, że chcę ich więcej. Ta książka jest wspaniała od początku do końca. Klimat jest nie do opisania, moim zdaniem po prostu się go czuje od pierwszych stron. Smaczki, takie jak brak imienia głównego bohatera, niedopowiedzenia, pogłębiają tajemniczą atmosferę. Autorka ma lekkie pióro oraz bogaty język. Opisy nie nudzą, są tak realistycznie napisane, że czułam, jakbym była tam razem z bohaterami. Dodatkowo sam koncept na baśń według mnie jest niespotykany, co tylko zachęca do czytania.
Można pokusić się o stwierdzenie, że to cukierkowa historia, jednak skłamałabym. Moim zdaniem to nie jest książka dla dzieci i dla niezbyt dojrzałej młodzieży. I nie mam pojęcia, dlaczego została umieszczona w kategorii "Young". Porusza naprawdę trudne tematy, takie jak: samobójstwo, molestowanie seksualne, choroby psychiczne, życie w patologicznej rodzinie. Od początku losy młodego bohatera są naznaczone cierpieniem. Poza wymienionymi wcześniej motywami pokazuje też życie od brutalnej strony. To nigdy nie była i nie będzie kolorowa bajka. Nie zrzucimy odpowiedzialności za swoje życie na kogoś. Nie wymigamy się od konsekwencji naszych czynów.
piątek, kwietnia 16, 2021
Handel ludźmi, porwania i zaginione dzieła sztuki – "Syryjska legenda" Wojciecha Kulawskiego *Zuzanna*

Autor: Wojciech Kulawski
Tytuł: Syryjska legenda
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: CM
Skarby zrabowane przez nazistów podczas drugiej wojny światowej, porwania, handel żywym towarem, a do tego jeszcze islamscy ekstremiści – fabuła Syryjskiej legendy Wojciecha Kulawskiego zapowiadała się niezwykle ekscytująco. Czasem jednak sam pomysł to nie wszystko, a ewidentne braki w korekcie i redakcji tekstu potrafią zepsuć nawet najlepszą książkę.
Ekipa szwajcarskich archeologów wyrusza do Syrii na poszukiwanie zaginionych dzieł sztuki. Do celu mają ich doprowadzić wskazówki zaszyfrowane na dwudziestu trzech tajemniczych kartach. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, iż zapisano je w języku pragermańskim. Tymczasem profesor Bertrand Cologne, zatrudniony w ośrodku badawczym CERN, konstruuje urządzenie zwane magnetronem. Jak się okazuje, może ono posłużyć nie tylko celom naukowym. Do czego posuną się handlarze ludźmi, by zdobyć ten wynalazek? I czy ktokolwiek zdoła wyjść z tego cało?Autor już na samym początku mocno mnie zaintrygował. Działo się naprawdę wiele. Od sceny szaleńczej jazdy przez pustynię, poprzez walki w argentyńskim więzieniu, aż po wyjawioną na łożu śmierci tajemnicę i porwanie. Z czasem akcja nabierała coraz większego tempa. Przed uczestnikami wyprawy piętrzyły się kolejne problemy, a przestępcy krok po kroku realizowali swój plan, nie cofając się przed niczym. Eskalacja konfliktu pomiędzy zwolennikami syryjskiego prezydenta i ekstremistami dążącymi do utworzenia Państwa Islamskiego sprawiła, że cała ta historia stała się jeszcze bardziej ekscytująca.Mimo że na brak wrażeń narzekać nie mogłam, przebrnięcie przez tę książkę okazało się dla mnie nie lada wyzwaniem. Okropnie raziła mnie źle zrobiona korekta. Niewłaściwą interpunkcję czy literówki potrafię jeszcze zrozumieć, w końcu każdy może coś przeoczyć. Ale błędy ortograficzne to już moim zdaniem przesada. Tymczasem znalazły się tutaj takie "kwiatki", jak "strzeliste wierze" i "choć tutaj" w formie wydanego komuś polecenia. Pojawiła się też pewna "kobieta z polski", "dwójka mężczyzn", "przewalanie oczyma", a nawet wzmianka o "szemranym świadku", w którym to tkwiła część przewijających się przez tę opowieść postaci... Poza tym irytowały mnie wszechobecne powtórzenia. To samo słowo pojawiające się pięć razy na jednej stronie? Żaden problem. Podobnie zresztą jak rozpoczynanie i kończenie zdania w ten sposób: "Archeolodzy nie wiedzieli, czy dziwne zachowanie profesora było jego cechą wrodzoną, czy reagował w ten sposób na kartki przyniesione przez archeologów".Choć wspomniane wyżej błędy odebrały mi najwięcej przyjemności z lektury, przeszkadzało mi coś jeszcze. Niektóre momenty wydawały się zbyt naciągane, a przez to wyjątkowo mało realistyczne. Chociażby ta, gdzie podczas strzelaniny w hotelowym pokoju starszemu profesorowi udaje się osłonić przed nadlatującą kulą przy pomocy krzesła. Mamy też na przykład taką sytuację, że uciekająca przed napastnikami dziewczyna rzuca się przez okno, rozbijając przy okazji szybę własnym ciałem, ląduje na palmie, zsuwa się po pniu na ziemię i – jak gdyby nigdy nic – zaraz biegnie sobie dalej. Wprawdzie tego typu sceny nie raziły mnie aż tak bardzo (choć przyznam, że noszenie granatów w kieszeni marynarki to dla mnie dość zaskakujący zwyczaj), uważam jednak, że autora stać na coś więcej. O wiele więcej.Syryjska legenda bez wątpienia dostarczyła mi mnóstwa wrażeń. Zarówno tych lepszych (pomysłowość Wojciecha Kulawskiego chyba nie zna granic), jak i gorszych (cała gama różnorakich błędów). Wyjątkowo kiepska korekta sprawiła, że tę powieść czytało mi się z wielkim trudem. Szkoda, bo moim zdaniem miała naprawdę ogromny potencjał. Mogła stać się bestsellerem wartym ekranizacji. Właściwa współpraca ze strony wydawnictwa może zdziałać cuda, ale może również wiele zepsuć. Ja czuję się zawiedziona, ale jeśli Wam błędy nie przeszkadzają i cenicie sobie emocjonujące historie z wartką akcją – możecie zaryzykować.Zuzanna
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Autorowi!
poniedziałek, kwietnia 12, 2021
"Tańczę w Jasności. W Światłości" – "Twoja światłość" Annalie Grainger *Natalia*
Według danych z 2020 roku w Polsce liczba zaginionych kształtowała się na poziomie 15 tysięcy osób. Jest to wynik mniejszy w porównaniu do ubiegłych lat, ale wciąż przerażający. Przejrzenie stron, statystyk naprawdę daje do myślenia. Giną ludzie w każdej grupie wiekowej. Nie wyobrażam sobie żyć w ciągłym strachu o bliską osobę, nie wiem, czy bym sobie z tym poradziła. A jak dała sobie z tym radę Lili?
Mija już czwarty miesiąc od zaginięcia Melli – siostry naszej głównej bohaterki. Nastolatka jest zrozpaczona, nie wie, co może jeszcze zrobić, aby odnaleźć dziewczynę. Promyczkiem nadziei staje się Alice – mała dziewczynka uratowana podczas okropnej pogody. Dziecko opowiada Lili o wspólnocie nazywanej Siostrzeństwem Światłości, do której należała. W co tym razem wpakowała się Mella? Czy Lili uda się uratować siostrę?
Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. Wiecie, zaginięcie, sekta, tajemnicza dziewczynka, zapowiadało się na całkiem udaną książkę. Co otrzymałam? Obok thrillera to nawet nie stało, śmierdzi tak typową młodzieżówką, że o panie. Autorka posługuje się łatwym językiem, dosyć szybko się czyta. Pojawiają się jakieś zwroty akcji i to w sumie tyle. Niektóre momenty można wyrzucić albo chociaż skrócić, albo dodać coś ciekawszego, np. wydarzenia w domu Lili. Niezmiernie mi się dłużyło, przez co na początku nie mogłam się wczuć. Bardzo podobały mi się rozdziały o tym, co działo się w sekcie. Szkoda, że były tak krótkie.
Nie polubiłam żadnego z bohaterów. Są dla mnie neutralni: istnieją – dobrze, nie ma ich – drugie dobrze. Jedynie Lili mnie wkurzała i nie mogłam jej znieść. Wiecznie tylko MELLA, MELLA, MELLA. Ja rozumiem, siostra, miłość, troska i takie tam, ale może bez przesady. To nie Kochanowski piszący treny dla Urszulki, choć może autorka się na nim wzorowała, kto to wie. Myślenie "nie mogę się zakochać i być szczęśliwa, bo moja siostra jest zaginiona", to dla mnie czysta głupota. Życie wciąż idzie do przodu, o czym Lili zapomniała. I zamiast skupić się choć trochę na rozbudowaniu świata przedstawionego, autorka zamknęła się i swoją bohaterkę w bańce.
Zawiodłam się na "Twojej światłości". Spodziewałam się czegoś dobrego, przecież nie każda młodzieżówka jest do kitu. Mogę jedynie powiedzieć, iż porusza tak ogromny i ważny problem, że głowa mała. Notka od autorki na koniec pozostała mi w pamięci. Jak wspomniałam we wstępie, nie wyobrażam sobie takiego życia. Mogę jedynie zaapelować. Każda informacja jest na wagę złota. I mimo że może to być ulotny promyk nadziei, dla niektórych znaczy naprawdę wiele.
Natalia
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu YA!















































