wtorek, czerwca 14, 2022

„Chwała zwycięzcom! Niepamięć zwyciężonym!” – „Obrońcy Ahury. Pasowanie” Mateusza R. M. Rogalskiego [OBROŃCY AHURY #1]

„Chwała zwycięzcom! Niepamięć zwyciężonym!” – „Obrońcy Ahury. Pasowanie” Mateusza R. M. Rogalskiego [OBROŃCY AHURY #1]
Autor: Mateusz R. M. Rogalski
Tytuł: Obrońcy Ahury. Pasowanie
Liczba stron: 436
Wydawnictwo: Mateusz R. M. Rogalski – Samowydawca

Witajcie w księstwie Ahury, które wskutek dramatycznych zdarzeń znajdzie się na skraju wojny domowej. Rycerze i rycerki, magowie i krasnoludy staną w szranki z niebezpiecznymi, a czasem wręcz nadnaturalnymi przeciwnikami. Krew będzie się lała strumieniami… podobnie jak wino.

Aris Esnaf'ar przybywa do Ahury zza Bezmiaru Błękitu. Przyjaciel zgłasza go na ochotnika do udziału w pewnej misji. Tym sposobem zostaje on członkiem dość nietypowej drużyny. Tworzą ją: hrabia Bewier, lady Shu, Albert, lord Vissen, a także mag Miltez i jego towarzyszka, Klaudia. Ściganie wrogów diuka Edwarda, choć wydaje się początkiem typowych rycerskich przygód, okazuje się jednak o wiele trudniejszym i bardziej skomplikowanym zadaniem. Naszym bohaterom przyjdzie się bowiem zmierzyć nie tylko z zaprawionymi w klasycznym boju przeciwnikami, ale staną również oko w oko ze zjawami, smokowcami i innymi posługującymi się magią istotami.

Pierwsze wrażenia z lektury nie napawały mnie optymizmem. Fantastykę lubię, rycerze też spoko, jakaś ważna misja przed nimi – wydawało się, że czeka mnie emocjonująca, pełna akcji przygoda. Tymczasem mamy tutaj zbieraninę osób, które niekoniecznie wiedzą, w co się pakują, a chyba najbardziej zagubiony w tym wszystkim jest główny bohater. Chce zdobyć sławę i pieniądze, ale wszystko inne jest mu w zasadzie obojętne (może poza margrabiną Dianą, chociaż w zamian za odpowiednio zaopatrzoną piwniczkę pewnie by z niej zrezygnował). W pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że wysyła się go praktycznie na pewną śmierć, lecz chwila refleksji szybko mija. Zresztą przy każdej okazji wlewa w siebie takie ilości wina, że aż dziwi, jeśli ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co się właściwie dzieje. Często wygląda to tak, że uczestniczy w jakiejś bitwie, potem leży ranny i nieprzytomny, po czym odzyskuje świadomość, sięga po butelkę i za chwilę znów rzuca się w wir walki.

Początkowo nie mogłam wczuć się w tę opowieść, głównie ze względu na dialogi. Wypowiedzi niektórych postaci były w moim odczuciu sztuczne i przesadnie długie. Przeszkadzały mi także pojawiające się wciąż w tekście powtórzenia. Ciężko było mi przez to przebrnąć. Na szczęście w dalszej części książki zdarzały się już rzadziej albo po prostu fabuła zdołała wciągnąć mnie na tyle, że przestałam zwracać na to uwagę. Kolejne rozdziały okazały się dużo lepsze i zaintrygowana tym, czemu jeszcze bohaterowie będą musieli stawić czoła, śledziłam ich losy z przyjemnością. Szczególnie dobre wrażenie zrobiły na mnie sceny walki. Dynamiczne i trzymające w napięciu, dzięki czemu czytałam je jednym tchem.

Pierwszy tom trylogii Obrońcy Ahury pozostawił mnie z mieszanymi odczuciami. Z jednej strony raziły mnie niedociągnięcia rzucające się w oczy zwłaszcza na początku powieści. Z drugiej jednak widziałam również pewne postępy. Im dalej zagłębiałam się w przedstawioną przez autora historię, tym mniej przeszkadzały mi błędy i coraz bardziej oczarowywał mnie specyficzny klimat tej książki. Biorąc pod uwagę, że to debiut, wypada całkiem dobrze i pozwala mieć nadzieję, że kolejne części tego cyklu będą coraz ciekawsze i lepiej dopracowane.

piątek, czerwca 10, 2022

„Był raz chłopiec, który spadł z nieba” – „Żniwiarz dusz” Reny Barron [KRÓLESTWO DUSZ #2]

„Był raz chłopiec, który spadł z nieba” – „Żniwiarz dusz” Reny Barron [KRÓLESTWO DUSZ #2]

Autor: Rena Barron
Tytuł: Żniwiarz dusz
Cykl: Królestwo dusz, tom 2
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Jaguar

Przed Arrah trudna misja – dziewczyna pragnie wrócić na plemienne ziemie i odszukać ocalałych. O ile ktokolwiek zdołał ujść z życiem z tej krwawej masakry. Rudjek z kolei rusza do walki z demonami. Czy uda mu się odnaleźć i pokonać Shezmu? Co planuje Król Demonów? I co główna bohaterka ma wspólnego z Nienazwaną oriszą?
Nieustraszona szamanka nie ma ani chwili wytchnienia. Szczęśliwie dociera do domu, lecz tam czekają na nią kolejne wyzwania i problemy, którym musi stawić czoła. Nowy władca nie darzy jej sympatią i nie ukrywa, że chętnie by się jej pozbył. Dziewczyna znów wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż. Zdaje sobie jednak sprawę, że jej szanse na wykonanie misji i pozostanie przy życiu są raczej nikłe.
W powieści przeplatają się trzy narracje, na zmianę śledzimy poczynania Arrah, Rudjeka oraz poznajemy wybrane wspomnienia Dimmy. Dzięki temu z jednej strony bardzo dużo się dzieje, a wgląd w przeszłość wiele wyjaśnia, ale z drugiej... czy to cokolwiek zmienia? Wydaje nam się tylko, że zaczynamy coś rozumieć, ale tak naprawdę autorka skutecznie utrzymuje nas w niewiedzy i niepewności co do dalszych wydarzeń oraz ich rzeczywistego sensu. Zwodzi, kusi i czaruje, wciągając czytelnika coraz głębiej do tego oryginalnego świata plemiennej magii i niebezpiecznych demonów.
Druga część serii Reny Barron zdecydowanie trzyma poziom. Nie spodziewałam się, że zdoła mnie czymś jeszcze zaskoczyć. Tymczasem fabuła okazała się nawet bardziej zadziwiająca i pokręcona niż w Królestwie dusz. Śledząc kolejne wydarzenia, wydaje nam się, że wiemy, co się dzieje i w jakim kierunku sytuacja może się rozwinąć. Aż tu nagle autorka serwuje nam taki zwrot akcji, który sprawia, że niczego już nie jesteśmy pewni. O co tak naprawdę chodzi poszczególnym bohaterom? Czy każdy z nich jest tym, za kogo się podaje? Jak skończy się ta historia? To zdecydowanie nie koniec niespodzianek, a kolejny tom z pewnością dostarczy nam jeszcze więcej wrażeń.
Żniwiarz dusz niezmiennie intryguje, oczarowuje wyjątkowym klimatem i trzyma w napięciu do ostatnich stron. Dając się porwać tej opowieści, pozwolimy się zabrać do świata, gdzie magia ściera się z antymagią, demony pożerają dusze, miłość przezwycięża śmierć, a bohaterowie są gotowi na największe poświęcenia. Dajcie jej szansę, a nie pożałujecie!

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!


Pozostałe tomy serii:


środa, maja 04, 2022

Rejs ku przeznaczeniu – „Australijskie piekło” Radosława Lewandowskiego

Rejs ku przeznaczeniu – „Australijskie piekło” Radosława Lewandowskiego
 
Autor: Radosław Lewandowski
Tytuł: Australijskie piekło
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: BUKEBUK

Co się może stać, gdy na statku wypływającym w długi rejs znajdą się ludzie pozbawieni wszelkich skrupułów? Zamknięci na niewielkiej przestrzeni dadzą pokaz przeróżnych niegodziwości. Jednak wśród rozbitków, gdy ratunek wcale nie jest pewny, mogą się wręcz poczuć nietykalni. Skala zła, jakie są w stanie wyrządzić, przerasta wówczas wszelkie wyobrażenia...
W październiku 1628 roku z portu w Amsterdamie wypływa 7 statków Kompanii Wschodnioindyjskiej – Batavia, Assendelft, Haga, Dordrecht, Kleine Dawid, Zaandam i Buren. Flota pod dowództwem starszego kupca Franciszka Pelsaerta zmierza w kierunku Jawy. Marynarzy i pasażerów czeka długa, pełna niebezpieczeństw wyprawa. Wrogie statki, piraci, krwiożercze rekiny... Zagrożeń jest o wiele więcej. Jak się jednak okaże, tym, czego najbardziej powinni się obawiać, są inni ludzie, współtowarzysze podróży, gotowi na wszystko i pozbawieni wszelkich hamulców moralnych. 
Opowieści o morskich wyprawach i o piratach fascynowały mnie od lat. O wiele chętniej sięgałam właśnie po tego typu historie niż po książki dla nastolatek. Podróż w nieznane, wielka przygoda i mnóstwo akcji – to wszystko niezmiennie kradło moje serce i sprawiało, że pochłaniałam jedną powieść za drugą. Sięgając po Australijskie piekło, po cichu liczyłam na powrót do tamtych emocji i wrażeń. Chociaż na nudę narzekać nie mogłam, bo lektura obfitowała w intrygujące oraz trzymające w napięciu wydarzenia, to jednak nie potrafiłam się w nią wczuć, a czytanie kolejnych rozdziałów przychodziło mi z trudem.
Żaden z bohaterów nie wzbudził mojej szczególnej sympatii. Może poza Wiebbe Hayesem, który jako jeden z nielicznych nie przejawiał zachowań żądnego krwi psychopaty. Pozostali albo byli strasznie skrzywieni psychicznie, albo brakowało im zdecydowania i siły, by przeciwstawić się tym czerpiącym chorą przyjemność z krzywdzenia innych. Najgorszym z nich wszystkich był Jeronim Kornelisz – ucieleśnienie zła. Gdy wydawało mi się, że niżej już upaść nie można, on przechodził sam siebie. W pewnym momencie już nawet nie miałam ochoty czytać, jakie jeszcze okrucieństwa mogły stać się jego udziałem.
Przez powieść Radosława Lewandowskiego przebrnęłam z wielkim trudem. Nie dlatego jednak, że czegoś jej brakuje. Wręcz przeciwnie. Mamy tutaj naprawdę ciekawą fabułę, opartą na prawdziwych wydarzeniach, a także pełną emocji akcję. Autor potrafi nie tylko zaintrygować, ale i zszokować, jak na mój gust, momentami aż za bardzo. Dla mnie ta lektura okazała się zbyt brutalna. Pewne opisy na pewno zostaną w mojej pamięci na dłużej, choć wcale mnie to nie cieszy. Jeśli jednak Wam to nie przeszkadza i lubicie takie klimaty, możecie śmiało czytać. Ja, dla odmiany, chętnie sięgnę teraz po coś spokojniejszego, gdzie nie zaatakują mnie znienacka czyjeś wyprute flaki.

wtorek, marca 29, 2022

Ile warto poświęcić dla przyjaźni? – „Panta rhei” Kamila Bracha [CONTINUUM #2]

Ile warto poświęcić dla przyjaźni? – „Panta rhei” Kamila Bracha [CONTINUUM #2]
Autor: Kamil Brach
Tytuł: Panta rhei
Cykl: Continuum, tom 2
Liczba stron: 396
Wydawnictwo: Nabius

Ile jesteś w stanie poświęcić, by ocalić najlepszego przyjaciela? Szczęście, rodzinę, własną tożsamość... Czy podejmiesz ryzyko, które może nieodwracalnie wpłynąć na bieg historii?

Silne eksplozje na Słońcu prowadzą do szeregu nieoczekiwanych zdarzeń. Pojawiają się zakłócenia linii czasowych, a po przejściu fali zmian okazuje się, że dotychczasowy świat przestał istnieć. Pracownicy Stacji Kontrolnej Departamentu Czasu podejmują próbę korekcji continuum. Liczba możliwych ingerencji w przeszłość jest jednak ograniczona. Czy uda im się przywrócić znaną sobie rzeczywistość i uchronić ludzkość przed zagładą?

Mimo że nie przepadam za literaturą science fiction, powieść Kamila Bracha naprawdę mnie wciągnęła. Dwutorowa narracja skutecznie przykuła moją uwagę. Chociaż więcej sympatii wzbudziły we mnie postaci zarządcy Dimitrisa i Suryi, dużo bardziej zainteresowały mnie losy Jacka, Emila i ich bliskich, niż to, co działo się w przestrzeni kosmicznej. Muszę jednak przyznać, że to właśnie ta część, gdzie wątki z dwudziestego pierwszego i dwudziestego czwartego wieku splatają się ze sobą, zapewniła mi najwięcej wrażeń. Z zapartym tchem śledziłam poczynania bohaterów, trzymając jednocześnie kciuki za powodzenie ich nietypowej misji.

Motyw podróży w czasie od zawsze mnie intrygował. Tutaj przy okazji poznajemy także ciekawą wizję autora odnośnie przyszłych wydarzeń i kierunku, w jakim podąża ludzkość. Widzimy społeczność skupioną na jednym zadaniu – obronie Ziemi przed najeźdźcami z zewnątrz. To jest cel, któremu podporządkowują całe swoje życie, we wszystkich sferach. Relacje międzyludzkie ograniczają się w zasadzie do tych służbowych, rodzina to w tym świecie pogardzany relikt przeszłości. Dozwolony po spełnieniu określonych warunków i otrzymaniu stosownego pozwolenia, ale jednak niemile widziany i uznawany za przejaw egoizmu.

Chociaż początek mojej przygody z powieścią Kamila Bracha okazał się dość trudny i ciężko mi było odnaleźć się w wykreowanym przez autora świecie, po kilku pierwszych rozdziałach wiele się zmieniło. Intrygująca fabuła, nietuzinkowi bohaterowie i dynamiczna akcja sprawiły, że śledziłam rozwój wydarzeń ze szczerym zaciekawieniem. A ilustracje Jakuba Kuleckiego idealnie komponowały się z tekstem opowieści, zdecydowanie dodając książce uroku. Polecam!
Zuzanna

środa, lutego 16, 2022

W bezdusznych szponach współczesnego świata – „Samotności” Kamila Zinczuka

W bezdusznych szponach współczesnego świata – „Samotności” Kamila Zinczuka

 Autor: Kamil Zinczuk
Tytuł: Samotności
Liczba stron: 246
Wydawnictwo: Narracje

Powiedzieć, że samotność ma wiele twarzy, to jak stwierdzić, że dużo jest kropel wody w oceanie lub ziaren piasku na pustyni. Jedno wielkie niedopowiedzenie. Według mnie samotność ma twarz każdego z nas, bo nie urodził się jeszcze taki człowiek, który by jej nigdy w życiu nie doświadczył. Może pojawić się niepostrzeżenie i po chwili zniknąć lub zagościć w naszym życiu na dłużej, stając się wierną towarzyszką codzienności. Z każdym dniem coraz bardziej znajomą i łatwiejszą do zaakceptowania.
W książce Kamila Zinczuka znajdziemy sześć tekstów ukazujących prawdziwe oblicze współczesnego świata. Takie do bólu autentyczne, odarte z wszelkich iluzji. Podczas gdy zewsząd zalewają nas obrazy sztucznie upiększone tysiącami filtrów, kreujące fałszywe wizje szczęścia i dobrobytu, autor odziera je skutecznie z kolejnych warstw. Dobitnie uświadamia czytelnikowi, że to wszystko jest tylko na pokaz, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Niektórzy z bohaterów tych opowieści mogą nawet uchodzić za ludzi sukcesu, przynajmniej w takim sensie, jak postrzega to dzisiejszy świat. Tak naprawdę jednak wszyscy bez wyjątku są straszliwie zagubieni. Nie potrafią odnaleźć własnego miejsca w otaczającej ich rzeczywistości. Goniąc za tym wszystkim, co promuje współczesna kultura, gubią sens życia. Kolejne osiągnięcia dają im złudne poczucie chwilowego triumfu, popychając wciąż dalej, ścieżką, która nie ma końca. Nigdy nie znajdą tam spełnienia ani szczęścia, zawsze czegoś będzie im brakować. W pogoni za iluzją mogą nawet nie zauważyć, że stali się niewolnikami technologii, więźniami systemu i zakładnikami starającymi się ze wszystkich sił sprostać irracjonalnym oczekiwaniom własnym i innych ludzi.
Egzystencjalną pustkę próbują zapełnić przypadkowymi znajomościami, pracą, imprezami i używkami. Alkohol stanowi dla nich remedium na wszelkie problemy. Regularnie znieczulają się, by wymazać z pamięci bolesne wspomnienia, uciszyć niechciane myśli, przestać odczuwać jakiekolwiek emocje. Ale taki stan trudno nazwać życiem, to raczej desperacka próba ucieczki przed nim, smutna wegetacja w oczekiwaniu na nieuchronny koniec. Nie wszyscy jednak ostatecznie godzą się na taki los. Docierają do momentu nazywanego tutaj punktem węzłowym i postanawiają wziąć sprawy we własne ręce. Uwolnić się. W taki czy inny sposób.
Kamil Zinczuk wyjątkowo zręcznie operuje słowem, otwierając nam szeroko oczy na świat, który niby jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki, ale jednak staramy się go nie dostrzegać. Być może ukazuje gorzki obraz naszej własnej codzienności, a może życie, które toczy się tuż obok. W tej bezrefleksyjnej, egocentrycznej rzeczywistości staliśmy się mistrzami funkcjonowania z zamkniętymi oczami, by nie dostrzegać innych ludzi. Zresztą jak moglibyśmy zauważyć, że potrzebują pomocy, kiedy tak bardzo skupiamy się na wypieraniu ze świadomości swoich własnych problemów? Udajemy, często sami przed sobą, że ich nie ma, zajęci mozolnym nakładaniem kolejnych warstw filtrów, tworząc iluzję udanego życia. Kamuflaż, który pozwoli wtopić się w tłum i dopasować do reszty społeczeństwa. Tak samo nieszczęśliwego, samotnego i zagubionego. I starającego się ze wszystkich sił, by tego nie okazać.
Samotności to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Objętościowo dość niepozorna, choć przekaz, jaki za sobą niesie, do lekkich już nie należy. Uderza mocno i celnie, obnażając to wszystko, co kryje iluzorycznie idealna fasada dzisiejszego świata. Samotności i lęki towarzyszące nam na każdym kroku, choć tak starannie próbujemy ukryć ich obecność. Autor roztacza przed nami obraz przygnębiający, lecz jak najbardziej autentyczny. Zmusza do głębokiej refleksji nie tylko nad własnym życiem, ale także nad tym wszystkim, co nas otacza, dotyka, ogranicza i zniewala. Co ważne, ukazuje jednocześnie, że nawet na gruzach rozpadającego się świata można dostrzec światełko nadziei. Choć niektóre fragmenty wydawały mi się zbyt rozwlekłe i niepotrzebnie zagmatwane, a kolejne retrospekcje sprawiały, że momentami gubiłam główny wątek, całość wywarła na mnie wielkie wrażenie. Szczerze polecam!
Zuzanna

sobota, lutego 12, 2022

„Byłaś moim przeznaczeniem, ale nigdy nie byłaś mi przeznaczona” – „Siostra księżyca” Marah Woolf [TRZY CZAROWNICE #2]

„Byłaś moim przeznaczeniem, ale nigdy nie byłaś mi przeznaczona” – „Siostra księżyca” Marah Woolf [TRZY CZAROWNICE #2]

Autor: Marah Woolf
Tytuł: Siostra księżyca
Cykl: Trzy czarownice, tom 2
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Jaguar

Jak uwierzyć w dobre intencje kogoś, kto już raz nas zawiódł? Utracone zaufanie odbudować bardzo trudno, a często jest to wręcz niemożliwe. Co jednak zrobić, gdy zdrajca okazuje się naszą jedyną szansą na ocalenie? Czy złożenie w ręce odwiecznego wroga własnego życia i losów całego znanego sobie świata okaże się słuszną decyzją?
Vianne i jej siostry niespodziewanie trafiają do Kerys, na dwór Regulusa de Morady. Bezwzględny król pragnie wykorzystać je do swoich niecnych celów. Chce podbić świat ludzi i przejąć nad nim władzę. Marzy mu się stworzenie nowej rasy – demonów obdarzonych magią. Dlatego też planuje dla każdej z czarownic wybrać spośród swych poddanych męża, który zadba o realizację jego planu i spłodzenie potomka. Niestety taki scenariusz najprawdopodobniej skończy się śmiercią dziewcząt. Choć demony zdają się wierzyć, że jeśli taką parę połączy romantyczna więź, mają one szansę przeżyć poród. Vi, Aimée i Maëlle nie mają jednak zamiaru ryzykować i zaczynają planować ucieczkę. Czy pomoże im w tym tajemniczy więzień, którego znajdują w lochach?
Marah Woolf ponownie zabiera nas do świata pełnego magii, niebezpieczeństw i dworskich intryg. Każdy nierozważny krok może się skończyć tragicznie, nie tylko dla samych bohaterek. Na uwięzionych w Kerys spoczywa wielka odpowiedzialność. Tylko oni są w stanie powstrzymać armię demonów przed ostateczną inwazją i ocalić ludzkość. Najpierw muszą jednak uratować siebie, a to nie będzie łatwe. Zdradzeni przez dotychczasowych sojuszników, mogą liczyć wyłącznie na siebie. Zaufanie któremukolwiek z demonów byłoby przecież bardzo nierozsądne, ale czy zdołają sobie poradzić bez ich pomocy?
Drugi tom trylogii trzyma w napięciu od początku do samego końca. Autorka serwuje nam kilka naprawdę interesujących zwrotów akcji, poza tym fabuła rozwija się tak dynamicznie, że nie sposób narzekać na nudę. W miejscu, gdzie niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem, bohaterki nie mogą stracić czujności nawet na chwilę. Cały czas coś się dzieje. Mamy tutaj sceny walki, dworskie intrygi, spiski, potajemne spotkania i sporo magii, w dodatku tam, gdzie zupełnie się jej nie spodziewamy.

To wszystko, co urzekło mnie w pierwszym tomie, Siostrze gwiazd, znalazłam i tutaj. Trzy siostry nadal wzbudzały moją wielką sympatię, kreacja ich postaci to moim zdaniem ogromna zaleta tego cyklu. Sprawiały wrażenie tak prawdziwych i autentycznych, że nie zdziwiłabym się zbytnio, gdyby podczas czytania zmaterializowały się nagle tuż obok i osobiście kontynuowały tę opowieść. Ezra natomiast wydawał mi się jeszcze bardziej irytujący i nieporadny niż poprzednio. Caleb z kolei zszedł na dalszy plan, ustępując miejsca swojemu tajemniczemu i niezwykle intrygującemu bratu. Dzięki barwnemu, plastycznemu językowi każdą opisywaną scenę mogłam sobie wyobrazić bez najmniejszego problemu, zupełnie jakby rozgrywała się tuż przed moimi oczami.
Marah Woolf wykreowała niezwykle ciekawy, pełen magii świat. I choć z początku sprawiał wrażenie jasnego i uporządkowanego, to im dalej zagłębiałam się w snutą przez nią opowieść, tym trudniej było mi jednoznacznie określić, kto stoi po tej dobrej, a kto po złej stronie. Podczas lektury towarzyszyła mi cała gama przeróżnych emocji, a wartka akcja nie pozwalała oderwać się od kart powieści. Nie zabrakło również humoru i niespodziewanych zwrotów akcji. To wszystko sprawiło, że Siostra księżyca wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i z niecierpliwością czekam na możliwość przeczytania kolejnego, ostatniego już tomu tej trylogii. Polecam!
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!


Pozostałe tomy serii:


niedziela, listopada 21, 2021

Tylko martwe ryby płyną z prądem – „Niestandardowi” Michała Pawła Urbaniaka *Zuzanna*

Tylko martwe ryby płyną z prądem – „Niestandardowi” Michała Pawła Urbaniaka *Zuzanna*
Autor: Michał Paweł Urbaniak
Tytuł: Niestandardowi
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 448

Czy sztuka naprawdę potrafi odmienić życie? Ułatwić zaakceptowanie siebie i pogodzenie się z kompleksami? Wytyczyć nową drogę, poszerzyć horyzonty, pomóc odnaleźć własne miejsce w świecie? Liwia Gawlin tak właśnie twierdzi. Wyrywając innych ludzi z ich poukładanej codzienności, burząc ich obronne mury, powinna jednak zaoferować im coś w zamian, coś więcej niż obietnicę sławy, ale czy ona sama jest na to gotowa?
Wiktor Porocha żyje zupełnie zwyczajnie. Na co dzień pracuje w galerii handlowej, gdzie sprzedaje ludziom internet. W weekendy spotyka się z przyjaciółmi, odwiedza rodziców. I choć niedawno rzuciła go dziewczyna, jego historia mogłaby być taką, jakich wiele. Jednak pewnego dnia, gdy siedzi zaczytany na ławce w parku, zaczepia go obca kobieta, pytając, czy może mu zrobić zdjęcie. W ten sposób poznaje Liwię Gawlin, artystkę i właścicielkę sklepu Stylove. Wkrótce zgadza się wziąć udział w jej nietypowym projekcie – kobieta chce ukazać na fotografiach piękno osób „niestandardowych”, z różnymi defektami. Zaczyna również prowadzić dla swoich modeli warsztaty o sztuce pod nazwą „Soboty z Picassem”. Czy udział w tym przedsięwzięciu rzeczywiście coś w ich życiu zmieni?
Bardzo długo przekonywałam się do głównego bohatera. Jego zachowanie i nastawienie do innych ludzi były wyjątkowo odpychające. Kiedy już się wyjaśniło, z czego to wynika, nadal sądziłam, że przynajmniej do pozostałych uczestników warsztatów będzie miał inne podejście. Tak się jednak nie stało. Tkwiąca w nim złość do wszystkiego i wszystkich wokół nie przewidywała wyjątków. Z czasem przestało mnie to dziwić. Taka kreacja jego postaci bardzo wyraźnie pokazywała, że stawia się on w opozycji do całego świata. Samotny, nierozumiany, niedoceniony, skazany na nijakość, pozbawiony nadziei. Spotkanie Liwii Gawlin i udział w jej projekcie okazuje się początkiem zmian, ale czy na pewno na lepsze? Kiedy człowiek otwiera się na coś nowego, może wiele zyskać. Ale nawet jeśli ten jego świat się powiększa, nadal musi jakoś się w nim odnaleźć. Kiedy dojdzie do wniosku, że i tak nie ma tam dla niego miejsca, paradoksalnie stanie się jeszcze bardziej samotny i rozgoryczony. Jedyne, co zyska, to garść wspomnień i zapewne jeszcze większą świadomość swojej inności i wyobcowania.
Gdy Wiktor zaczyna patrzeć na otaczającą go rzeczywistość z nieco większym optymizmem i nadzieją, autor kontrastuje to z nienawiścią społeczeństwa, która wydaje się wszechobecna. Nawet anonimy otrzymywane przez Liwię nie robiły takiego wrażenia jak komentarze zamieszczane w sieci przez internautów. Nie oszczędzali nikogo, także informacja o tragedii nie przeszła bez echa – hejt i pełne złośliwości wpisy musiały pojawić się i tam. Wyglądały tak prawdziwie, że nie zdziwiłabym się, gdyby zostały przez autora żywcem wciągnięte do powieści z jakiejś strony internetowej. I to z zachowaniem oryginalniej pisowni, pełnej błędów, która jeszcze dodawała im autentyczności. Ale taka właśnie jest ta wirtualna przestrzeń. Można znaleźć w niej wszystko, choć trafić na coś wartościowego coraz trudniej, gdy przykrywają to całe tony wypowiedzi niemających innego celu niż komuś dopiec, skrytykować, wyśmiać czy poniżyć. Czytając to, można dojść do wniosku, że żyjemy w świecie wrednych, pozbawionych empatii psychopatów. A to trochę przeraża.
Michał Paweł Urbaniak stworzył powieść, po którą z całą pewnością warto sięgnąć. Nie jest to lektura lekka i przyjemna, czytana dla zabicia czasu. Ta historia niesie za sobą ogromny ładunek emocjonalny i zmusza do refleksji nad wieloma różnymi aspektami życia. Każe przystanąć i pochylić się nad losem tych, których się nie dostrzega, bo wydają się zbyt zwyczajni i stanowią tylko element jakiegoś nieokreślonego, szarego tłumu. A także tych, których zwykle omija się wzrokiem, gdyż z jakichś powodów nie mieszczą się w ramach obecnie przyjętych kanonów piękna. Polecam!
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Autorowi!

poniedziałek, października 04, 2021

Krzywdy, których nie widać – „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram” Renaty Kim *Zuzanna*

Krzywdy, których nie widać – „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram” Renaty Kim *Zuzanna*

Autor: Renata Kim
Tytuł: Dlaczego nikt nie widzi, że umieram
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: W.A.B.

Gdy słyszymy o przemocy, zwykle przychodzi nam na myśl ta fizyczna, która zostawia widoczne ślady. Ale jest jeszcze inna, gorsza. Taka, którą trudniej dostrzec, choć rani o wiele bardziej i zmienia człowieka już na zawsze.
Książka Renaty Kim to zbiór historii, które zdarzyły się naprawdę. Opowieści ofiar przemocy psychicznej o tym, czego doświadczały, najczęściej ze strony swoich partnerów, choć nie tylko. A przeplatają je rozmowy z psychologami, psychoterapeutami i prawnikami. Odpowiadają oni na pytania dotyczące toksycznych relacji, sposobów działania manipulatorów i psychopatów, ludzi z zaburzeniami osobowości. Znajdziemy tu również test psychopatii, listę przydatnych publikacji oraz informację o organizacjach zapewniających pomoc ofiarom przemocy.
Dlaczego nikt nie widzi, że umieram nie jest lekturą łatwą ani przyjemną, ale z całą pewnością bardzo przydatną. Otwiera oczy na wiele spraw i pomaga uzmysłowić sobie, jak wiele sytuacji, które dostrzegamy wokół nas lub których sami doświadczamy, w ogóle nie powinno mieć miejsca. Dlaczego tak trudno zdać sobie sprawę, że tkwimy w niezdrowym czy wręcz szkodliwym dla nas związku? Co sprawia, że uwolnienie się z niego wcale nie jest proste, nawet wówczas, gdy rozumiemy już, z czym mamy do czynienia?
Zestawienie autentycznych historii z wypowiedziami specjalistów pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy i schematy charakteryzujące przemocowe relacje. Być może w którejś z nich odnajdziemy siebie i swoje własne doświadczenia. Może zaczniemy patrzeć uważniej i dostrzeżemy, że wsparcia potrzebuje ktoś z naszego otoczenia. Tak czy inaczej, po tej lekturze z pewnością będziemy mieć większe pojęcie, co należy zrobić i gdzie szukać pomocy.
W książce Renaty Kim znajdziemy mnóstwo cennych wskazówek. Dowiemy się, jak rozpoznać przejawy przemocy psychicznej i w jaki sposób się przed nią bronić. Publikacja pomoże wyjaśnić zachowania ofiar, lepiej poznać ich obawy i lęki. Podpowie, jak okazać im wsparcie, ale też czego robić i mówić nie należy. Dobre chęci bowiem tutaj nie wystarczą, a niektóre rady mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. Szczerze polecam do dokładnej lektury i głębokiej refleksji. A także jako punkt wyjścia do zrozumienia tego, czego zbyt wiele z nas już doświadczyło.
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


czwartek, sierpnia 19, 2021

Tajemnica, którą znają tylko syreny – „Wszystko pochłonie morze” Magdaleny Kubasiewicz *Zuzanna*

Tajemnica, którą znają tylko syreny – „Wszystko pochłonie morze” Magdaleny Kubasiewicz *Zuzanna*


Autor: Magdalena Kubasiewicz
Tytuł: Wszystko pochłonie morze
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Uroboros

Ktoś spróbuje cię zabić na morzu (...). Jednak to w mieście czeka śmierć. Taka przepowiednia nie wróży niczego dobrego, ale to tylko jeden z wielu złych znaków, jakie dostrzega Aletha. Już wkrótce ulice jej miasta spłyną krwią, a ona sama będzie musiała podjąć trudną decyzję – ratowanie księstwa czy własne bezpieczeństwo. Jej los jest jednak nierozerwalnie związany z losem kogoś innego. Czy dokona słusznych wyborów?
Książę Sieldige zostaje otruty. Ginie Złoty Rycerz – jeden z trzech najbliższych mu ludzi, a na drugiego z nich, Leto Drakina, także zostaje zorganizowany zamach. Księstwo pogrąża się w coraz większym chaosie, aż wreszcie staje na skraju wojny. Czy tajemnicza alchemiczka z Dzielnicy Luster zdoła ocalić władcę? Czas płynie nieubłaganie, a ją czeka wyprawa na pełną magii wyspę, z której wracają tylko nieliczni.
Powieść Magdaleny Kubasiewicz była dla mnie jednym wielkim zaskoczeniem. I nie chodzi mi wyłącznie o zwroty akcji, bo autorka potrafi zadziwić na wiele różnych sposobów. Przede wszystkim para głównych bohaterów i ich relacja, Leto i Aletha – Błękitny Rycerz i alchemiczka. Obdarzeni szczególnymi zdolnościami, połączeni wyjątkową więzią, którą utrzymują w tajemnicy przed wszystkimi. Choć kobieta stara się nie zwracać na siebie uwagi, okazuje się, że tylko ona jest w stanie ocalić Księcia od nieuchronnej śmierci. Czy jednak zdecyduje się na to, mając w pamięci przepowiednię Zyuli?

Szereg wyborów dokonywanych przez tych dwoje prowadzi do coraz bardziej zaskakujących wydarzeń. Intrygi, zdrady, niespodziewani sojusznicy i rodzinne tajemnice – w połączeniu z magią tworzą opowieść, od której trudno się oderwać. Dzieje się naprawdę dużo, a misternie tkana sieć zdarzeń prowadzi do emocjonującego finału. Takiego rozwoju sytuacji zupełnie się nie spodziewałam. Nic nie było tutaj dla mnie oczywiste, a autorka na każdym kroku pokazywała, że potrafi budować napięcie i zadziwiać kolejnymi pomysłami.
Niestety bez nieprzyjemnych niespodzianek się nie obyło. Czytanie pierwszego rozdziału było niczym chodzenie po polu minowym – gdzie nie stanąć, tam pojawiało się imię Leto. Później jakoś mógł być nazywany Błękitnym Rycerzem czy Drakinem i nawet objawiło się komuś istnienie zaimków osobowych, ale początek książki to pod tym względem istny dramat. Na szczęście im dalej, tym lepiej. Tak przynajmniej sądziłam. I kiedy już pełna nadziei zmierzałam ku końcowi lektury, okazało się, że moja radość była przedwczesna. Niczym ninja z ukrycia zaatakowało mnie jeszcze „podepszeć”, psując nieco ostateczny efekt.
„Wszystko pochłonie morze” to pełna magii opowieść o poświęceniu, przyjaźni, wyjątkowej relacji między rodzeństwem. Autorka ukazała także bezwzględną walkę o władzę i ludzi gotowych na wszystko, byle tylko ją zdobyć, nawet kosztem swoich najbliższych. Jej bohaterowie poświęcają się dla dobra władcy i swojej społeczności, lecz sami cierpią z tego powodu. Nawet zemsta nie przynosi im ukojenia. Wręcz przeciwnie, okazuje się wielkim ciężarem. Jeśli lubicie zaskakujące historie z gatunku fantastyki, jest to z pewnością pozycja, po którą warto sięgnąć. Polecam.
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!


Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger