Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, października 29, 2020

Gdy przeszłość wraca jak bumerang - "Nieodgadniona" Remigiusza Mroza [DAMIAN WERNER #2] *Zuzanna*

Gdy przeszłość wraca jak bumerang - "Nieodgadniona" Remigiusza Mroza [DAMIAN WERNER #2] *Zuzanna*
Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Nieodgadniona
Cykl: Damian Werner, tom 2
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Filia

Ile razy dasz się zmanipulować i wykorzystać, zanim przejmiesz sprawy we własne ręce? Komu zdecydujesz się zaufać, gdy nie jesteś w stanie sprawdzić, co jest prawdą, a co zręcznym kłamstwem? Bohatera powieści Remigiusza Mroza znów czekają trudne decyzje, a ich konsekwencje odbiją się nie tylko na nim samym. Po czyjej stronie stanie tym razem?
Damian Werner próbuje zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Własne mieszkanie ma być jego pierwszym krokiem w tym kierunku. Kiedy jednak wśród rzeczy pozostawionych przez poprzedniego właściciela znajduje tajemniczą kasetę VHS, przeszłość znów daje o sobie znać. Wkrótce na jego progu staje osoba, której nie spodziewał się już nigdy więcej zobaczyć...
Wszystko to, co urzekło mnie w "Nieodnalezionej", znalazłam także tutaj. Autor od pierwszych stron zaczyna snuć skomplikowaną sieć intryg i tajemnic. Wciąga czytelnika w swą opowieść natychmiast i nie wypuszcza do samego końca. Każdy drobny sukces na drodze do wyjaśnienia tej coraz bardziej skomplikowanej sytuacji prowokuje nowe problemy i kolejne niewiadome. Sądziłam, że ta historia bardziej zakręcona już nie będzie... Myliłam się.
Śledzenie kolejnych wydarzeń i rozterek głównego bohatera było po prostu fascynujące. Nawet nie próbowałam się domyślać, co tam się jeszcze wydarzy. I tak autor co chwila czymś mnie zaskakiwał, a a dynamicznie prowadzona akcja nie pozwalała się nudzić. Sama postać Wernera również nieodmiennie mnie intrygowała. Co zrobi dalej? Komu uwierzy? Czy zorientuje się, że znów jest tylko pionkiem w cudzej grze?
Pierwsza część przygód Damiana Wernera wywarła na mnie tak piorunujące wrażenie, że bezdyskusyjnie musiałam przeczytać również jej kontynuację. Towarzyszyło mi przy tym mnóstwo emocji. Pomysłowość autora w kwestii jeszcze większego skomplikowania tej historii wciąż budzi mój podziw. Świetnie przemyślana fabuła, wartka akcja i całe mnóstwo niewiadomych - nie mogłam się oderwać! Jeśli ktoś z Was jeszcze nie czytał, szczerze polecam!
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję portalowi zaczytajsie.pl!



czwartek, maja 31, 2018

Szczere do bólu eseje o macierzyństwie - "Liga (nie)złych mam" Avital Norman Nathman

Szczere do bólu eseje o macierzyństwie - "Liga (nie)złych mam" Avital Norman Nathman
Autor: Avital Norman Nathman
Tytuł: Liga (nie)złych mam
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Kobiece

Mit Idealnej Matki otacza (i osacza) nas z każdej strony. Atakuje wizerunkiem kobiety, która perfekcyjnie wywiązuje się ze wszystkich swoich obowiązków, tych rodzinnych i tych zawodowych, a przy tym znajduje jeszcze czas, by zadbać także o siebie. Zawsze nienagannie ubrana i umalowana, a u jej boku dzieci grzeczne niczym aniołki. Gotuje tylko zdrowe, organiczne posiłki, udziela się w przeróżnych komitetach i klubach. Nigdy się nie irytuje, nie traci cierpliwości i zawsze, ale to zawsze, podejmuje właściwe decyzje. Brzmi znajomo?
36 kobiet, z których żadna nie nazwałaby siebie matką idealną, postanowiło podzielić się ze światem swoimi sposobami na macierzyństwo. I chociaż każda historia składająca się na "Ligę (nie)złych mam" jest inna, łączy je jedno, bardzo ważne przesłanie: Mit Idealnej Matki to zło. Dlaczego? Bo nikt nie jest idealny. Cokolwiek zrobisz, jakiegokolwiek wyboru dokonasz na swojej drodze, nigdy taka nie będziesz. Zawsze znajdzie się ktoś głęboko przekonany, że robisz coś źle i nie zawaha się wytknąć ci tego. Twoje dziecko jest marudne albo urządza scenę w sklepie - jesteś złą matką. Chce jeść tylko niezdrowy makaron z serem - jesteś złą matką. Pozwalasz mu oglądać telewizję albo wychodzisz często z domu i zostawiasz je pod opieką kogoś innego - jesteś złą matką. Każdy powód jest dobry, a Wojny Mamusiek trwają w najlepsze, napędzane iluzją doskonałości. Autorki esejów mówią: dość! Dzieląc się szczerze swoimi doświadczeniami, przyznając do błędów i porażek, przywracają wiarę w nasze rodzicielskie kompetencje. Matkę idealną zastępują matką wystarczająco dobrą, rezygnując z pogoni za nierealnym mitem. Kierują się sercem, wyznaczając własne ścieżki i definiując na nowo pojęcie dobrego macierzyństwa.
Promowana wszędzie wokół perfekcja zdecydowanie nie działa na nas dobrze. Widząc, że ktoś ze wszystkim może radzić sobie lepiej, zaczynamy zwykle kwestionować swoje kompetencje. A jeśli dodatkowo sprawia wrażenie, jakby przychodziło mu to z łatwością, podczas gdy od nas wymaga niemałego wysiłku - wątpimy w siebie jeszcze bardziej. Dodajmy do tego jeszcze ciągłe osądzanie, krytyczne komentarze, nieprzychylne spojrzenia i całe mnóstwo "dobrych" rad... Pragnąc być idealną matką, skazujemy się na masę niepotrzebnego stresu, a cel tak czy inaczej pozostaje nieosiągalny. A matka wystarczająco dobra? O ile nie zdołamy przestać się przejmować opiniami innych ludzi, i tak mamy przerąbane. Wszystko, cokolwiek zrobimy lub powiemy, może przez kogoś zostać uznane za niewłaściwe. Jeśli dbamy o swój wygląd, na pewno poświęcamy swoim pociechom zbyt mało uwagi, a jeśli czujemy się i wyglądamy jak zombi... cóż, tym bardziej nie mamy co oczekiwać pozytywnych reakcji. Nawet fakt, czy rodzimy naturalnie czy przez cesarskie cięcie, może dla kogoś stanowić wyznacznik dobrej lub złej matki. To absurdalne, bo przecież nie zawsze wybór należy do nas, ale w takich smutnych czasach przyszło nam żyć.
"Liga (nie)złych mam" to książka, którą powinna przeczytać każda matka. Zwłaszcza ta zagubiona, samotna, przytłoczona obowiązkami i wiecznie niewyspana. W znoszonych dresach, bez makijażu, wciąż zastanawiająca się, co jest z nią nie tak, bo wszystko przychodzi jej z takim trudem. Ta lektura otworzy jej oczy i doda sił. Uświadomi, że jest wystarczająco dobra i nie musi się zadręczać nieosiągalną perfekcją. Wszystkim pozostałym ten zbiór oryginalnych, przystępnie napisanych esejów pokaże fragmenty prawdziwego macierzyństwa, bez idealizowania i przekonywania, że istnieje jakaś jedna jedynie słuszna recepta na dobre rodzicielstwo. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie.
Polecam z całego serca!
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)
Wyzwanie:

środa, stycznia 24, 2018

Emanacja duchowego pesymizmu - "Nasze kochane święta" Iwony Poczopko

Emanacja duchowego pesymizmu - "Nasze kochane święta" Iwony Poczopko
Autor: Iwona Poczopko
Tytuł: Nasze kochane święta
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Książnica
Premiera: 25 października 2017

Przed samymi Świętami dostałam zupełnie niespodziewaną paczkę, a w niej powieść "Nasze kochane święta". Przymierzałam się do przeczytania jej już w okolicach Wigilii, jednak kolejka egzemplarzy recenzenckich zmusiła mnie do odłożenia tej lektury w czasie. I muszę przyznać, że dobrze się złożyło, bo bez wątpienia zepsułaby mi nastrój...
Wraz z pierwszymi zdaniami powieści wkraczamy do domu Niuty i jej męża, Edka. Właśnie trwają ostatnie przygotowania do wigilijnej kolacji. Pani domu wygładza fałdy obrusa, upewniając się, że wszystko jest na swoim miejscu i prezentuje się idealnie. Jej krytyczne oko wychwyci każde niedopatrzenie, brak symetrii, nierówne ułożenie sztućców... Po tradycyjnym dzieleniu się opłatkiem, cała rodzina zasiada do stołu. Niuta, Edek oraz ich córki: Hanka z mężem i Marta. Kolejne potrawy pojawiają się i znikają, a towarzyszą im zażarte dyskusje o polityce, Kościele i o życiu we wszelkich jego aspektach.
Akcja podzielona została na cztery części, a każda z nich obejmuje inną Wigilię Bożego Narodzenia. Śledzimy zmiany zachodzące w bohaterach na przestrzeni lat, obserwujemy, w jaki sposób potoczyły się ich losy. Jednak każde spotkanie przy świątecznym stole łączy jedno - to nieustające pasmo rodzinnych kłótni. Narzekaniom nie ma końca, bo krytykować można przecież wszystko - polityków, księży i oczywiście siebie nawzajem. Zamiast kulturalnej rozmowy, dostajemy ideologiczne tyrady oraz litanię żalów i pretensji do całego świata. Biesiadnicy prześcigają się w złośliwościach, wzbogacając je o pokaźny zbiór przekleństw i mądrości ludowych. Choć zdarzają się również fragmenty humorystyczne, dialogi bohaterów nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. Przeciwnie, przez większość czasu czułam się nimi zniesmaczona. Jawnie okazywany sobie przez członków rodziny brak szacunku i obrzucanie się przez nich tekstami, które niejednokrotnie były po prostu chamskie, kompletnie zniechęcił mnie do lektury. Z kolei natłok informacji historycznych, skądinąd bardzo pouczających, okazał się wyjątkowo ciężki w odbiorze. Nieduża czcionka i przemyślenia czy wspomnienia ciągnące się przez kilka stron nudziły i irytowały. Rozumiem chęć obrazowego przedstawienia jakiegoś wydarzenia z przeszłości, ale żeby bohater sam sobie cytował w myślach wypowiedzi Bieruta, Gomułki czy innych postaci, uważam za przesadę.
Z przykrością przyznaję, że swojego spotkania z powieścią Iwony Poczopko nie zaliczam do udanych. Czułam się przytłoczona przydługimi wstawkami historycznymi i ciągnącymi się niemiłosiernie wspomnieniami bohaterów. Dawno nie trafiłam na książkę, przez którą tak trudno było mi przebrnąć. Dialogi pełne przekleństw i wulgarny język niezmiennie mnie raziły. Cała sytuacja niekończących się kłótni przy wigilijnym stole i bezustannego dążenia domowników, by dopiec sobie nawzajem, wydała mi się przerysowana i nie potrafiłam się w niej odnaleźć. Została zdominowana przez pesymizm i ideologiczne monologi, a ponad stołem zastawionym karpiem, śledziami, kutią i sernikiem bohaterowie rzucali się sobie do gardeł, nie przebierając w słowach. Jeśli lubicie powieści otulające Was prawdziwie świąteczną atmosferą, omijajcie tę książkę szerokim łukiem. Być może fragmenty skupiające się na historii naszego kraju ostatnich dziesięcioleci i wpływ przemian politycznych na społeczeństwo polskie bardziej Was zainteresują, ale ja mocno się zawiodłam.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Książnica

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

wtorek, grudnia 19, 2017

Ile zła może kryć się w niepozornej dziewczynie? - Susan Lewis "Dziewczyna, która wróciła"

Ile zła może kryć się w niepozornej dziewczynie? - Susan Lewis "Dziewczyna, która wróciła"
Autor: Susan Lewis
Tytuł: Dziewczyna, która wróciła
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: listopad 2017

Każdy, kto spotkał Amelię Quentin, po prostu to wiedział - z tą dziewczyną coś było nie tak. Twarde, zimne i obojętne spojrzenie, całkowity brak empatii, agresja... Dało się wyczuć zło czające się w tej niepozornej istocie. Dorastała w przeświadczeniu, że wszystko jej się należy i może robić, na co tylko ma ochotę, nie oglądając się na innych. Mała rozpuszczona dziewczynka wyrosła na pozbawionego uczuć potwora. Potwora, który jest zdolny do wszystkiego.
Jules Bright miała wszystko - kochającego męża, oddanych przyjaciół i Syrenkę - pub, o którym marzyła od lat. Do pełni szczęścia jej i Kianowi brakowało tylko dziecka. Starali się o nie od lat, bez powodzenia. Kiedy w końcu los się do nich uśmiechnął, stali się najlepszymi rodzicami, jakich tylko można mieć. Urocza Daisy wychowywała się więc w domu pełnym ciepła i miłości, otoczona troską i wspierana we wszystkim, co robiła. Piękna, zabawna, zawsze uśmiechnięta, była duszą towarzystwa i w każdym doszukiwała się dobra. Całe Kesterly ją uwielbiało. Gdy przewrotny los postawił na jej drodze Amelię, zapragnęła zaprzyjaźnić się również z nią. Niczego nie podejrzewając, wpuściła ją do swojego życia...
"Dziewczyna, która wróciła" to powieść wypełniona po brzegi emocjami. Ból po utracie bliskiej osoby, niedająca się ukoić tęsknota, głębokie poczucie niesprawiedliwości, obezwładniający żal, wściekłość, nienawiść i chęć zemsty towarzyszą nam już od pierwszych rozdziałów. Chociaż najtrudniejszą część historii poznajemy ze wspomnień i retrospekcji, niepokój i napięcie związane z nadciągającą nieuchronnie tragedią nie opuszczały mnie w czasie lektury nawet na chwilę. Nawet fakt, że wydawca zdecydował się zdradzić bardzo wiele już w samym opisie na okładce książki (a nie o wszystkim dowiadujemy się od razu na początku powieści), nie zdołał przyćmić moich wrażeń ani stłumić zainteresowania tą mroczną opowieścią. Zdaję sobie jednak sprawę, że niektórym czytelnikom ten zabieg mógł wręcz zrujnować całe doświadczenie. Kiedy już wiemy, co się wydarzyło, niewiele więcej jest w stanie nas zaskoczyć. Zagłębianie się w wydarzenia z przeszłości i towarzyszące im emocje nie nudziły mnie jednak, śledziłam je zaintrygowana i ciekawa każdego nowego, niepokojącego szczegółu. Wprawdzie niektóre zachowania bohaterów wydawały mi się nielogiczne, ale jakoś to przebolałam. Podobnie jak zrobienie z postaci Daisy chodzącego ideału (choć w sumie temu akurat trudno się dziwić, w końcu poznajemy ją ze wspomnień jej matki). Żałuję tylko dwóch rzeczy: po pierwsze, że wątek Ruby nie został bardziej rozwinięty, a po drugie - zakończenie nieco mnie rozczarowało, miałam nadzieję na więcej szczegółów odnośnie Deana i samego procesu.
Powieść Susan Lewis wywarła na mnie duże wrażenie. Autorka zdołała w niezwykle przejmujący sposób przedstawić obraz matki zrozpaczonej po utracie jedynego dziecka, targanej sprzecznymi emocjami, zawieszonej pomiędzy pragnieniem zemsty a próbą pogodzenia się z przeszłością i życia dalej. Cierpienie bohaterki zdaje się tak wielkie, że nic nie jest w stanie go pomieścić - ani karty książki, ani serce czytelnika pochłoniętego lekturą.  Od tej historii nie mogłam i nie chciałam się odrywać. Ale na równi z toczącymi się wydarzeniami intrygowała mnie psychika Jules. Chciałam dowiedzieć się, jaką podejmie ostatecznie decyzję i czy odnajdzie wreszcie ukojenie. "Dziewczyna, która wróciła" to nie jest opowieść o tym, jak doszło do tragedii (choć tego oczywiście też się dowiemy), lecz o jej daleko idących konsekwencjach. O życiu podzielonym gwałtownie i niespodziewanie na okresy "przed" i "po". To historia opowiadana przede wszystkim emocjami, wszystko inne to tylko dodatek. Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Kobiecemu!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

piątek, września 29, 2017

[PRZEDPREMIEROWO] "List z przeszłości" Mairi Wilson

[PRZEDPREMIEROWO] "List z przeszłości" Mairi Wilson
Autor: Mairi Wilson
Tytuł: List z przeszłości
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 06.10.2017


Człowiek, który nie zna swoich korzeni, czuje się niekompletny, zagubiony. Utrata najbliższej rodziny jeszcze potęguje to wrażenie, zwłaszcza gdy to jedyna rodzina, jaką miał. Sądząc, że został na świecie zupełnie sam, zaczyna się zastanawiać - czy na pewno nie ma już nikogo więcej? A kiedy pojawi się nadzieja, czy można winić tę samotną istotę, że chwyta się jej kurczowo, pragnąc odkryć swoją historię, poznać odpowiedzi, dowiedzieć się prawdy?
Lexy Shaw dotknęła wielka tragedia - straciła dwie najbliższe osoby, jedyną rodzinę, jaką przez całe życie znała. W wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę zginęła jej matka, Isobel. W wyniku upadku ze schodów zmarła również Ursula, kobieta, która ją wychowała, a dla Lexy była jak babcia, choć od lat nie miały ze sobą kontaktu. Do tego dziewczyna niedawno rozstała się z narzeczonym. Gdy otrzymuje po staruszce spadek, sprawy zaczynają komplikować się coraz bardziej. W jej mieszkaniu znajduje przypadkiem tajemniczą teczkę, a u prawnika okazuje się, że Ursula miała syna! Lexy pragnie poznać "wuja", lecz z jakiegoś niewyjaśnionego powodu jego tożsamość utrzymywana jest w sekrecie. Nie zraża jej to jednak i - wyposażona w stare listy, wpisy z dzienników oraz albumy pełne fotografii - wyrusza na poszukiwania. Trop prowadzi ją do Malawi, gdzie Ursula niegdyś mieszkała i pracowała jako pielęgniarka. Co odkryje podczas pobytu w Afryce? Czy zdecyduje się kontynuować swoje śledztwo mimo czyhającego niebezpieczeństwa? A może próby zastraszenia się powiodą i ostatecznie pozwoli przeszłości odejść w zapomnienie?
"List z przeszłości" zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Spodziewałam się paru podróży, rozwikłania rodzinnej tajemnicy i typowego happy-endu. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że tak naprawdę to dopiero początek! Jeden wyjaśniony sekret wywołał lawinę kolejnych pytań i wątpliwości. Tam, gdzie dopatrywałam się końca przygody, ona dopiero się zaczynała, nabierając rozpędu z każdym kolejnym rozdziałem. Dzięki temu książkę czytało mi się bardzo szybko, pomimo jej całkiem sporej objętości. Wplatanie do narracji wspomnień, treści listów i wpisów z dzienników sprzed lat zdecydowanie wzbogaciło opowieść, nie spowalniając przy tym tempa akcji. Ogromnie polubiłam także główną bohaterkę - odważną, silną, zdeterminowaną, by dowiedzieć się prawdy i odnaleźć swoje korzenie. Z wielkim uporem dążyła do celu, pragnąc poznać i zrozumieć przy tym także samą siebie.
Powieść Mairi Wilson oczarowała mnie, ale też przyprawiła o dreszcze. To nie jest ckliwa historia, w której zagubieni krewni odnajdują się i rzucają sobie z radością w objęcia, o nie! To pełna dramatycznych, czasem wręcz drastycznych wydarzeń opowieść o sekretach, trudnych wyborach podejmowanych w imię przyjaźni oraz o szantażach, manipulacjach i aktach przemocy, do których owe wybory doprowadziły. O cenie, jaką przyszło zapłacić bohaterom za skrywane przez lata tajemnice. O porzuconych dzieciach i zrozpaczonych matkach. O lojalności i poszukiwaniu tożsamości. O zemście i wybaczeniu. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Z całego serca polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

wtorek, listopada 29, 2016

[BOOK TOUR] "Dziecko wspomnień" Steeny Holmes

[BOOK TOUR] "Dziecko wspomnień" Steeny Holmes




Autor: Steena Holmes
Tytuł: Dziecko wspomnień
Liczba stron: 240
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Kobiece




Organizatorzy akcji: Monika z A to ci... wynalazek! oraz Wydawnictwo Kobiece



Zwykle zapisując się na jakiś Book Tour, robię to z myślą "tak, to bym chętnie przeczytała!". Jednak w przypadku "Dziecka wspomnień" miałam wątpliwości. Zastanawiałam się, czy ta historia przypadnie mi do gustu, czy w ogóle "dźwignę" taką tematykę i dotrwam do końca. Ale gdy kolejny raz rzuciła mi się w oczy, postanowiłam zaryzykować. Czy było warto? Jak najbardziej!
Diana to odnosząca sukcesy bizneswoman, całkowicie oddana swojej pracy. Telefony od szefa o 3 nad ranem traktuje jak coś zupełnie normalnego, nawet jej to nie denerwuje. Zwłaszcza że Walter zna ją i jej siostrę od dziecka, czuwając nad nimi od czasu tragicznych wydarzeń sprzed lat. Gdy kobieta otrzymuje awans i zostaje prezesem HK Solutions, to spełnienie jej marzeń. Ma już wszystko, czego w życiu pragnęła.

Brian, dyrektor międzynarodowej firmy inżynieryjnej, również świetnie sobie radzi. Jego zawód wiąże się z częstymi podróżami, ale on to wprost uwielbia. Razem z Dianą od ponad 10 lat stanowią udane, kochające się małżeństwo. Mężczyzna marzy jednak o dziecku, na które jego żona wciąż nie czuje się gotowa. Jak wielkie jest jego szczęście, gdy przypadkiem znajduje w łazience pozytywny test ciążowy! Chociaż rozmowa z Dianą podcina mu skrzydła, on nie zamierza się poddawać. Wierzy, że w głębi serca ona także chce tego dziecka, wbrew temu, co mówi.
Narracja prowadzona z punktu widzenia dwojga głównych bohaterów pozwala lepiej zrozumieć kierujące nimi motywy i przeżywać wszystko razem z nimi. Przeplatanie ze sobą teraźniejszości i wydarzeń z przeszłości dodatkowo wzmaga aurę tajemniczości towarzyszącą czytelnikowi na każdym kroku. Przystępny język oraz realistycznie wykreowane postaci to kolejne zalety tej powieści. Dzięki nim książka ogromnie wciąga i oddziałuje na emocje. Przy końcowych rozdziałach nie potrafiłam powstrzymać łez, tak bardzo ściskały za serce.
"Dziecko wspomnień" to powieść przesiąknięta niepokojem, który wręcz emanuje z każdej kartki. Od pierwszych zdań towarzyszyło mi silne przeświadczenie, że coś jest nie tak. Ale Steena Holmes, mimo że delikatnie naprowadza na właściwy trop, nie zdradza rozwiązania przed czasem, umiejętnie dawkując napięcie. Dałam się wciągnąć jej powieści bez reszty, a gdy musiałam się od niej oderwać, myślami wracałam do przeczytanych stron, usiłując wydedukować możliwe zakończenia. To zaserwowane przez autorkę aż wbiło mnie w fotel... Jeśli nie boicie się trudnych tematów, szczerze polecam Wam tę książkę. Ostrzegam jednak, że możecie skończyć ze złamanym sercem.
Lista uczestników tej akcji jest wciąż otwarta, więc jeśli macie ochotę sięgnąć po "Dziecko wspomnień", możecie się jeszcze zgłosić na blogu A to ci... wynalazek!
Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger