Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, października 29, 2020

Gdy przeszłość wraca jak bumerang - "Nieodgadniona" Remigiusza Mroza [DAMIAN WERNER #2] *Zuzanna*

Gdy przeszłość wraca jak bumerang - "Nieodgadniona" Remigiusza Mroza [DAMIAN WERNER #2] *Zuzanna*
Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Nieodgadniona
Cykl: Damian Werner, tom 2
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Filia

Ile razy dasz się zmanipulować i wykorzystać, zanim przejmiesz sprawy we własne ręce? Komu zdecydujesz się zaufać, gdy nie jesteś w stanie sprawdzić, co jest prawdą, a co zręcznym kłamstwem? Bohatera powieści Remigiusza Mroza znów czekają trudne decyzje, a ich konsekwencje odbiją się nie tylko na nim samym. Po czyjej stronie stanie tym razem?
Damian Werner próbuje zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Własne mieszkanie ma być jego pierwszym krokiem w tym kierunku. Kiedy jednak wśród rzeczy pozostawionych przez poprzedniego właściciela znajduje tajemniczą kasetę VHS, przeszłość znów daje o sobie znać. Wkrótce na jego progu staje osoba, której nie spodziewał się już nigdy więcej zobaczyć...
Wszystko to, co urzekło mnie w "Nieodnalezionej", znalazłam także tutaj. Autor od pierwszych stron zaczyna snuć skomplikowaną sieć intryg i tajemnic. Wciąga czytelnika w swą opowieść natychmiast i nie wypuszcza do samego końca. Każdy drobny sukces na drodze do wyjaśnienia tej coraz bardziej skomplikowanej sytuacji prowokuje nowe problemy i kolejne niewiadome. Sądziłam, że ta historia bardziej zakręcona już nie będzie... Myliłam się.
Śledzenie kolejnych wydarzeń i rozterek głównego bohatera było po prostu fascynujące. Nawet nie próbowałam się domyślać, co tam się jeszcze wydarzy. I tak autor co chwila czymś mnie zaskakiwał, a a dynamicznie prowadzona akcja nie pozwalała się nudzić. Sama postać Wernera również nieodmiennie mnie intrygowała. Co zrobi dalej? Komu uwierzy? Czy zorientuje się, że znów jest tylko pionkiem w cudzej grze?
Pierwsza część przygód Damiana Wernera wywarła na mnie tak piorunujące wrażenie, że bezdyskusyjnie musiałam przeczytać również jej kontynuację. Towarzyszyło mi przy tym mnóstwo emocji. Pomysłowość autora w kwestii jeszcze większego skomplikowania tej historii wciąż budzi mój podziw. Świetnie przemyślana fabuła, wartka akcja i całe mnóstwo niewiadomych - nie mogłam się oderwać! Jeśli ktoś z Was jeszcze nie czytał, szczerze polecam!
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję portalowi zaczytajsie.pl!



czwartek, września 03, 2020

Bożek, Licho i Bazyl na wakacjach - "Małe Licho i lato z diabłem" Marty Kisiel [MAŁE LICHO #3] *Zuzanna*

Bożek, Licho i Bazyl na wakacjach -  "Małe Licho i lato z diabłem" Marty Kisiel [MAŁE LICHO #3] *Zuzanna*
Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Małe Licho i lato z diabłem
Cykl: Małe Licho, tom 3
Liczba stron: 252
Wydawnictwo: Wilga

Czy może być coś zabawniejszego od przygód Bożka i Bazyla? Tak! Nowe przygody pół człowieka, pół widma, pół gluta z sepleniącym czortem i uczulonym na własne pierze aniołem stróżem! W najnowszym tomie "Małego Licha" nie zabraknie żadnego z nich!

Bożek właśnie skończył trzecią klasę i rozpoczyna swoje pierwsze prawdziwe wakacje. Czeka go wyjazd do cioci Ody, a tym razem może nawet zabrać ze sobą Licho (któremu marzy się Wielka Przygoda). W towarzystwie niewzruszonej wiły, wiecznie kichającego anioła stróża i czorta z wadą wymowy nuda z całą pewnością mu nie grozi. Zwłaszcza gdy wskutek niespodziewanych zdarzeń zyskuje jeszcze jednego towarzysza.
W kolejnym tomie przygód Bożka znów wracamy do jego niezwykłego domu pełnego przedziwnych stworzeń. Dorośli zarządzają Generalny Remont, a chłopiec wybiera się do cioci Ody razem z Lichem. Podchodzą do tego bardzo poważnie, pakując wszystko, co może się przydać w czasie Wielkiej Przygody. Krakers zapewnia im zapas prowiantu, a widma proponują nawet eine kleine Panzerfausta na drogę (wszak zawsze może im się gdzieś tam napatoczyć jakiś czołg).
Jak zwykle jest przezabawnie, a styl autorki zachwyca mnie za każdym razem coraz bardziej. Genialne dialogi, niesamowite porównania i metafory, no i sama kreacja postaci Bazyla - jak dla mnie, mistrzostwo świata. Mogłabym to czytać bez końca, a te 250 stron mija zdecydowanie zbyt szybko. Połączenie wyjątkowego klimatu i świetnego humoru z lekkim dreszczykiem grozy w wykonaniu Marty Kisiel po prostu uzależnia!
"Małe Licho i lato z diabłem" to nie tylko wspaniała zabawa, choć znajdziecie jej tutaj więcej niż w największej porcji kakałka (i to z piankami). To również bardzo mądra książka, mówiąca o sile przyjaźni i o tym, jak ważne jest, by mieć kogoś, na kim można polegać w każdych okolicznościach. Że nie ma ludzi złych czy wrednych z natury. Że zamiast szufladkować innych i przyklejać im etykietki, często wystarczy po prostu... słuchać. Bo wzajemne zrozumienie rodzi akceptację i szacunek. O tym, że naprawdę warto pomagać. Nawet wtedy, gdy przychodzi nam to z trudem. A także o tym, że "najważniejsze jest właśnie dobre serce, a nie liczba rogów na łeb kwadratowy".
Już pierwszy tom tej serii - "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" - podbił moje czytelnicze serce. Drugi jeszcze pogłębił mój zachwyt. Ale to ten trzeci oczarował mnie chyba najbardziej. Było mega zabawnie, trochę strasznie i trochę refleksyjnie. Przy tej książce nudzić się nie sposób i dotyczy to zarówno tych młodszych, jak i starszych odbiorców. Dlatego jeśli szukacie dobrej lektury do poczytania z dziećmi - szczerze polecam. A jeśli jeszcze ich nie macie, przeczytajcie sami ;)
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wilga!

poniedziałek, marca 23, 2020

Lukrecji mówię nie! - "Lukrecja stawia na swoim" Anne Goscinny *Zuzanna*

Lukrecji mówię nie! - "Lukrecja stawia na swoim" Anne Goscinny *Zuzanna*

Autor: Anne Goscinny
Tytuł: Lukrecja stawia na swoim
Liczba stron: 204
Wydawnictwo: Znak Emotikon

W ostatnim czasie chętnie sięgam po literaturę dla dzieci, ale nie wszystko decyduję się później przeczytać swojemu synkowi. Wolę wcześniej sprawdzić, co nas w danej lekturze czeka, jak jest napisana, czy niesie jakieś wartościowe treści i czy w ogóle ma szansę mu się spodobać, a nie zanudzić. Ostatnio zaryzykowałam z "Bobem" Wendy Mass i Rebekki Stead i nie żałuję, ale "Lukrecji..." mu nie czytałam i myślę, że tak już zostanie.
Lulu wchodzi powoli w wiek dojrzewania. Wszyscy ją denerwują, a najbardziej to chyba mama. Razem z przyjaciółkami ma przygotować referat do szkoły, ale jak tu się skupić na nauce, kiedy mają tyle innych tematów do obgadania? Lukrecję czeka poza tym ślub wujka, udział w koncercie, wizyta kuzyna oraz... zaręczyny babci. Dziewczyna ma także pewne marzenie, ale jak je zrealizować, gdy mama zgłasza zdecydowany sprzeciw?
Książkę Anne Goscinny czytało mi się... dziwnie. Oczywiście wiem, że to nie do mojej grupy wiekowej jest skierowana, ale mimo wszystko mogło być lepiej. Zdecydowanie lepiej. Zwykle udaje mi się prawie w każdej lekturze znaleźć coś wartościowego, ale przyznam, że w tym przypadku okazało się to sporym wyzwaniem.
Po pierwsze, w moim odczuciu tej historii brak spójności. Każdy rozdział czyta się jak odrębne opowiadanie i to byłoby ok, ale bez płynnych przejść pomiędzy nimi sprawiały raczej wrażenie zbioru wyrwanych z kontekstu fragmentów, w dodatku niedoprowadzonych do końca. W każdym z nich czegoś mi brakowało. Niby pojawiają się tu ważne, trudne zagadnienia, ale autorka tylko je sygnalizuje, w ogóle się w nie nie zagłębia. Rzuca tylko hasło i za moment zmienia temat, jakby przed nim uciekała. Przedstawia je tak bardzo po łebkach, że nie wiem, co dziecko miałoby wynieść z takiej lektury.

Przeszkadzał mi też brak konsekwencji w przypadku niektórych zachowań dorosłych. Matka mówi córce, że ta musi się odpowiednio ubrać na ślub, po czym zgadza się kupić dla niej na tę okazję krótką czerwoną spódniczkę i t-shirt. Autorka zwraca uwagę na kwestie równości (np. ślub jednopłciowy), ale dzieci już nie są równo traktowane - córka może sobie iść na ślub w tym nieszczęsnym t-shircie (z napisem "wszyscy równi"), a syna ubierają w eleganckie spodnie i marynarkę, choć ten strój jest niewygodny i zupełnie mu się nie podoba. 

Bohaterowie są w większości bladzi i nijacy. Dawno nie spotkałam się nigdzie z tak płytkimi postaciami. W zasadzie polubiłam tylko Wiktora (młodszego brata Lulu) i Scarlett, bo oni zdecydowanie wyróżniali się w tym gronie. Niby to rodzina i dużo czasu spędzają razem, w miarę dobrze się dogadują, ale jakichś specjalnych więzi rodzinnych tam nie czuć, przynajmniej przez większość czasu. Lulu cieszy się, że spędza czas z jedną babcią, ale w innym miejscu sama mówi wprost, że historia jej rodziny zupełnie jej nie interesuje. Wizyty drugiej babci cały czas przedstawiane są jak męczący ciężar i wszyscy oddychają z ulgą, gdy Scarlett do nich nie przychodzi. 

Historię Lukrecji cechuje również  bardzo uproszczony język. Jak dla mnie aż za bardzo. Mamy tu dużo jednozdaniowych akapitów i powtórzeń. Rozumiem prostotę i przejrzystość, ale nawet książki skierowane do młodszych czytelników mają zwykle bogatszy język niż ta. Serio. Mojemu czterolatkowi czytam bardziej skomplikowane opowieści.
Podsumowując, "Lukrecja stawia na swoim" to pozycja, która kompletnie nie przypadła mi do gustu. Owszem, znalazły się w niej ze dwa zabawne momenty i ma całkiem ładne ilustracje, ale dla mnie na tym kończą się jej ewentualne zalety. Płytkie postaci i mocno uproszczony styl zdecydowanie nie przemawiają na jej korzyść. Mam wrażenie, że autorka chciała stworzyć pozycję dla dzieci, która bawi i jednocześnie przemyca pewne istotne treści, ale moim zdaniem to jej po prostu nie wyszło.
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Emotikon!

Wyzwania:

niedziela, lutego 02, 2020

Windą w kosmos - "Charlie i Wielka Szklana Winda" Roalda Dahla [CHARLIE #2] *Zuzanna*

Windą w kosmos - "Charlie i Wielka Szklana Winda" Roalda Dahla [CHARLIE #2] *Zuzanna*
Autor: Roald Dahl
Tytuł: Charlie i Wielka Szklana Winda
Cykl: Charlie, tom 2
Liczba stron: 242
Wydawnictwo: Znak Emotikon

Książka "Charlie i fabryka czekolady" zupełnie nie przypadła mi do gustu. Miałam do niej sporo zastrzeżeń. Mając jednak pod ręką "Charliego i Wielką Szklaną Windę", byłam mimo wszystko ciekawa, czy dalszy ciąg tej historii będzie się w ogóle nadawał dla dzieci czy też okaże się równie wielką pomyłką.

Charlie i reszta jego rodziny zmierzają razem z panem Wonką z powrotem do fabryki. Jako że udają się tam Wielką Szklaną Windą, a więc dość nietypowym środkiem lokomocji, możecie się spodziewać wielu atrakcji. Sama podróż urośnie do rangi wyprawy kosmicznej, a nasi bohaterowie zostaną zaatakowani przez śmiertelnie niebezpieczne zgnicioły plaźmiaki. Czy wyjdą z tego cało?
Początek drugiej części przygód Charliego nie nastrajał mnie zbyt optymistycznie. Willy Wonka jak zwykle unikał niewygodnych pytań, ale tym razem nie tylko on był nieuprzejmy dla swoich rozmówców. Gdy przeczytałam jak Dziadek Joe zwraca się do Babci Josephine, mówiąc, by siedziała cicho i nie robiła problemów, ręce mi opadły. Takich dziwnych momentów było niestety więcej. Chociażby piosenka Umpa-Lumpasów o babci, która zostawia wnuczkę samą i idzie do speluny napić się wódki. Z kolei ośmieszający polityków tekst, śpiewany przez nianię prezydenta USA, uważam za bardzo udany, choć również nieodpowiedni dla młodszych odbiorców.
Na szczęście tym razem takich fragmentów było w książce o wiele mniej. Autor nadal próbował uczyć czytelników, że lekkomyślność nie popłaca, a niestosowanie się do instrukcji i zaleceń producenta może mieć przykre konsekwencje. Przestrzegał także dzieci przed braniem leków na własną rękę. Tekst, w którym nie roi się już tak od złośliwości, stał się o wiele zabawniejszy, przynajmniej w moim odczuciu. Kilka scen szczerze mnie rozbawiło, zwłaszcza tych z udziałem prezydenta USA czy plaźmiaków. Przyznaję, że czytało mi się je naprawdę przyjemnie.
Drugi tom przygód Charliego spodobał mi się o wiele bardziej niż pierwszy. Choć i tutaj znalazły się fragmenty moim zdaniem nieodpowiednie dla dzieci, to jednak było ich zdecydowanie mniej. Książka "Charlie i Wielka Szklana Winda" okazała się całkiem zabawną i przyjemną lekturą. Zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie niż poprzednia część. Jeśli którąś z tych dwóch miałabym polecić, to właśnie ją. 
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon!


Wyzwania:

sobota, lutego 01, 2020

Co spotyka niegrzeczne dzieci? - "Charlie i fabryka czekolady" Roalda Dahla [CHARLIE #1] *Zuzanna*

Co spotyka niegrzeczne dzieci? - "Charlie i fabryka czekolady" Roalda Dahla [CHARLIE #1] *Zuzanna*

Autor: Roald Dahl
Tytuł: Charlie i fabryka czekolady
Cykl: Charlie, tom 1
Liczba stron: 226
Wydawnictwo: Znak Emotikon

Roald Dahl jako autor literatury dziecięcej był mi znany od dawna. Tak się jednak złożyło, że "Charliego i fabryki czekolady" nie miałam do tej pory okazji przeczytać, filmu zresztą też nie widziałam. Ale wiecie co? W tej chwili, już po lekturze, wcale nie uważam, że coś ważnego mnie ominęło.
Charlie Bucket to młody chłopiec, który mieszka w małym drewnianym domku na obrzeżach miasta razem ze swoimi rodzicami i dziadkami. Jego tato pracuje w fabryce pasty do zębów jako zakręcacz tubek i jest to jedyne źródło utrzymania ich całej, siedmioosobowej rodziny. Żyją bardzo biednie, brakuje im nawet na jedzenie. Pewnego dnia w gazecie ukazuje się sensacyjne ogłoszenie: Willy Wonka, właściciel miejscowej fabryki czekolady (znanej na całym świecie), pragnie zaprosić w jej progi pięcioro dzieci, które znajdą Złote Kupony. Nagrodą będzie nie tylko możliwość zwiedzenia tajemniczego zakładu, ale także zapas darmowych słodyczy do końca życia.

Sam pomysł na fabułę wydał mi się całkiem interesujący. Opis fabryki ze wszystkimi przedziwnymi pomieszczeniami i jeszcze dziwniejszymi wynalazkami czytałam z przyjemnością, podziwiając ogromną wyobraźnię autora. Wodospad ubijający czekoladę, trawa z miętowego cukru, guma do żucia zastępująca trzydaniowy obiad, megalandryna, która nigdy się nie zmniejsza czy plemię Umpa-Lumpasów - przyznaję, że to wszystko naprawdę mnie ciekawiło. Roald Dahl opisał fabrykę i jej tajemnice tak barwnie, że można sobie wyobrazić to miejsce bez najmniejszego trudu. Podobało mi się także to, jak autor pokazał więź pomiędzy Charliem i jego dziadkami. W tak prosty, a zarazem wzruszający sposób.

Życie nie jest sprawiedliwe, cztery Złote Kupony trafiają do bogatych, rozpieszczonych i niegrzecznych dzieci, lecz szczęśliwym trafem do grona szczęśliwców w ostatniej chwili dołącza również Charlie. Podczas zwiedzania on jako jedyny stosuje się do uwag Wonki i niczego nie dotyka bez pozwolenia. Pozostałe dzieci nie słuchają ani właściciela fabryki, ani swoich rodziców i każde z nich kolejno ponosi tego konsekwencje.  Z jednej strony ich niewłaściwe zachowanie zostaje ukarane, ale z drugiej... pan Wonka nawet nie próbuje im pomóc. Mało tego, jest kompletnie obojętny na to, co się dzieje, a są to dość drastyczne sceny. 

Można by powiedzieć, że niegrzeczne dzieci same są sobie winne, ale czy właśnie takiej postawy powinniśmy uczyć najmłodszych? Ktoś sobie zasłużył na karę, więc nic nas nie obchodzi, że dzieje mu się krzywda? Chyba nie. Za każdym razem właściciel fabryki powtarza, że nic się tym dzieciom nie stanie, co ostatecznie okazuje się... nie do końca zgodne z prawdą. Zupełnie nie polubiłam tej postaci. Spodziewałam się kogoś ekscentrycznego, ale mimo wszystko sympatycznego, a Willy Wonka zrobił na mnie wrażenie złośliwego i niewrażliwego na krzywdę innych. Nawet ten jego hojny gest wcale nie wynika z chęci pomocy ubogiemu chłopcu, on to robi z czysto egoistycznych pobudek. Potrzebuje następcy, ale takiego, który nie będzie działał po swojemu, lecz tylko tak, jak Wonka to sobie zaplanował.
Sięgając po "Charliego i fabrykę czekolady" miałam ciągle w pamięci "Matyldę", która kiedyś mnie zachwyciła i liczyłam na opowieść w podobnym stylu. Chociaż pomysł autora mi się spodobał, a czekoladę i inne słodycze opisał tak genialnie, że niemal da się poczuć ich wyjątkowy smak i zapach, to ostatecznie ta książka mocno mnie zawiodła. Straszliwie moralizatorska, niegrzeczne dzieci są niedobre i spotykają je srogie kary, a grzeczny chłopiec zostaje nagrodzony. Ale czy na pewno? Wszak Wonka zyskuje pracownika idealnego, a jego rodzinę chce uszczęśliwić na siłę, nie zważając na żadne protesty. Mojemu czterolatkowi jednak tej książki nie przeczytam, choć starszym dzieciom ten specyficzny humor może się spodobać.


Zuzanna


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon!




Wyzwania:

czwartek, października 17, 2019

[PRZEDPREMIEROWO] "Małe Licho i anioł z kamienia" Marty Kisiel [MAŁE LICHO #2] *Zuzanna*

[PRZEDPREMIEROWO] "Małe Licho i anioł z kamienia" Marty Kisiel [MAŁE LICHO #2] *Zuzanna*
Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Małe Licho i anioł z kamienia
Cykl: Małe Licho, tom 2
Liczba stron: 238
Wydawnictwo: Wilga
Premiera: 30 października 2019


Anioł i czort pod jednym dachem? U Marty Kisiel wszystko jest możliwe. Nawet Tsadkiel (zwany też Zadkielem lub Pupkielem) może nieźle zaskoczyć. A jeśli stęskniliście się za Bazylem i ciekawi Was, jak sobie poradzi w roli czorta stróża, "Małe Licho i anioł z kamienia" koniecznie musi się znaleźć na Waszej czytelniczej liście.

Zbliżają się ferie zimowe, a Bożek ma mnóstwo pomysłów, jak spędzić ten wolny od szkoły czas. Niestety plany trzeba zmienić, gdy u Licha pojawiają się pierwsze czerwone bąble... Ospa nie oszczędza nawet Krakersa, więc chłopca trzeba czym prędzej ewakuować. Wraz z Guciem i Tsadkielem trafia do położonego w środku lasu domu cioci Ody. Zatem bez czortów, demonów i niebezpiecznych przygód się nie obejdzie!
Pierwsza część przygód Małego Licha i Bożka całkowicie podbiła moje serce. Nic więc dziwnego, że na samą wieść o kontynuacji cieszyłam się jak dziecko. Bo chociaż teoretycznie ta seria skierowana jest do młodszych czytelników, z całą pewnością można czerpać z niej przyjemność w każdym wieku. Kiedy już poznacie przeurocze Licho, pflompającego Gucia, sepleniącego Bazylka i Tsadkiela, który naprawdę, ale to naprawdę nie umie w nastrój, nie będziecie chcieli się już z nimi żegnać.
Największą zaletą tej powieści jest wszechobecny humor, który atakuje czytelnika niczym Gucio miotający śnieżkami. Nie sposób przed nim umknąć. Zwłaszcza że chyba tylko Krakers wycinający pierniczki może szybkością działania rywalizować z Ałtorką raczącą nas zabawnymi tekstami. Co chwila wybuchałam śmiechem, aż mój zaintrygowany 4-latek zaczął się domagać wspólnego czytania.
Małe Licho nie tylko bawi, ale też uczy. Przede wszystkim empatii, szacunku do innych i do ich uczuć. Bardzo łatwo jest kogoś zranić, sprawić, by czuł się odrzucony i niechciany, ale naprawienie takiej sytuacji to już o wiele trudniejsza sprawa. Marta Kisiel pokazuje też, że pozory często mylą i każdy zasługuje na to, by dać mu szansę.
"Małe Licho i anioł z kamienia" to opowieść, która nie tylko zapewni Wam wybuchy niekontrolowanego śmiechu, ale także uświadomi młodszym czytelnikom, jak ważną rolę odgrywa empatia w kontaktach międzyludzkich. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, niezależnie od wieku. A Bazyl w roli czorta stróża to coś, czego po prostu nie można przegapić. Szczerze polecam!
Zuzanna

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wilga!
Wyzwania:

wtorek, września 11, 2018

[PRZEDPREMIEROWO] "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" Marty Kisiel [MAŁE LICHO #1]

[PRZEDPREMIEROWO] "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" Marty Kisiel [MAŁE LICHO #1]
Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Małe Licho i tajemnica Niebożątka
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: Wilga
Premiera: 19 września 2018


Pierwszy dzień szkoły to dla każdego dziecka raczej stresujące wydarzenie. Pomyślcie zatem, co musi przeżywać 9-letni chłopiec, który nagle dowiaduje się, że jego też to doświadczenie nie ominie? Do tej pory uczył się w domu, choć wcale nie był to dom zwyczajny. Oprócz niego zamieszkiwali go bowiem mama, dwaj wujkowie i cała zgraja istot niezwykłych: od aniołów, przez niemieckie widma czy potwora spod łóżka, aż po dżinna i osiem różowych królików.
Bożydar Antoni Jekiełłek całe dnie spędza na wspólnych zabawach ze swoim aniołem stróżem. Jeśli jednak wyobrażacie go sobie jako dostojną postać w śnieżnobiałej szacie - nic bardziej mylnego. Licho - bo tak właśnie się nazywa - jest małe jak dziecko, niepozorne i wiecznie zasmarkane. Zawsze chodzi ubrane w zbyt dużą, ale starannie wyprasowaną koszulkę i mięciutkie wełniane bamboszki, które samo dla siebie robi. Zupełnie nie przypomina Tsadkiela, anioła wujka Konrada - tak, on z kolei wygląda naprawdę anielsko. Jest jeszcze ciągle zapracowana mama i wujek Turu, który potrafi wystrugać z drewna chyba wszystko. W codziennych zabawach uczestniczy także potwór Gucio, a jego pobratymiec Krakers zajmuje się w domu gotowaniem. Gdy zapada decyzja o wysłaniu Bożka do szkoły, wszyscy domownicy, poruszeni tym faktem, starają się w jakiś sposób ułatwić chłopcu przystosowanie się do nadchodzących zmian. Tym bardziej, że cierpi na pewną tajemniczą przypadłość... 
Nietypowy, zaniedbany dom na uboczu, zamieszkany przez szereg postaci nie z tej ziemi - ta opowieść już od pierwszych zdań zdołała wzbudzić moje zainteresowanie. Nietypowi mieszkańcy bawili i intrygowali, nie pozwalając mi się nudzić ani przez chwilę. Bożek - wyjątkowy chłopiec otoczony przyjaznymi istotami, powoli zaczyna dorastać. Rozpoczyna się nowy etap w jego życiu, choć on sam wcale nie czuje się jeszcze gotowy na tak duże zmiany. Gniewa się na wujka za to, że chce go wysłać do szkoły, by poznał innych ludzi i zobaczył też świat poza murami domu. Zaczyna złościć się na wszystkich wokół, szczególnie gdy spotyka nowych kolegów i uświadamia sobie, jak wiele go od nich różni. Zyskanie akceptacji grupy wcale nie jest takie proste. Coraz bardziej zniechęcony, zamyka się w sobie, izolując od najbliższych. Wreszcie czara goryczy zostaje przelana, a chłopiec trafia do miejsca, gdzie grozi mu ogromne niebezpieczeństwo.
Powieść Marty Kisiel, choć skierowana głównie do dzieci, porusza wiele ważnych tematów. Myślę, że wielu z nas bez większego trudu odnalazłoby siebie w postaci Bożka, któremu z trudem przychodzi pogodzenie się z dużymi zmianami i przystosowanie do nowej sytuacji. Stara się zdobyć akceptację grupy, ale na szczęście szybko sobie uświadamia, że ślepe naśladowanie innych wcale nie jest dobrym wyborem. Potrzebuje uwagi i wsparcia od swoich najbliższych, jak każdy człowiek. To daje mu siłę do pokonywania wszelkich przeciwności. Uczy się też, jak zaakceptować siebie i swoją odmienność. Jak stwierdza jeden z bohaterów, w byciu innym nie ma nic złego ani nic dobrego, tak po prostu jest. "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" to niezwykle mądra powieść, poruszająca, ale i pełna naprawdę dobrego humoru. Czyta się ją błyskawicznie, a duża czcionka i ciekawe ilustracje jeszcze zwiększają komfort i przyjemność z lektury. 
Polecam z całego serca! Każdemu, bez względu na wiek.
Zuzanna

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wilga!

Wyzwania:

Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger