Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ofiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ofiara. Pokaż wszystkie posty

środa, marca 25, 2020

Życie za życie - "Przebudzenie króla" Maggie Stiefvater [THE RAVEN CYCLE#4] *Natalia*

Życie za życie - "Przebudzenie króla" Maggie Stiefvater [THE RAVEN CYCLE#4] *Natalia*

Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: Przebudzenie króla
Cykl: The Raven Cycle, tom 4
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Uroboros


Długo czekałam i zbierałam się w sobie, by skończyć tę serię. Z jednej strony stęskniłam się za Ganseyem i jego wesołą kompanią i chciałam znowu poczuć ten cudowny klimat, który urzekł mnie w pierwszym tomie. Natomiast z drugiej, po nieudanej "Wiedźmie z lustra", obawiałam się finału. Specjalnie dla niego zerwałam się rano i zamiast w objęcia Morfeusza, wpadłam w ramiona magii.
Poszukiwania Glendowera dobiegają końca. Podobnie jest z życiem Ganseya. Chłopak wie, że umrze, że to Blue, jego miłość, ma go zabić pocałunkiem. Kiedy on ściga się ze śmiercią, jego przyjaciele walczą z potężnym demonem. Coś zaczyna atakować Cabeswater, czego skutki odczuwają Adam i Ronan.  Koszmary, niemożność panowania nad swoim ciałem, to tylko początek ich kłopotów. A właśnie ten las dał początek wszystkiemu i w nim wszystko ma się skończyć. Czy bohaterom uda  się ocalić Cabeswater oraz Ganseya? Czy w końcu odnajdą Glendowera?
Czy jestem oczarowana finałem? I tak, i nie. Doczekałam się związku Adama i Ronana, tak bardzo do siebie pasują, nawet nie wiecie, jak mocno im kibicowałam. A co najlepsze, ich wątek zajmuje całkiem sporą część fabuły, więc pod tym względem jestem bardzo zadowolona. Bohaterowie dojrzeli, moim zdaniem szczególnie widać to po Adamie, lecz pozostał sobą, tym starym Adamem sprzed umową z Cabeswater i tym po niej. Podobnie Gansey i Ronan, wciąż charyzmatyczni, jedyni w swoim rodzaju. Blue pozostała neutralna, nic do niej nie mam. Za to do paczki dołączył Henry, polubiłam go, troszeczkę żałuję, że autorka wprowadziła go tak późno. Kolejną rzeczą, która mnie urzekła, są opisy. Wiem, wiem, ja i zachwycanie się opisami to coś niemożliwego, ale jednak. Czułam tę magię, jakbym znajdowała się we wszystkich tych miejscach, uczestniczyła w rytuałach i snach.

Więc co mi się nie podobało? Czarne charaktery. Stiefvater zupełnie nie potrafi ich dobrze wykreować. Nie budzą przerażenia, nie są tak mroczne, jakimi mogłyby się wydawać z opisów. Wspomniana w recenzji "Wiedźmy z lustra" Piper nadal jest nijaka, nawet ja budzę większe przerażenie niż ona. Autorka wprowadza również nowych bohaterów, można powiedzieć, że bierze ich z powietrza. Pojawiają się na chwilę, po czym znikają z prędkością światła. Przykładem tego jest Atremus. Jest, potem go nie ma, znowu jest na chwilę i znika. Wydaję mi się, że miał rolę do odegrania, ale autorka po prostu nie umiała wykorzystać jego potencjału. Albo miał być po prostu zwykłym zapychaczem.

Ciężko będzie mi zakończyć przygodę z Blue i jej kruczymi chłopcami. Naprawdę ich polubiłam, mimo początkowej niechęci do niektórych. Choć mam kilka uwag, uważam że ostatni tom trzyma poziom i nawet lekko przebija pierwszy. Być może sięgnę także po "Opal", ponieważ jestem ciekawa, jak potoczą się losy Ronana i Adama.

Za egzemplarz dziękuję portalowi Zaczytajsie


Natalia

poniedziałek, lutego 24, 2020

[PRZEDPREMIEROWO] - "Żółte ślepia" Marcina Mortki *Natalia*

[PRZEDPREMIEROWO] - "Żółte ślepia" Marcina Mortki *Natalia*

Autor: Marcin Mortka
Tytuł: Żółte ślepia
Liczba stron: 414
Wydawnictwo: Uroboros

Premiera: 26 lutego 2020

Dziś zabiorę Was w podróż po średniowiecznej Polsce. Od razu ostrzegam: różaniec, krzyż czy Biblia niewiele pomogą. Tu królują utopce, brzeginki, wilkołaki i inne stwory. Jednak jeśli nie będziecie ich specjalnie szukać, to nie  macie się czego obawiać. Szybciej znajdziecie w domu skrzata lub gadającego kota. I jeszcze jedno... bogowie wiedzą wszystko.

Jak już we wstępie wspomniałam, akcja powieści dzieje się w średniowieczu, dokładniej za rządów Bolesława Chrobrego. Bohaterem jest Medvid - wierny sługa i przyjaciel księcia. To on ochrania Bolka przed niebezpieczeństwami oraz służy mu radą, za co wiele osób go nienawidzi. Jego życie zmienia jedno wydarzenie. Pewnego poranka odkrywa, że w Gnieźnie wszyscy zniknęli. Nie tylko cały dwór, ale także zwykli ludzie. Porywacze oszczędzili tylko jednego człowieka - niemieckiego rycerza - i pozostawili dziwne ptasie ślady. Medvid, niewiele myśląc, postanawia ruszyć na ratunek księciu. Zanim jednak zabiera się do działania, prosi o pomoc przyjaciółkę - wiedźmę Gosławę. Razem z nią oraz rycerzem wyrusza, by odkryć prawdę o tym nietypowym zdarzeniu.

To jedna z tych książek, które po przeczytaniu ciężko mi jednoznacznie ocenić. Podobała mi się, ale z drugiej strony czegoś w niej brakuje. Ma dynamiczną akcję, dużo humoru, ciekawych bohaterów, pełno odniesień do mitologii słowiańskiej, ale także sporo niewiadomych. Nie wiem, czy to specjalna zagrywka autora, by mieć grunt na kolejną powieść, czy po prostu tak miało być i koniec. Marcin Mortka skupił się na jednym wątku, na poszukiwaniach oraz odkryciu tajemnicy zaginięcia księcia i reszty poddanych. A wydaje mi się, że można tu było ciekawie opisać początki wiary katolickiej w Polsce, proces tworzenia się państwa. Wiemy jednie o walkach przed objęciem rządów przez Chrobrego i o tym, że próby kultywowania dawnej religii karano. Z chęcią przeczytałabym więcej o tych sprawach.

Niestety kolejna rzecz, o której zapomniano, to bohaterowie. Tak naprawdę nic o nich nie wiemy. Skąd Medvid ma tak dobrą relację z księciem? Jak poznał się z Gosławą? Czy łączyło ich kiedyś coś więcej? Jak wdał się w pewien niebezpieczny romans? I przy okazji pisania tego akapitu, nadal się zastanawiam, czy tak miało być, czy mogę liczyć na coś więcej. Na koniec dodam jedynie, że najbardziej polubiłam Gosławę. To pewna siebie, odważna i silna kobieta. Nie przejmuje się tym, co mogą pomyśleć inni, ona po prostu działa. Zrobi wszystko, by osiągnąć cel, nie patrząc na konsekwencje. Zaskoczyło mnie to, że słuchają się jej nawet olbrzymy! Naprawdę przerażająca osoba...

Podsumowując, "Żółte ślepia" nie są ani złe, ani dobre. Po prostu wymagają rozbudowania, dokończenia. Z miłą chęcią przeczytałabym o dalszych przygodach Medvida i Gosławy. Polecam wszystkim fanom mitologii słowiańskiej. Na pewno Wam się spodoba, gdyż wszędzie jest jej pełno.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Uroboros!


Natalia





wtorek, września 17, 2019

[PRZEDPREMIEROWO] "Skrzynia ofiarna" Martina Stewarta *Natalia*

[PRZEDPREMIEROWO] "Skrzynia ofiarna" Martina Stewarta *Natalia*

Autor: Martin Stewart
Tytuł: Skrzynia ofiarna
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Uroboros
Premiera: 18 września 2019

Budzisz się w środku nocy. Oblewa cię zimny pot, oddychasz szybko. Powoli podnosisz się, by sprawdzić, co cię obudziło. To tylko wiatr uderzający o szyby. Kładziesz się z powrotem. Nasłuchujesz. Kolejne odgłosy. Znów spoglądasz za okno. Tym razem w ciemnościach dostrzegasz wrony. One wiedzą, one czekają. Są znakiem, początkiem Twojego koszmaru.
Latem 1982 roku piątka przyjaciół znajduje skrzynię. Pod wpływem wizji postanawiają złożyć w niej ofiarę. Każdy z nich oddaje coś cennego, bliskiego sercu. Wizja, która nawiedza nastolatków, narzuca im pewne zasady. Nigdy nie przychodź do skrzyni nocą, nigdy nie przychodź do niej sam i nigdy nie wyciągaj z niej darów. Po tym wydarzeniu wracają do normalnego życia. Do czasu. Po czterech latach zaczynają się dziać dziwne i przerażające rzeczy. Przyczyna jest tylko jedna. Ktoś złamał zasady. A za to przyjdzie zapłacić wszystkim.
Wydawałoby się, że wszystko jest dobrze. Ciekawa fabuła, dużo zwrotów akcji, szybkie tempo. Mroczna atmosfera, wszędzie czai się niebezpieczeństwo. Bohaterowie są nieszablonowi, da się ich polubić. Jednak czegoś mi tu brakuje. Czegoś, co wypełniłoby tę historię. Więcej o postaciach, nie tylko ich imiona i kilka faktów. Jak się poznali, jak każdy z nich odczuwał skutki ataków skrzyni zanim postanowili się spotkać. Myślę, że takie coś dodałoby więcej mroku, ale cóż, nawet bez tego jest groźnie. Nie jest to na tyle ważne, żebym wypominała to autorowi do końca życia. Ale do jednej rzeczy muszę się przyczepić. Konkretnie do tytułowej skrzyni. Nie dowiadujemy się o niej niczego. Skąd się wzięła, kto ją umieścił w lesie, czy jest w niej jakaś nadprzyrodzona siła. Nic. Zakończenie przewidywalne, bardzo mnie to rozczarowało.

Warto tutaj wspomnieć o opisach, które są, lekko mówiąc, nieprzyjemne, czasem wręcz ohydne. Fakt, nie jest tak, że wszędzie leżą wnętrzności, ale to, co tu znajdziemy, może kogoś przestraszyć czy obrzydzić. Dobry przykład to autopsja jelenia. Jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy, polecam ominąć te kilka stron.
Podsumowując, "Skrzynia ofiarna" mimo wad to thriller godny uwagi. Pod koniec czytałam z niespokojnym sercem i muszę przyznać, że naprawdę się bałam. Niektóre sytuacje wydały mi się dziwne, jednak mimo wszystko przerażające. Polecam na jesienny wieczór, gdy wiatr uderza w okna i śmieje się z tego, że Was przestraszył.

Natalia

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu YA!

Copyright © 2016 Ogród Książek , Blogger